20131218_122430_Hagrid

Brak współpracy i dzielenia się wiedzą pomiędzy projektantami to jedna z największych barier w rozwoju nowoczesnych usług w Polsce, co nie powinno dziwić, skoro pierwszym pytaniem po wykładach jest „jak zadbać, żeby nikt nie dowiedział się, co zrobiłem?”

Design… do usług!”, pierwsza w Polsce konferencja o service design, odbyła się w ramach projektu Design Silesia. Bardzo ciekawe wydarzenie, które ma służyć jako podstawa do rozwoju dziedziny w Polsce. Sam service design to proces takiego planowania usług, które do zagadnienia podchodzi kompleksowo na każdym etapie biorąc pod uwagę szeroki wachlarz rozwiązań. W dużym skrócie – chodzi o takie działanie, które kładzie nacisk na to, aby każdy element układanki stanowił część odpowiedzi na rzeczywisty problem.

Sukces w organizacji i procesie

Wykład otwarcia, który wygłosiła Birgit Mager z Service Design Network z Kolonii stanowił podsumowanie jej doświadczeń z rozwijaniem metod pracy, nieustannie podkreślała wagę dobrej organizacji, entuzjazmu, analizy potrzeb i budowania dookoła usługi narracji, która sprawi, że będzie ona kusząca zarówno dla bezpośrednich odbiorców, jak i potencjalnych inwestorów.

Opisując projekt swoich studentów – centrum pomocy dla bezdomnych Gulliver w Kolonii – podkreślała, że nie był to odkrywczy pomysł, ale o unikalnym charakterze świadczył raczej fakt, że w ideę udało się zaangażować odpowiednich interesariuszy i nadać pomysłowi pęd. Z sali padło pytanie o to, jak chronić własność intelektualną.

Sytuacja powtórzyła się przy kolejnym wykładzie, który prowadzili Tommy Rae Jnr orz Barbara Grosse-Hering z Designit. Przedstawiali praktyczne zastosowanie i sukcesy zastosowania odpowiednich metod projektowania podkreślając rolę narzędzi, które należy bardzo dokładnie dopasować do konkretnych warunków i klientów. Znowu – pierwszym (i znowu jedynym) pytaniem było to, jak można chronić swoje pomysły przed skopiowaniem.

Bez rozpowszechnienia idei ekonomii dzielenia się istnieje duża szansa, że przegapimy szansę na rozwój

W obu wypadkach prelegenci podkreślali, że skopiowanie czegokolwiek w ogóle nie wchodzi w grę – w końcu podstawą sukcesu była organizacja pracy, entuzjazm uczestniczących, zaufanie pomiędzy kontrahentami, personalizacja rozwiązań czy wciągająca narracja dotycząca rozwiązania. Jeśli spojrzeć na to z boku – wszystko to, co składa się na ekonomię dzielenia się.

Niestety – pytania z sali pokazują, że o wiele większą wagę przykłada się do uniemożliwienia czerpania korzyści przez innych, a nie do maksymalizacji własnych profitów. Można potraktować je jako oderwane od rzeczywistości anegdoty, ale warsztaty następnego dnia pokazały, że raczej odzwierciedlały normę – podczas spotkania z przedstawicielami PDR z Uniwersytetu w Cardiff w grupach dyskutowaliśmy o barierach rozwoju dla service design w Polsce – wszyscy zwrócili uwagę na fakt, że jest to brak współpracy i koordynacji pomiędzy poszczególnymi projektantami oraz ukrywanie sukcesów w obawie, że skorzysta z nich konkurencja. Powoduje to, że w Polsce nie ma jak zaprezentować przykładów sukcesów, które mogłyby przekonać kolejne podmioty do inwestycji w dobre projekty i projektowanie.

Ochrona własnych pomysłów i rozwiązań staje się ważniejsza niż rozwój branży i popularyzacja pewnych idei, to strach przed tym, że ktoś inny może wykorzystać nasze pomysły paraliżuje rozwój. W konsekwencji nie wygrywa nikt, a przegrywają wszyscy. Ciężko przebić się z myślą, że o sukcesie może decydować współpraca – w końcu przez lata wmawiano nam, że jedyną drogą do rozwoju jest posiadanie i chronienie własności intelektualnej. Współpraca i zaufanie nie może mieć takiej wartości, jak licencja i jej kontrola przez organy ścigania, prawda?

Ochrona albo innowacja

Konferencja oraz poruszone na niej problemy pokazują, że w niektórych wypadkach ochrona może tylko powstrzymać rozwój – żeby doszło do rozwinięcia się rynku potrzebne jest zbudowanie pewnej masy krytycznej pomysłów, projektów, wiedzy czy ilości zaangażowanych osób – bez tego nikt nie będzie w stanie pokazać korzyści, które płyną z zastosowania nowych metod. Bez opisu projektów, które odniosły sukces i mechanizmów, które o tym zaważyły zmniejsza się szansa na rozpoczęcie kolejnych przedsięwzięć.

Równocześnie na przykładzie service design wyraźnie widać, że ochrona prawnoautorska ma drugo-albo-jeszcze-dalszo-planowe znaczenie w nowoczesnej gospodarce opartej o usługi – wartość tkwi w samej usłudze, w dopasowaniu do indywidualnych potrzeb, we współpracy pomiędzy wszystkimi aktorami. Monopole intelektualne stoją w opozycji do tych wartości. Niestety – jak widać na obecnym etapie w Polsce nie ma świadomości tego faktu. A jeśli nie dojdzie do zmian – następne etapy mogą w ogóle nie nadejść.