3301168325_16f47c9c21_b

Przełomowe wynalazki wcale nie były działaniem pojedynczych genialnych naukowców, którzy stworzyli coś od zera, a wynikiem nagromadzenia się wiedzy na przestrzeni lat. Praktycznie wszystkie wielkie odkrycia zostały dokonane w tym samym czasie przez kilka osób lub grup osób działających niezależnie od siebie. Skłania to Marka Lemleya, profesora prawa na Stanfordzie, do wysunięcia tezy, że postęp technologiczny ma charakter społeczny, a nie indywidualny, a obecny system prawa patentowego został skonstruowany na złych założeniach.

Lemley wskazuje na kanoniczne przykłady, które mają służyć uzasadnieniu tezy o geniuszach, którzy potrzebują ochrony patentowej, ponieważ tworzą coś z niczego i wskazuje, że byli oni odpowiedzialni wyłącznie za mały wycinek wyników, które przypisuje się im w całości. Samolot braci Wright nie był pierwszym na świecie – ulepszyli oni wyłącznie system sterowania istniejących już konstrukcji, a ich wynalazek i tak nie funkcjonował zbyt dobrze. Dopiero postępy Glenna Curtissa pozwoliły na wykorzystanie potencjału lotu, chociaż był on powstrzymywany przez dekadę przez cudze patenty.

To nie jedyny opisany przypadek, w pracy można przeczytać, że większość wynalazców była fatalnymi praktykami, którzy nie potrafili wprowadzić swoich niedoskonałych produktów na rynek i zajmowali się przede wszystkim ograniczaniem ulepszeń dokonywanych przez innych opóźniając praktyczne zastosowanie technologii.

Wynalazcy nie potrzebują patentów, mniej niż 10% przełomowych wynalazków jest chronione patentami

James Watt, który uważany jest za wynalazcę silnika parowego w rzeczywistości dokonał wyłącznie ulepszeń już istniejącej konstrukcji, a następnie wykorzystywał swój szeroko napisany patent, aby uniemożliwiać innym pracę nad urządzeniem. Jego rozwiązania były jednak niepraktyczne dla przemysłu i dopiero silnik skonstruowany przez Richarda Trevithicka znalazł zastosowanie. Jest to tym ciekawsze, że Trevithick bazował w swojej działalności na starszych, porzuconych już koncepcjach maszyny parowej, aby obejść patent Watta.

Chociaż wynalezienie telegrafu przypisuje się jednoznacznie Samuelowi Morse’owi, to nawet wyrok Sądu Najwyższego USA w sprawie przyznania patentu wyraźnie pokazuje, że był to wynalazek, który powstał równocześnie w kilku głowach i pracowniach. Wkładem Morse’a było zastosowanie uzwojenia kabla, które było pomysłem innego wynalazcy, co Morse otwarcie przyznawał.

W pracy podane zostały przykładu kilkunastu innych przełomowych wynalazków ( radia, samochodu, maszyny do szycia, odziarniarki, żarówki itp.) oraz odwołania do badań setek innych, które powszechnie przypisuje się pojedynczym geniuszom, chociaż w rzeczywistości byli oni tylko jednym – nie zawsze najważniejszym – z ogniw długiego łańcucha wynalazców. Nie oznacza to, że nie byli oni wspaniałymi naukowcami czy geniuszami – każdy z wynalazków wymagał ogromnej wiedzy, doświadczenia i wysiłku intelektualnego. Pokazuje to jednak, że obecnie funkcjonujące prawo – zarówno prawo autorskie, jak i prawo patentowe, stoi w sprzeczności z zasadami, które rządzą postępem, chociaż w założeniu miały go wspierać.

Mark Lemley w swojej pracy nie krytykuje jednak całego systemu patentowego, a wyłącznie filozofię jego ustanowienia i jego powszechne uzasadnienia. Uważa on, że obecne regulacje mogą wpływać pozytywnie na wynalazczość promując „wyścigi patentowe” tj. starania różnych podmiotów, aby stworzyć pewne rozwiązanie przed konkurentami. Rozumowanie takie ma jednak jeden poważny minus – również zakłada, że na pewnym etapie istnieje jakiś punkt startu do wynalazku i jakaś meta i nie uwzględnia faktu, że postęp jest ciągły, a nie podzielony na poszczególne etapy.

Komentarz

Jeśli w dominującej większości wypadków na ten sam pomysł wpadło wiele osób, to oznacza to, że wynalazek wynika z pewnej społecznej potrzeby czy intelektualnego fermentu – radio mogło rozwinąć się dopiero po wynalezieniu telegrafu, nowe maszyny do szwalni powstawały w krajach, które wykorzystały już możliwości produkcyjne przy pomocy starych technologii, a posiadały chłonne rynki zbytu itp. Aby przyspieszyć rozwój należałoby promować jak najszerszy dostęp do wiedzy i zachęcać ludzi do ulepszania i zmieniania już istniejących rozwiązań – w końcu jest to dokładnie to, co zrobili posiadacze znanych patentów.

O wiele łatwiej zrozumieć, na czym polega równoczesna wynalazczość i dlaczego należy ją wspierać, a nie zwalczać, jeśli spojrzy się na statystyki pozwów patentowych. Dowody pokazują, że 90-98% pozwów patentowych skierowanych jest przeciwko niezależnym wynalazcom, którzy doszli samodzielnie do pewnych rozwiązań, a nie przeciw tym, którzy kopiują cudze wynalazki. Łatwo to wytłumaczyć i w pracy podawana jest ciekawa analogia – jeśli wpuścimy do labiryntu szczury, to wszystkie znajdą dokładnie tę samą drogę, ale nie dlatego, że kopiowały cudze rozwiązania, a dlatego, że to po prostu jedyna droga czekająca na odkrycie. Pokazuje to również, jak wielki efekt schłodzenia mogą wywoływać patenty – skoro większość pozwów skierowana jest przeciwko ludziom, którzy nie kopiowali istniejących rozwiązań, to zniechęca to do wynalazczości i innowacji – w końcu „nowe” i „samodzielnie wymyślone” rozwiązanie i tak może naruszać czyjeś prawa i narażać wynalazcę na poważne konsekwencje.

fot. Alexander Graham Bell, .jeff. a4611 production, CC BY-NC

źródło: The myth of the sole inventor, Mark Lemley