W „Rzeczpospolitej” z 8 lutego 2013 znajdziemy bardzo ciekawy artykuł Krzysztofa Siewicza na temat istoty obowiązywania prawa autorskiego w nauce oraz o idei otwartej nauki jako takiej.

Krzysztof Siewicz zwraca uwagę, że model wydawniczy, który obecnie dominuje na rynku publikacji akademickich wcale nie wymaga obowiązywania prawa autorskiego (a dokładniej – praw autorskich majątkowych) – wszystko toczy się w zamkniętym obiegu finansowanym z pieniędzy publicznych, więc nie ma potrzeby wprowadzania mechanizmów mających zagwarantować zyski.

Autor zwraca uwagę, że na ogół wydawnictwo i tak przejmuje prawa majątkowe do tekstu, ale nawet ono nie potrzebuje wyłączności to zapewnienia sobie bytu – w końcu zarówno badania jako takie, jak i przygotowanie tekstu do druku są opłacone przez stronę trzecią (uniwersytety i uczonych), ryzyko po stronie pośrednika jest minimalne. To, czym prócz dystrybucji zajmuje się wydawnictwo: recenzja i redakcja tekstu nie straci swojej wagi po wprowadzeniu otwartego dostępu i nie jest w żaden sposób zależne od prawa autorskiego i wyłączności, którą daje. Oznacza to, że służy ono tylko ograniczeniu dostępności do treści, ale nie ma funkcji przydatnej nauce.

Oczywiście Krzysztof Siewicz zauważa, że inne zasady dotyczą publikacji tworzonych za pieniądze prywatne.

Komentarz

Bardzo ciekawa opinia, która wpisuje się w żywa debatę na temat prawa autorskiego oraz jego zastosowania w nauce.

Zwraca uwagę fakt, że w artykule zaznaczono fundamentalną sprzeczność pomiędzy zasadami funkcjonowania prawa autorskiego, a ideami nauki. Rozwój opiera się na swobodnej wymianie myśli i pomysłów, na korzystaniu z dorobku innych, aby stworzyć wartość dodaną. Prawo autorskie ma promować ten rozwój zapewniając twórcom możliwość uzyskania dochodu pozwalającego na dalszą pracę. Ale nie dzieje się to w sytuacji, w której badania prowadzi się za publiczne pieniądze, a następnie płaci wydawnictwu za publikację oddając mu równocześnie prawa majątkowe do swojej twórczości. Jest to sytuacja pozbawiająca autora możliwości zarabiania, a społeczeństwo dostępu do owocu jego pracy. W obecnym systemie i kształcie prawo autorskie służy tylko sztucznemu ograniczaniu zasięgu wyników badań oraz nadaniu pośrednikom kontroli nad ich rozpowszechnianiem.

 

źródło: Rzeczpospolita (niestety – dostęp do całości artykułu jest płatny)