6462543711_4e0a692861_b

W Polsce rynek sprzedaży muzyki elektronicznej rozwija się szybciej od jakiejkolwiek innej gałęzi przemysłu muzycznego, ale nie oznacza to, że nie stoją przed nim problemy. Polska dopiero pojawiła się na mapie nowoczesnej cyfrowej dystrybucji i pomimo dobrych perspektyw rozwój ograniczać mogą zarówno czynniki zewnętrzne, jak i wewnętrzne.

To wnioski płynące z publikacji „Raport dotyczący funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce” stworzonej przez dr Patryka Gałuszkę dla MKiDN. Analizę raportu można zacząć od twardych liczb.

W pierwszym kwartale 2013 r. przychody ze sprzedaży formatów cyfrowych wyniosły w Polsce 7,2 mln zł wobec 4,7 mln zł w analogicznym okresie 2012 r., to wzrost o ponad połowę. Największy wzrost (92%) odnotowały serwisy utrzymujące się z wyświetlania reklam, chociaż wzrost dochodów serwisów subskrypcyjnych o 60% jest godny podziwu. Rynek pobrań plików online zwiększył się o 28%. W związku z tym dochody niektórych firm fonograficznych z tytułu dystrybucji online sięgają nawet 30%.

Raport jest pełen ciekawych informacji dotyczących stanu rynku muzyki cyfrowej w Polsce i stanowi świetny sposób na lepsze zrozumienie procesów, które rządzą ewolucją dystrybucji. Z punktu widzenia reformy prawa autorskiego i rozwoju nowych modeli zarabiania na kulturze o wiele ciekawsze są bariery rozwoju, które wskazuje się w publikacji oraz te kwestie, które nie zostały opisane w ogóle.

Księgowość wielkich graczy

Przede wszystkim – problemy z ustalaniem statusu prawnego utworów sprawiają, że polski repertuar nie jest odpowiednio reprezentowany. Nie powinno to nikogo dziwić – w porównaniu do sytuacji zachodnich wytwórni system prawa autorskiego jest w Polsce nowością i dziedziczymy dekady nieuporządkowanych spraw. W związku z tym dotarcie do polskich utworów jest skomplikowane, bardzo często niemożliwe.

Z drobnym zastrzeżeniem, że być może niekoniecznie. Przecież polski internet aż kipi od polskiej muzyki. Nie ma jej tylko w autoryzowanych źródłach. Pokazuje to poważny problem tego typu badań – badanie rynku wyłącznie przez pryzmat obiegu formalnego nie daje pełnego obrazu zjawiska i daje zafałszowane wyniki, które bez głębszej analizy nie nadają się do decydowania o tym, jaki powinien być kształt prawa w Polsce i metody rozwoju branży.

Rozmowa o nowych modelach dystrybucji treści będzie jałowa, jeśli głównym punktem odniesienia dla nich będzie status prawny. Większość odbiorców nie jest w stanie nawet określić czy treści, z których korzystają znajdują się w autoryzowanym obiegu (świetnie opisuje to realizowane przez Centrum Cyfrowe badanie postaw wobec prawa autorskiego, które już wkrótce będzie miało swoją premierę), a przecież pozostają pełnoprawnymi uczestnikami rynku nawet, jeśli ich pieniądze nie trafiają do uprawionych.

Raport, który skupia się na księgowości wielkich graczy daje ograniczone możliwości analizowania kierunków rozwoju rynku i nie pozwala przewidzieć nowych kierunków działania. Żeby wiedzieć, jak naprawdę wygląda obieg treści oraz pieniędzy w muzyce należy wyjść poza rozróżnienie legalny-nielegalny, a dochody pośredników nieautoryzowanych liczyć na równi z wielkimi wydawnictwami. Dopiero wtedy możliwa będzie prawdziwa analiza elektronicznego rynku treści muzycznych.

