Pisaliśmy już o artystach, którzy postanowili zarabiać we współpracy z portalami torrentowymi, pisaliśmy również o tych, którzy cieszą się z popularności w sieciach p2p z powodu zwiększonych zysków na koncertach. Prawie zawsze towarzyszyły temu jednak narzekania wydawców i producentów, którzy tracili pieniądze przestając być potrzebni w łańcuchu dystrybucji (ku radości artystów). Ale okazuje się, że również oni mogą nauczyć się współżyć z dzieleniem się plikami w internecie i świetnie na tym wychodzić.

Koncern medialny Fairfax Media jest jednym z największych dostarczycieli treści w Australii. Ricky Sutton, dyrektor ds. materiałów wideo przyznał, że jego firma polega na wynikach ściągnięć w sieciach torrent przy wyborze treści, do których chce kupić prawa. Okazuje się, że zamiast wydawać pieniądze na badania rynku można korzystać z darmowych narzędzi tworzonych przez społeczność.

Co ciekawe, część z pieniędzy, które Fairfax zarabia na sprzedawanych treściach kierowane jest do „pirackich” portali! Dzieje się to poprzez reklamy umieszczane na stronach, z których można pobrać pliki torrent. Jak mówi Ricky Sutton:

Dostarczamy treści, a następnie informujemy na BitTorrent, że są one dostępne w sposób legalny na naszej platformie. Potem dzielimy się częścią przychodów. Działa to bardzo efektywnie.

Niejednokrotnie pisaliśmy, że pośrednicy w obrocie kulturą niedługo odejdą w niebyt, ponieważ stają się niepotrzebni w erze cyfrowej. Okazuje się jednak, że i wytwórnie, i producenci mogą znaleźć dla siebie miejsce w nowoczesnym systemie obrotu treściami, jeśli tylko wysilą się, żeby znaleźć nowe modele biznesowe, zamiast wydawać miliardy na próbę spetryfikowania starych zasad kosztem postępu.

Często słyszymy o wysokich kosztach marketingu, badań rynkowych, utrzymania firmy. Na powyższym przykładzie widzimy jednak, że wydatki te można wyeliminować, kiedy poszuka się możliwych płaszczyzn współpracy z dotychczasowymi wrogami. Przy okazji zadaje się kłam twierdzeniom, że ściągający nie płacą za treści, z których korzystają. Obieg autoryzowany i nieautoryzowany są komplementarne i zamiast próbować zniszczyć ten drugi należy tworzyć wygodne narzędzia, które pozwolą na swobodne korzystanie z obu trybów dostępu do kultury.

źródło: torrentfreak