Apple i Samsung miałyby się lepiej – a ich klienci byliby lepiej obsłużeni – gdyby giganci przenieśli swoją wielką bitwę patentową z sali sądowej na rynek. Ława przysięgłych uznała, że Samsung naruszył patenty Apple’a i nakazał wypłacić 1,05 miliarda dolarów odszkodowania. Chociaż to o miliard mniej, niż domagał się Apple i kwota nie stanowi wielkiej straty dla Samsunga, to mowa tutaj o prawdziwych pieniądzach.

Sposób, w jaki prasa opisywała werdykt wskazywałby, że wynik był niespotykany czy niezwykły, ale w rzeczywistości to tylko kolejna walka wysokiej rangi w serii spraw toczących się dzięki systemowi, który w fundamentalny sposób nie jest w stanie spełnić celów, do których został stworzony. Jasne, ta sprawa miała kilka interesujących elementów – patenty, które miałyby obejmować technologię 3G, umiejętność obrony rozwiązań użytkowych swoich produktów przez Apple’a itd. Ale nawet przy tym Apple konta Samsung nie wniosło nic nowego.

Pojawiło się mnóstwo wiadomości dotyczących werdyktu ławników. Cóż więcej powiedzieć? Możemy rozmawiać o tym, czy interfejs powinien podlegać patentowi (nie powinien), czy prawo powinno chronić „wygląd i poczucie” produktu (znowu: nie. Zarówno poprzez patenty jak i prawo autorskie) albo przedyskutować historyjkę Apple’a o znajdowaniu inspiracji dzięki tym, którzy działali wcześniej (to takie ładne określenie na „kopiować”). Ale podsumowanie będzie jedno: czas to wszystko powstrzymać.

Konstytucja [chodzi o konstytucję amerykańską – przyp. tłum] jasno mówi o tym dlaczego rząd nadaje monopole: „aby wspierać postęp nauki i sztuki”. Apple mógłby wypuścić iPhone’a nie patentując zaokrąglonych brzegów urządzenia albo „efektu gumowego brzegu” (sposobu, w jaki ekran porusza się przy przesunięciu na dół strony). Te patenty oraz idące za nimi pozwy nie służą postępowi nauki oraz sztuki. Nie sprzyjają konsumentowi. Zamiast tego służą jako kolejne narzędzie, które biznes wykorzystuje do tłumienia konkurencji oraz wyciągania pieniędzy od siebie nawzajem. Odpowiedzią na konkurencję jest, a raczej powinno być, więcej innowacji, a nie sądowe walki, które kosztują miliony dolarów i zajmują dostępne dla wymiaru sprawiedliwości środki.

Apple kontra Samsung pokazuje bolączki systemu patentowego. Ale nie ma tego złego. Ta sprawa dotarła na czołówki gazet, ludzie zwracają uwagę na problem. Dzięki temu nastąpił moment, w którym można rozmawiać o patentach, które zabijają innowację, zamiast ją pobudzać. To czas, żeby porozmawiać o interesie publicznym i o tym jak wycofanie z rynku produktów z serii Galaxy uderzy w konsumentów. To czas, żeby rozmawiać o odnalezieniu systemu, który ma sens w środowisku ludzi, którzy używają, tworzą oraz rozwijają oprogramowanie.

źródło: EFF Deeplink Blog, aut. Julie Samuels, CC BY

fot. Alex Kislow, CC BY