Nie jest to zarzut wobec badania jako takiego, wyniki raportu dokładnie i precyzyjnie opisują wycinek rzeczywistości, na którym w założeniach miały się skupić. Sam obraz księgowości wielkich wydawnictw nie wystarczy, ale – jak pokazuje wypowiedź sekretarza stanu w MKiDN Piotra Żuchowskiego (GP, „Prawa autorskie trzeba egzekwować”, 23.10.2013) – pobieżne spojrzenie na faktury dla wielu stanowi wystarczającą podstawę do planowania reformy przepisów. (Zresztą w wywiadzie Żuchowski mówiąc o zapóźnieniu polskiej cyfrowej dystrybucji powołuje się na badanie dr Gałuszki i opinię o tym, że winne tej sytuacji jest piractwo. Sam Gałuszka wymienia sześć przyczyn zapóźnienia i pisze, że obawy o nieformalny obieg ostatecznie nie okazały się kluczowe, a obiektywnym wyzwaniem jest np. fakt, że Polacy nie posiadają kart kredytowych.)

Oczywiście autor zdaje sobie sprawę z ograniczeń i wyraźnie o nich pisze. Wspomina również, że to właśnie portale pozwalające na wymianę plikami były katalizatorem zmian, który doprowadził do powstania cyfrowego obiegu muzyki. Sugeruje również, że najlepszą odpowiedzią na piractwo instytucjonalne (czyli m.in. to promowane przez różnego rodzaju komercyjne usługi) byłoby skopiowanie jego rozwiązań w źródłach autoryzowanych. Pokazuje to jak mocne jest rozróżnienie na „naszych” i „tamtych”” – w końcu równie dobrym (i o wiele tańszym) rozwiązaniem byłoby włączenie nowych pośredników do grona „dobrych” dystrybutorów.

Potrzeba zmiany od wewnątrz

Wywiady, które w ramach badania przeprowadził dr Gałuszka pokazują, że również przedstawiciele przemysłu muzycznego dostrzegają potrzebę zmian obecnie obowiązujących regulacji i praktyk, które stoją na przeszkodzie rozwojowi. Jako przeszkodę w rozwoju rynku muzyki cyfrowej wskazuje się np. ceny – w Polsce w przypadku sprzedaży plików obowiązują podobne stawki jak na zachodzie, ale należy pamiętać, że dolar dla obywatela USA czy Niemiec ma inną wartość niż 3-4 złote w Polsce.

Dystrybutorzy widzą w związku z tym potrzebę stworzenia nowych usług oferujących muzykę za złotówkę, ale jest to niemożliwe z powodu minimalnych stawek narzucanych przez organizacje zbiorowego zarządzania. W wypadku ZAiKS jest to 10% ceny utworu, ale nie mniej niż 0,28 zł. Biorąc pod uwagę inne stałe koszty – np. opłaty dla producentów i posiadaczy praw do fonogramów, które wynoszą 60% ceny oznacza to, że model muzyki za złotówkę jest niemożliwy do osiągnięcia przy obecnych stawkach.

Wnioski

Raport doktora Patryka Gałuszki we wnioskach i rekomendacjach bardo mocno akcentuje interes podmiotów zarządzających prawami. Wskazuje się na konflikt interesów ZAiKS z większymi europejskimi ozz dysponującymi anglo-amerykańskim repertuarem, a w związku z tym krytycznie ocenia pomysł reformy systemu zbiorowego zarządu prawami na poziomie unijnym. Autor zaznacza jednak, że interes ZAiKS nie musi być tożsami z interesem wszystkich grup twórców oraz ważne jest, aby wspierać lokalne, niezależne inicjatywy. Jednak biorąc pod uwagę kontekst całości publikacji, w której skupia się przede wszystkim na punkcie widzenia wielkich graczy rekomendacja ta wyraźnie odstaje od reszty wniosków.

W rekomendacjach nie odbijają się również opinie z poprzednich rozdziałów, które odnoszą się do barier rozwoju stawianych przez obecny system, wskazuje się wyłącznie na fakt, że ozz powinny dostosować się do wymagań zmieniającego się rynku. Wynika z tego, że rozwój branży ma dalej opierać się na dominacji kilku organizacji, które dyktują warunki na podstawie sugestii innych graczy, którzy są rzeczywistymi innowatorami. Z punktu widzenia rozwoju nie jest to najlepsze rozwiązanie i oznacza ono, że najwyraźniej polskiemu rynkowi muzyki nie jest potrzebny przełom i nowe rozwiązania, wystarczy mocno kontrolowane dryfowanie w kierunku wyznaczonym przez innych.

fot. Alexis Fam Photography, CC BY