„Special report 301” to dokument administracji amerykańskiej, w którym określa się stosunek innych państw do amerykańskiej własności intelektualnej. Mówi się o nim jako o „liście piratów”, a znalezienie się w grupie „państw priorytetowych” daje amerykańskiemu rządowi możliwość wprowadzenia sankcji gospodarczych. Polska została wykreślona z listy już w 2010 roku, na stronie Ministerstwa Kultury i dziedzictwa narodowego możemy znaleźć entuzjastyczną notkę na ten temat. Przeczytamy tam, że

Z tego tez względu usunięcie Polski z „Watch List” stanowi pozytywny sygnał dla środowisk twórczych, jak również biznesowych – zwiększając zaufanie partnerów handlowych do potencjalnych inwestycji. Fakt ten jest również ważnym elementem w kreowaniu pozytywnego wizerunku Polski w Unii Europejskiej i na świecie.

Nie ma wątpliwości, że usunięcie z „listy piratów” może stanowić bardzo duży zysk polityczny i poprawić wizerunek kraju. Ale należy zastanowić się czy równoważy to potencjalne straty. Ale o jakiego typu stratach można mówić? Na to pytanie może odpowiedzieć historia.

Bardzo często słyszymy, że rozwój technologiczny Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Korei, Japonii i innych wysoko rozwiniętych państw opierał się na kompleksowym systemie ochrony monopoli intelektualnych, który wspierał innowacje i pozwalał przyspieszyć powstawanie nowych technologii. Wynika z tego, że pozostałe państwa powinny – w imię własnego rozwoju – przyjąć podobne rozwiązania.

Ale sytuacja prezentuje się dokładnie na odwrót. Prawie każde z wysoko rozwiniętych państw współczesnego świata oraz historyczne potęgi w fazie rozwoju określane były mianem „piratów”. Rosnące w siłę kraje angażowały się w działania, które dzisiaj stanowiłyby bardzo poważne naruszenie monopoli intelektualnych i mogłyby skończyć się sankcjami ze strony wspólnoty międzynarodowej.

Wszystkie oczy na Wielką Brytanię

Jednym z pierwszych wielkich konfliktów patentowych miał miejsce pomiędzy Wielką Brytanią, a Stanami Zjednoczonymi. Była brytyjska kolonia prowadziła bardzo intensywną politykę inżynierii odwrotnej, sprowadzała brytyjskie maszyny (często nielegalnie, ponieważ oprócz patentów istniały również zakazy eksportowania niektórych typów urządzeń), a następnie kopiowała je i rozpoczynała produkcję własnymi siłami. W podobny sposób zachowywały się inne dynamicznie rozwijające się państwa.

W Niemczech na przełomie XVIII i XIX wieku intensywnie działał Hrabia von Reden, minister przy Fryderyku Wilhelmie III, który dzięki sponsorowanemu przez państwo szpiegostwu przemysłowemu oraz sprowadzaniu brytyjskich robotników i maszyn stworzył podwaliny niemieckiej potęgi przemysłowej. W tyle nie pozostawali również Francuzi, przed Rewolucją stworzyli nawet urząd Inspektora Generalnego ds. Zagranicznych Producentów, którego głównym zadaniem było organizowanie szpiegostwa przemysłowego, wizyt w zagranicznych fabrykach oraz ustalanie nagród za importowanie zagranicznych technologii.

Ale w jaki sposób Wielka Brytania osiągnęła tak wysoki poziom rozwoju technologicznego, że pozostałe państwa próbowały skorzystać z jej rozwoju? Na pewno nie stało się to na skutek działania patentów, ponieważ zostały one wprowadzone w formie zbliżonej do dzisiejszej dopiero w 1852 roku[1], kiedy zreformowano prawo z 1624. W związku z powyższym ciężko jest dyskutować o tym, jaki wpływ na gospodarkę Wielkiej Brytanii miała ochrona monopoli intelektualnych. Można jednak zwrócić uwagę na kilka innych zjawisk, które wpłynęły na rozwój. Już w XIV wieku Edward III prowadził aktywną politykę “podkradania” z Niderlandów zdolnych rzemieślników zajmujących się przetwarzaniem wełny, a działania te wzmożono w trakcie panowania Henryka VII. Zabroniono również emigracji własnej wykwalifikowanej siły roboczej. W czasach, w których nie istniały teoretyczne podstawy działania maszyn i przemysłu było to zjawisko najbliżej odpowiadające łamaniu praw własności intelektualnej – w końcu wiedza o procesach była nierozłącznie związana z praktyką rzemieślników.

