Komisja Prawa Autorskiego działająca przy MKiDN zatwierdziła nowe tabele opłat za odtwarzanie filmów i muzyki. Chociaż w pewnych kwestiach jest to krok w odpowiednią stronę, to OZZ są krytykowane za brak konsultacji ze środowiskiem, któremu narzuciły stawki, oraz o oderwanie swoich decyzji od realiów rynkowych.

Do tej pory przedsiębiorcy mieli ogromne problemy z podpisaniem umów z odpowiednią organizacją zbiorowego zarządzania – opłat mogło domagać się kilka różnych podmiotów, nawet w sytuacji, w której przedsiębiorca miałby osobną umowę z twórcami, których muzykę odtwarzał. Zmiany pozwalają na ograniczenie formalności poprzez podpisywanie jednej, łączonej umowy, która pokryje zobowiązania wobec kilku organizacji. Z pewnością ułatwi to działanie zgodnie z prawem i płacenie odpowiednim uprawnionym – maksymalna ilość podmiotów, z którymi należy podpisać umowę ograniczy się do dwóch.

Ale zmiany budzą również poważny sprzeciw – zwłaszcza pośród hotelarzy. Protestują przeciwko wykluczeniu ich z rozmów podczas ustalania stawek, ich zdaniem zostały one określone zupełnie bez zwracania uwagi na realia rynku. Nie są one związane z sezonem, co oznacza, że opłata za stojący przez tygodnie pusty pokój będzie taka sama opłata jak za ten obłożony w trakcie sezonu. Innym problemem jest fakt, że wraz ze wzrostem standardu rosną opłaty. Tymczasem właściciele pięciogwiazdkowych hoteli twierdzą, że ich klienci – np. bogaci biznesmeni – praktycznie w ogóle nie korzystają ani z telewizji, ani z radia dostępnego w pokojach. Sieć hoteli Orbis obawia się nawet trzykrotnego wzrostu stawek.

Osobnym zagadnieniem jest sama podstawa naliczania opłat. O ile sytuacja jest jasna w przypadku odtwarzania nagranej muzyki, to sprawa komplikuje się, kiedy spojrzymy na publiczne puszczanie radia lub telewizji. Art. 24 ust. 2 ustawy o prawie autorskim mówi, że można swobodnie odtwarzać audycje radiowe i telewizyjne, o ile nie czerpie się z tego korzyści majątkowych. O tym czym konkretnie korzyści majątkowe są ustawa nie mówi, nie wspomina również o tym, kto ma udowodnić ich zaistnienie lub brak. Rodzą się kolejne pytania – co w sytuacji, w której muzyka z odbiornika nie podoba się klientom? Czy zrezygnowaliby z usług fryzjera, gdyby nie leciało tam radio? Czy zdecydowaliby się, że warto skorzystać z konkretnego warsztatu samochodowego dlatego, że leciała w nim ich ulubiona piosenka? Sprawy nie ułatwiają np. orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE, który uznał, że za odtwarzanie muzyki nie musi płacić dentysta, ale w innym wyroku (z tego samego dnia!) stwierdził, że z muzyki korzyści czerpie hotel. W obu przypadkach argumentacja wydaje się być sprzeczna względem siebie, co dodatkowo komplikuje kwestię ustalania podstawy opłat.

więcej informacji na portalu wirtualnemedia.pl