Autor: Mitch Stoltz, Electronic Frontier Foundation CC BY, tłumaczenie: Marta Moraczewska

Czas na nowo przemyśleć prawo autorskie, mówi naczelnik amerykańskiego Copyright Office oraz prezes Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA. Rozpoczęły się posiedzenia komisji rządowych, wystąpienia publiczne i rozmaite ciche manewry, które określą kształt nowej „wielkiej ustawy o prawie autorskim”. W zeszłym tygodniu podczas spotkania z przedstawicielami LA Copyright Society (oraz na piśmie w Huffington Post) przewodniczący stowarzyszenia MPAA – Motion Picture Association of America – były senator Chris Dodd przedstawił swoją wizję zmian w prawie autorskim. W swoim wystąpieniu stwierdził, że poparcie dla Hollywood wyraziliby ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych i autorzy konstytucji USA; zasygnalizował też stanowisko, jakie zajmie MPAA w nadchodzących miesiącach i latach. Po wypowiedzi Dodda zapowiada się, że konieczna będzie ciągła weryfikacja dostarczanych nam informacji i prób wprowadzania w błąd. Sprawdźmy, jak sprawy się mają.

„Ojcowie założyciele byliby po naszej stronie”. Naprawdę?

Dodd twierdzi, że prawo autorskie w swojej obecnej formie jest „tym, czego życzyli sobie założyciele republiki”. Mało prawdopodobne: pierwsza amerykańska ustawa o prawie autorskim, wprowadzona w 1790 roku przez ludzi, którzy współtworzyli Konstytucję i Kartę Praw Stanów Zjednoczonych, była bardzo ograniczona. Obejmowała tylko książki i mapy – nie obejmowała zaś muzyki, teatru, broszur, gazet, rzeźby czy jakiejkolwiek innej dziedziny twórczości popularnej w 18. wieku. Ustanowione przez ojców załoźycieli prawo autorskie obowiązywało przez 14 lat, z możliwością przedłużenia o kolejne 14. Dziś prawo autorskie obejmuje oczywiście prawie wszystkie formy twórczości – pisanej, wizualnej, plastycznej, teatralnej, nie wspominając o oprogramowaniu komputerowym czy grach; obowiązuje do końca życia twórców plus 70 lat. Podejrzewamy, że gdyby ktoś opisał dzisiejszy system prawa autorskiego Thomasowi Jeffersonowi, byłby zszokowany.

Prawo autorskie bywa stosowane, by ograniczyć wolność wypowiedzi – zaprzeczanie nie likwiduje problemu

Dodd powiedział zebranym prawnikom przemysłu rozrywkowego: „warto przypomnieć, że prawo autorskie sprzyja wolności wypowiedzi – a nie stoi jej na drodze”. Jest przekonany, że skoro prawo autorskie umożliwia niektórym artystom i autorom czerpanie zysków ze swojej twórczości, to prawo autorskie i twórczość nigdy nie wchodzą w konflikt. Przekonanie to jest, rzecz jasna, absurdalne: praktycznie co tydzień prawo autorskie i ustawy takie, jak DMCA są wykorzystywane, by powstrzymywać i ograniczać wolność wypowiedzi. Krytyczne głosy są uciszane pod pretekstem łamania praw autorskich, samo oskarżenie o łamanie prawa autorskiego wystarcza, by blog zniknął z Internetu. Autorzy prac naukowych na temat bezpieczeństwa systemów komputerowych są straszeni procesami sądowymi. Dlatego jakakolwiek dyskusja o reformie systemu prawa autorskiego powinna rozpocząć się od zrozumienia potrzeby równowagi pomiędzy respektowaniem praw autorskich a uszanowaniem innych wartości, takich jak wolność wypowiedzi i prawo do sprawiedliwego postępowania sądowego.

