Serwis techdirt pisze o kanadyjskich studentach historii sztuki, którzy zostali zmuszeni do zakupu podręcznika za 180 dolarów… bez ilustracji. Wydawcy nie udało się dogadać z posiadaczami praw autorskich przed terminem wysłania książki do druku, więc wypuścił na rynek pozycję z samym tekstem. Studentów prosi się o oglądanie obrazków w internecie.

Wszystko to kłóci się z wyrokiem kanadyjskiego sądu, który uznał, że cele edukacyjne mieszczą się w ramach dozwolonego użytku. Oznacza to, że wydawca mógł zgodnie z prawem umieścić ilustracje w akademickim podręczniku i nie potrzebował zgody posiadaczy praw autorskich na korzystanie z ich dzieł. Pozostaje tylko pytanie – o jakich posiadaczach może być mowa, skoro zakres kursu obejmował okres od prehistorii do roku 1800? Dzieła z tego okresu powinny znajdować się w domenie publicznej.

Powyższy przykład doskonale ilustruje, jak działa tzw. efekt chłodzący (ang. chilling effect) – wydawca obawiał się pozwów z tytułu naruszenia praw autorskich i w związku z tym zrezygnował z legalnych działań. W walce tej nikt nie zyskał, natomiast stracili studenci, którym odebrano możliwość dostępu do dóbr kultury i wiedzy.

Pewien kontrast stanowi decyzja władz Kalifornii. Władze stanowe rozumiejąc, że koszty materiałów edukacyjnych stanowią barierę dostępu do wiedzy jednogłośnie przegłosowały pomysł stworzenia darmowego e-podręcznika dla studentów.

Aktualizacja: Podgląd książki z odnośnikami do obrazków w internecie można zobaczyć tutaj. Dziękujemy Michałowi za podesłanie linka :)