indie, kino

Indie są jednym z największych rynków dla przemysłu filmowego, a roczny wzrost wartości Bollywood sięga 20%. Od 2000 roku przychody ze sprzedaży biletów kinowych wzrosły czterokrotnie, przemysł rozrywkowy Subkontynentu jest na fali wzrostu. Równocześnie warto zauważyć, że jest to rynek, na którym de facto nie istnieje prawo autorskie, treści rozchodzą się na bazarach na tłoczonych nielegalnie płytach praktycznie bez kontroli. W kontekście Indii pisaliśmy już, że nieautoryzowany obieg treści nie ma negatywnego wpływu na dochody przemysłu.

Może się jednak okazać, że już wkrótce nieformalny obieg filmów zostanie w tym kraju zmarginalizowany i przestanie stanowić problem, na który uwagę będą zwracać producenci. Będzie to zresztą wynikiem aktywnego działania przemysłu filmowego. Do tej pory premiery w Indiach były bardzo rozłożone w czasie – dotarcie filmu z wielkich ośrodków zachodniego wybrzeża na prowincję oraz do miast w pozostałych regionach może trwać nawet kilka miesięcy, co powoduje powstanie ogromnego rynku dla nieautoryzowanego obiegu treści – ludzie nie chcą czekać tygodniami, aż w ich lokalnym kinie pojawi się film, skoro można niemal natychmiast kupić go na DVD na bazarze. Popularną praktyką jest również nielegalna emisja nowości w telewizji.

Dzięki technologiom cyfrowym udało się zmniejszyć lukę w czasie dystrybucji nowości do kin. Przygotowanie cyfrowej kopii filmu jest kilkakrotnie tańsze, co pozwoliło zmienić anachroniczną strukturę dystrybucji. W 2010 roku premiery filmów miały miejsce na 1330 ekranach. W 2011 już na 3000. Ogromnym postępem jest też przyspieszenie emisji w stacjach telewizyjnych – do tej pory licencje na nią sprzedawano nawet z rocznym opóźnieniem. Nowe modele dystrybucji sprawiają, że widzowie w Indiach mogą cieszyć się nowościami już kilka tygodni po premierze. Zmiany modelu dystrybucji pozwalają przejąć pieniądze, które dotychczas trafiały do nieautoryzowanych pośredników.

Komentarz

Przykład Indii wyraźnie pokazuje, że walka z nieautoryzowanym obiegiem treści nie przynosi zakładanych skutków, zwłaszcza że bardzo często jest on wynikiem nie złej woli, a nieudolności producenta, który nie jest w stanie dostarczyć treści zainteresowanym zmuszając ich do poszukiwania ich w alternatywnych źródłach. Sytuacja w tym kraju pokazuje również, że nawet rozpowszechnione na szeroką skalę nielegalne kopiowanie i sprzedawanie treści nie przeszkadza w dynamicznym rozwoju branży. Niektóre źródła wskazują wręcz, że walka z nieautoryzowanym obiegiem może doprowadzić do pogorszenia się sytuacji producentów.

Działania indyjskich producentów pokazują, że to, co postulujemy od dawna – szukanie nowych rozwiązań wygodnych dla użytkowników przy poszanowaniu ich praw jest najlepszą metodą na zwiększenie dochodów. Kryminalizowanie działań najaktywniejszych uczestników życia kulturalnego nie jest żadnym wyjściem i po prostu nie prowadzi do rozwoju branży.

W cytowanych badaniach warto zwrócić uwagę na dane dotyczące jeszcze innego zjawiska – w 2011 roku aż 78% wszystkich dochodów z kin przyniósł pierwszy tydzień po premierze, chociaż filmy pokazywane były przez miesiące. W kontekście tych danych warto zastanowić się, jaki sens ma chronologia wydawnicza, która zakłada wielomiesięczne embarga na poszczególne typy dystrybucji. Skoro film de facto zarabia tylko przez pierwsze kilka dni po premierze – po co czekać miesiącami na wydanie go na DVD czy licencjonowanie dla telewizji? To właśnie ten okres próżni jest jedną z głównych przyczyn zwracania się w stronę źródeł nieautoryzowanych.

Zapoznaj się z infografikami i danymi na stronie The Economic Times oraz przeczytaj komentarz serwisu techdirt.

fot. 4ocima, CC BY