W tym kontekście warto zauważyć, że działania podobne do tych, które doprowadziły do dynamicznego rozwoju państw w trakcie rewolucji przemysłowej dziś są bardzo intensywnie zwalczane przez państwa rozwinięte. Zwłaszcza USA zdają się zapominać, że jeszcze trzydzieści lat temu nie respektowały praw autorskich do pozycji wydrukowanych poza granicami. A w czasie amerykańskiego cudu gospodarczego w XIX wieku aktywnie działano na rzecz ograniczenia zakresu monopoli intelektualnych.

Stany Zjednoczone Piratów

Chociaż system patentowy w USA powstał już w 1793 roku, to nie chronił on wynalazków spoza Stanów Zjednoczonych. W latach 1820-1830 w USA wydawano ponad pięć razy więcej patentów niż w Wielkiej Brytanii. Nie wynikało to jednak z szybszego rozwoju technologii w tym kraju, a nadawania lokalnych patentów na wynalazki, które powstały za granicą[2]. Wielka Brytania była w tym czasie znacznie lepiej rozwinięta od swojej byłej kolonii, która po prostu „nadrabiała” wnioski patentowe na dawne wynalazki. Ochrona monopoli intelektualnych nadanych za granicą nie leżała w interesie USA i przeszkadzała w rozwoju, dotyczyło to nie tylko patentów na wynalazki. Aż do 1891 roku Stany Zjednoczone nie uznawały praw autorskich obcokrajowców, chociaż system ich ochrony funkcjonował już od 1793 roku wobec własnych obywateli[3]. Dopiero wyjście na plus w bilansie importu i eksportu praw autorskich skłoniło Amerykanów do zmiany prawa.

Zresztą – Stany Zjednoczone nie były wyjątkiem, jeśli chodzi o ignorowanie cudzych monopoli intelektualnych. W 1810 Anglik Peter Durand opatentował technologię puszkowania żywności zaznaczając we wniosku patentowym fakt, że została mu ona przedstawiona przez pewnego Francuza, który stosował ją w swoim kraju. Firma Philips, dziś gigant rynku elektronicznego, powstała w 1891 jako producent żarówek. Chociaż były one objęte patentem Thomasa Edisona – nie miało to znaczenia, ponieważ w Holandii aż do 1912 roku nie istniało prawo patentowe, co pozwalało na swobodne korzystanie z cudzych wynalazków. Podobnie zachowywała się Szwajcaria, która zbudowała potężny przemysł chemiczny korzystając z osiągnięć niemieckich, możliwość patentowania wynalazków chemicznych została stworzona dopiero w 1907 roku, a możliwość objęcia ochroną związków chemicznych jako została wprowadzona dopiero w 1978 roku.

Historia lubi się powtarzać

Powyższe przykłady mogą wydawać się bardzo odległe, wszystkie dotyczą okresu przed pierwszą wojną światową. Rodzi się pytanie: czy prawidłowości, które działały dla XIX wieku da się zastosować do współczesności? Odpowiedź na to pytanie dają państwa azjatyckie.

Historia błyskawicznego wzrostu gospodarek Japonii, Korei Południowej (w latach ‘60 było to jedno z najbiedniejszych państw świata!), Hong-Kongu, Tajwanu, Chin czy Indii pokazuje, że gwałtowny gospodarczy zryw szedł w parze z oskarżeniami o naruszanie własności intelektualnej oraz piractwo. Od wojny koreańskiej aż do lat ’80 Korea kojarzyła się z podrabianymi torebkami modnych zachodnich marek i łamaniem patentów, te same zarzuty wysuwano wobec Japonii. Rząd Indii od lat uparcie walczy z próbami wprowadzenia patentów na leki i żywność, a Chiny prowadzą wspieraną przez państwo politykę szpiegostwa przemysłowego, łamania patentów oraz odwrotnej inżynierii ze świetnymi wynikami dla gospodarki kraju.

