W odpowiedzi na nową politykę FB informuję, że wszystkie moje dane personalne, ilustracje, rysunki, artykuły, komiksy, obrazki, fotografie, filmy itd. są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską).

Mało który facebookowy łańcuszek może się poszczycić taką popularnością i różnorodnością wersji, jak ten zacytowany powyżej. Mniej więcej tydzień temu na profilach osób prywatnych i publicznych fanpejdżach zaroiło się od oświadczeń mających chronić przed naruszeniem praw autorskich do zamieszczanych treści. Mimo iż liczne media (również polskie), a nawet sam operator serwisu, szybko zapewnili, że to tylko bzdurny spam, to niestrudzeni internauci wolą wkleić „ochronną” formułę  na wszelki wypadek. Dlatego apelujemy – nie dajcie się nabrać!

Każdy, kto czytał nasz poprzedni artykuł o prawie autorskim na Facebooku i innych portalach społecznościowych, pewnie domyśla się, dlaczego słynne już oświadczenie nie ma najmniejszego sensu. Dla przypomnienia – akceptując przy rejestracji regulamin Facebooka, udzielamy serwisowi licencji na wykorzystywanie (a przede wszystkim – udostępnianie dalej) zamieszczanych przez nas treści. Postanowienia licencji są jednak zależne od ustawień prywatności, na które się decydujemy. Jeżeli świadomie umieszczamy na profilu treści jako „publiczne” stają się powszechnie dostępne. Żadne oświadczenia tego nie zmienią.

Łańcuszek jedyną wiarygodną siłą porządkującą nasz świat

Cieszymy się, że wokół sprawy powstał medialny szum. Szkoda tylko, że wielu krytyków podkreśliło jedynie bezcelowość komunikatu, zamiast wyciągnąć wnioski z jego popularności i zauważyć kompleksowy charakter problemu. Wyjątkowa żywotność oświadczenia nie wzięła się znikąd – jest wyraźnym dowodem na brak zrozumienia prawnoautorskich regulacji i powszechną skłonność do zawierzania mitom. Użytkownicy portali społecznościowych nie są w tym poczuciu zagubienia jedyni – na społeczne negatywne skutki informacyjnego chaosu wskazywał szerzej Alek Tarkowski w swoim wystąpieniu (siódmy link od góry, dostępna jest również prezentacja) na konferencji CopyCamp.

Źródeł paniki, którą wywołał łańcuszek, można szukać też w obawie twórców, iż utwory nieobwarowane najsurowszymi zabezpieczeniami natychmiast padną ofiarą plagiatu. Świat prawa autorskiego jest wciąż postrzegany jako czarno-biały, a alternatywne możliwości, takie jak wolne licencje Creative Commons, pozostają niezauważone. Z pewnością niejeden twórca chętnie skorzystałby z możliwości rozgłosu, którą zapewnia internetowe rozprzestrzenianie treści, gdyby wiedział, że może zagwarantować sobie uznanie autorstwa. Pozostaje mieć nadzieję, że postulaty otwartości prawa autorskiego rozprzestrzenią się niebawem tak szybko jak facebookowy łańcuszek.

fot. domena publiczna, autor nieznany