Prawo autorskie powinno sprzyjać innowacjom – nie tylko innowacjom akceptowanym przez Hollywood

Dodd zauważa, że „technologia i rynek ewoluują szybciej, niż prawo” i sugeruje, by prawo autorskie „było na tyle szerokie, by obejmować nowe technologie, które mogą zostać opracowane w przyszłości”. Zgadzamy się, ale podejrzewamy, że Dodd inaczej rozumie to zdanie. Widzieliśmy kolejne dziesięciolecia systematycznych pozwów sądowych przeciwko nowym technologiom; ostatnio na celowniku znalazły się internetowe technologie telewizyjne takie jak NDVR, Aereo czy usługa Ad Hopper umożliwiająca pominięcie reklam podczas oglądania nagrania programu telewizyjnego. Prawnicy przemysłu rozrywkowego myślą chyba, że właściciele praw autorskich powinni dysponować prawem weta i otrzymywać część zysków z jakiejkolwiek działalności opartej o nowe technologie i nowe modele biznesowe, jeśli w jakikolwiek sposób wykorzystuje ona utwory objęte prawem autorskim. W rzeczywistości właściciel praw do utworu może czerpać zyski tylko z niektórych form odtwarzania, takich jak publiczne wykonania utworów. Inne sposoby wykorzystania utworu, na przykład transmisje z legalnego żródła przez Internet do prywatnego użytku, są dozwolone dla wszystkich. I tak być powinno.

Z drugiej strony, nowe technologie często odbierają część praw użytkownikom, konsumentom i eksperymentatorom. Warto dokonać aktualizacji prawa autorskiego tak, by rozwiązać ten problem. Przydałaby się jasna odpowiedź na pytanie, czy utwory cyfrowe mogą być odsprzedawane, wypożyczane, oddawane itd., niczym książki. Potrzebujemy też zdecydowanego potwierdzenia, że mamy prawo naprawiać i eksperymentować z naszymi urządzeniami, nawet jeśli są one zabezpieczone oprogramowaniem DRM.

Demokracja bywa niełatwa, gdy ludzie naprawdę mogą zabrać głos

Dodd wyraża ubolewanie, że „debata o prawie autorskim jest dziś, jak się okazuje, o wiele bardziej spolaryzowana” i martwi się, że „porozumienie nie będzie łatwe”. Jest to oczywiście aluzja do porażki projektów ustaw SOPA i PIPA, które miały być głównymi dokonaniami Dodda po odejściu z Senatu do MPAA w 2011 roku. Nie był to jednak efekt polaryzacji, a partycypacji: w sprawie SOPA i PIPA zabrały głos miliony Amerykanów, przenosząc debatę zza zamkniętych drzwi na światło dzienne. Ustalanie nowego prawa za porozumieniem kilku przedstawicieli największych korporacji jest może rozwiązaniem łatwym, ale nie dobrym. Próba wprowadzenia SOPA była końcem tworzenia prawa w ten sposób.

A teraz – do pracy!

Na jakie zmiany będzie więc nalegać MPAA? Jest jasne, że stowarzyszenie w dalszym ciągu chce zmusić dostawców internetowych, by stali się policjantami Internetu. Czy to poprzez likwidowanie całych domen (jak proponowano w SOPA), czy przez odcinanie źródeł finansowania, czy poprzez groźby procesów sądowych przeciwko dostawcom internetowym, przemysł rozrywkowy wciąż chce decydować o tym, co może znaleźć się w Internecie, a co nie. Należy również spodziewać się próby wydłużenia – po raz kolejny – czasu obowiązywania praw autorskich, aby, jak to ujął Dodd, „wspierać rozpowszechnianie ulubionych amerykańskich historii i bohaterów”.

My, EFF, mamy inne stanowisko. W nadchodzących miesiącach będziemy pisać i mówić o prawdziwej reformie systemu prawa autorskiego. To prawo należy do nas wszystkich i może odzwierciedlać bliskie nam wartości – jeśli wszyscy się zaangażujemy. Mamy nadzieję, że staniecie po naszej stronie.