Można argumentować, że to bardzo jednostronne podejście. W końcu wzrost gospodarki Chin czy Japonii nie jest ważny np. dla amerykańskiej firmy produkującej silniki samochodowe, może ona uznawać, że naruszenie jej patentu stanowi dla niej groźbę utraty dochodów albo bankructwo, kiedy tańsze produkty wzorowane na jej własnych zaczną napływać na lokalny rynek. Ale czy wygasanie nieproduktywnych i niekonkurencyjnych przedsiębiorstw stanowi to rzeczywistą groźbę dla postępu? W końcu Korea lat ‘60 XX wieku czy USA w latach ‘50 wieku XIX i tak nie stanowiły poważnego rynku zbytu dla wytworów bardziej zaawansowanych technologicznie partnerów handlowych, były zbyt biedne. Za to w dłuższej perspektywie ich wzrost, oparty m.in. o naruszenia własności intelektualnej doprowadził do obustronnych korzyści – w końcu nikt nie stwierdzi, że zwiększenie się wymiany handlowej pomiędzy USA i Wielką Brytanią w XIX wieku czy USA i Japonią od lat ’50 nie przysłużyło się rozwojowi tych państw. Trzeba przy tym pamiętać, że Stany Zjednoczone dalej nie straciły pozycji technologicznego lidera, podobnie jak Wielka Brytania, która utrzymała swoją supremację przez pond 100 lat pomimo rosnącej konkurencji za oceanem.

System ochrony monopoli intelektualnych powstał aby pobudzać rozwój, a nie gwarantować zyski w krótkim terminie. A historia wyraźnie pokazuje, że postęp nie nie hamował w czasie wzrostu „pirackich” gospodarek – bogacenie się biednych tworzyło nowe szanse rozwoju dla zamożnych państw oraz nowe szanse na zdrową międzynarodową konkurencję, która służyła innowacyjności.

 Jaką strategię rozwoju obrać?

Obecnie 97% wszystkich patentów na świecie znajduje się w rękach państw rozwiniętych[4]. Oznacza to, że państwa rozwijające się mają bardzo utrudniony dostęp do wiedzy – jest ona droga, często koszty licencji sprawiają, że można korzystać wyłącznie z wynalazków starszej generacji. Dla krajów rozwijających się rezygnacja z respektowania cudzych monopoli intelektualnych może być jedynym sposobem na pozyskanie potrzebnego kapitału intelektualnego. Nie chodzi jednak o udowodnienie, że stosowanie luźnych standardów ochrony monopoli intelektualnych stanowi jedyną drogę do rozwoju, tego typu stwierdzenie jest z założenia fałszywe. Ale historia pokazuje, że dążenie do maksymalnego respektowania własności intelektualnej innych państw nie sprzyja nadrabianiu dystansu cywilizacyjnego do najlepszych.

W cytowanym na początku artykułu ogłoszeniu ministerstwa mocno zaakcentowano wątek polepszenia wizerunku Polski w oczach USA oraz partnerów z Unii Europejskiej. Rzeczywiście, jest to poważny argument – wizerunek państwa-pirata może szkodzić relacjom gospodarczym i politycznym. W związku z tym należy przyjrzeć się państwom, które na amerykańskiej liście piratów mają najwyższy priorytet. Znajdziemy na niej nie tylko Chiny, Indie i Rosję, ale również Kanadę, Izrael, Pakistan a nawet Finlandię i Norwegię. USA znajduje się w bardzo bliskich relacjach i sojuszach z wieloma z krajów mających priorytetowe pozycje w raporcie. Relacje z Chinami (60 miliardów dolarów amerykańskich inwestycji w tym kraju w 2010 roku, rokroczny wzrost rzędu 20%), Rosją, a nawet Pakistanem pokazują, że Amerykanie nie mają nic przeciwko łamaniu ich monopoli intelektualnych, jeśli tylko dostrzegają interes ekonomiczny lub polityczny. Problem naruszenia praw na dobrach niematerialnych pojawia się dopiero wtedy, kiedy w danym państwie nie ma żadnych innych interesów.

W związku z powyższym otwarte zostaje pytanie: jaka polityka wobec monopoli intelektualnych leży w interesie Polski? Oczywiste jest, że korzyści polityczne czy finansowe płynące z innych źródeł mogą zrównoważyć albo przeważyć koszty powiązane z utrudnianiem dostępu do technologii. Ale żeby być w stanie ocenić bilans zysków i strat – trzeba być świadomym zagadnień, które pojawiają się dookoła monopoli intelektualnych, a nie wierzyć w dogmaty nie mające żadnego pokrycia w rzeczywistości.

 

[1] Ha-Joon Chang, Kicking away the ladder, s. 83

[2] Cochran, The Age of Enterprise: A Social History of Industrial America, s. 14

[3] Ha-Joon Chang, Bad Samaritans, s. 143

[4] Ha-Joon Chang, Bad Samaritans, s. 141

fot. 1 ecstaticist, CC BY-NC-SA

fot. 2 ecstaticistCC BY-NC-SA