Kiedy w maju rozniosła się informacja o tym, że Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) zmierza do zrewidowania ważnego traktatu międzynarodowego – Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych (ITR) -wiele organizacji pozarządowych zaczęło bić na alarm. ITR precyzują sposób i zasady według jakich powinny być świadczone międzynarodowe usługi telekomunikacyjne.

ITU to wyspecjalizowana organizacja ONZ (którego Polska jest aktywnym członkiem) ustanowiona w celu standaryzowania i regulowania rynku telekomunikacyjnego.

„ITR ostatnio negocjowane były 1988 roku istnieje silna potrzeba ich zrewidowania i dostosowania do wyzwań nowoczesnych technologii komunikacyjno-informacyjnych”– twierdzi Związek.

Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że ITU upatruje siebie w roli międzynarodowego zarządcy Internetu, do którego zadań należałoby m.in.: administrowanie systemem nazw domen, przydzielanie numerów i adresów IP, regulowanie kontroli ruchu między dostawcami usług internetowych (ISP).

 Działania ITU zainicjowały na nowo debatę dotyczącą zdefiniowania pojęcia zarządzania Internetem. Przydzielanie adresów IP i zarządzanie systemem domen odnosi się tylko do warstwy funkcjonalniej sieci, pomijając szerszy kontekst, który obejmuje rozwój i wdrażanie polityk, które wpływają na funkcjonalność i ewolucję sieci oraz kontrolę nad użytkownikami. Niepokojąca jest także sytuacja, iż państwami, które najbardziej forsują te zmiany są Rosja i niektóre kraje arabskie, gdzie jak wiadomo prawo międzynarodowe może posłużyć jako narzędzie do represyjnej polityki ograniczającej prawa człowieka i wolność jednostek.

 Od zawsze Internet korzystał z zdecentralizowanego i wielostronnego podejścia do zarządzania, nakierowanego na jego globalny rozwój. Obecny stan nie jest idealny, ale kierunek w jakim powinniśmy zmierzać to pozostawienie neutralnego otwartego i przejrzystego modelu funkcjonowania sieci, aby zachować to co najważniejsze, czyli globalną demokratyczną platformę sprzyjającą budowaniu kapitału ludzkiego.

 Eric Schmidt z Google  postrzega nawet plan zmian jako katastrofę i zwraca uwagę, że musimy być ostrożni rozważając wprowadzenie nowego modelu zarządzania.

Z kolei Electronic Frontier Foundation określa ITU jako wysoce zbiurokratyzowaną hierarchiczną i zamkniętą instytucję i przypomina, że w podobnie tajemniczy sposób negocjowana była propozycja ACTA.

 Co gorsza propozycje zmian były negocjowane w tajemnicy i dopiero apel organizacji społecznych doprowadził do wydania decyzji o upublicznieniu niektórych dokumentów dotyczących rozpoczynającej się w grudniu Światowej Konferencji Telekomunikacyjnej, na której będą głosowane nowe pomysły na reformę regulacji. Rada Związku uzależniła decyzję o udostępnieniu dokumentów od woli poszczególnych państw członkowskich.

 Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji wyciągnęło nauczkę po gorzkiej lekcji jaką była fala protestów związanych z porozumieniem ACTA i tym razem postanowiło zadziałać dużo wcześniej. Na stronie Ministerstwa zostały ogłoszone  konsultacje społeczne  (potrwają do końca sierpnia) na temat zmian jakie ma przynieść Konferencja. Ponadto pojawiło się stanowisko rządu w tej sprawie, które stanowczo odrzuca możliwość ograniczania swobody w Internecie. „Jesteśmy przeciwni nadmiernym regulacjom internetu, przeciwni blokowaniu stron, śledzeniu użytkowników w sieci”– mówi minister Michał Boni i dodaje, że decyzje dotyczące takich regulacji powinny pozostać w gestii państw a nie układu międzynarodowego.

 Według stanowiska polskiego rządu traktat powinien mieć bardziej ogólny charakter a kompetencje ITU nie mogą sprowadzać się do zarządzania siecią. Nie będzie to jednak łatwe zadanie, aby przekonać inne kraje do głosowania przeciwko zbyt szerokiemu zakresowi tych regulacji. Dokument będzie przyjęty na zasadzie konsensusu wszystkich państw należących do Związku co nie oznacza, że punkt widzenia naszego kraju zwycięży i regulacje zostaną odrzucone.

Zdjęcie aut. Cell105, na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 2.0 US