Prawo pizzowe – prawo wyłączne na sprzedaż pizzy – to nowy typ własności intelektualnej. Prawo pizzowe, jeśli zostanie przyjęte, sprawi, że nielegalne będzie robienie lub podawanie pizzy bez licencji od posiadacza prawa do pizzy.

Pizzaright to pomysł Eda Feltena sprzed kilku lat. Powstał w obliczu żądań dalszego rozszerzenia zakresu monopoli intelektualnych i miał stanowić swoisty test czy żądania te mają jakąkolwiek logiczną podstawę. Zasada była łatwa: jeśli argumentacja dotycząca konieczności zwiększenia ochrony może zostać zastosowana aby wspierać ideę prawa pizzowego – jest to argumentacja fałszywa. Jeśli chce się stworzyć nowe prawo wyłączne – lepiej, żeby nie było to prawo do pizzy.

Uznajmy, że Alicja twierdzi, że rozszerzenie zakresu prawa autorskiego jest dobre, ponieważ daje posiadaczowi praw zyski, które mogą zostać użyte w celu tworzenia nowych utworów. Mogłaby równie dobrze argumentować, że prawo pizzowe jest dobre, ponieważ daje posiadaczowi prawa do pizzy zyski z licencjonowania, które mogą zostać użyte do tworzenia nowych pizz.

*Wadą argumentacji Alicji jest to, że decyzja o inwestowaniu w stworzenie nowego dzieła (czy nowej pizzy) jest oparta o kalkulację kosztów inwestycji i spodziewanego zwrotu z niej. Otrzymanie dodatkowych pieniędzy [z licencjonowania pizzy] przez potencjalnego inwestora-twórcę nie wpływa na jego decyzję o tworzeniu nowego dzieła.*

Robert twierdzi, że rentowność nadawania treści może się wkrótce zmniejszyć i dlatego nadawcy powinni uzyskać nowe prawa własności intelektualnej. Robert mógłby równie dobrze argumentować, że jeśli robienie pizzy stanie się mniej zyskowne powinno powstać prawo pizzowe.

*Wadą argumentacji Roberta jest to, że nie da się wykazać, że nowe prawo będzie służyło interesom społeczeństwa jako całości. Odpowiada tylko na potrzeby wąskiego grona nadawców (albo robiących pizzę)*

Pizzaright po polsku – Jak żyć?

Pewne „złote reguły” pozwalają na prowadzenie dyskusji bez ryzyka, że stanie się ona absurdem. Dobrym przykładem jest np. prawo Godwina, które zakłada, że dyskusja kończy się w momencie, w którym padnie pierwsze porównanie do nazistów lub Hitlera.

W debacie o prawie autorskim bardzo często brakuje tego typu zasad, co uniemożliwia zidentyfikowanie problemu i dojście do porozumienia – niekoniecznie z powodu złej woli którejkolwiek ze stron. Dlatego proponuję wprowadzenie do polskiego wątku dyskusji o monopolach intelektualnych obowiązkowego testu prawa do pizzy.

W żadnym wypadku nie chodzi o umniejszenie znaczenia problemów twórców i pośredników, ma to pomóc w określeniu zasadniczej kwestii – czy mówimy o zagadnieniach dotyczących twórców i pośredników czy społeczeństwa jako całości? Bardzo często gubimy ten wątek patrząc nich jak na byty oderwane od reszty gospodarki i życia społecznego.

Zagadnienia dotyczące niepewności pracy albo umów, które nie gwarantują ubezpieczenia zdrowotnego to problem ogólnospołeczny – w związku z tym nie rozwiąże się go poprzez zaostrzanie ochrony monopoli intelektualnych. Problem braku reprezentacji twórców w procesie legislacyjnym (zwracał na niego uwagę np. Tomek Lipiński mówiąc o założeniu Związku Zawodowego Muzyków) to również zagadnienie, na które nie ma wpływu prawo autorskie. Technologia zmieniająca zasady działania na rynku to nie tylko problem (i szansa!) pośredników w obrocie prawami autorskimi, ale wszystkich dziedzin gospodarki.

Bardzo często zapomina się o tym wątku. Dlatego następnym razem, kiedy w dyskusji padnie postulat zwiększenia ochrony praw autorskich pamiętajmy o prawie pizzy i przypomnijmy o nim wszystkim uczestnikom debaty.

fot. smcgee, CC BY-NC