Stowarzyszenie Autorów i Wydawców „Polska Książka”  opublikowało swoje stanowisko w sprawie wspólnej akcji Centrum Cyfrowego oraz portalu bibliosfera.net. W swojej opinii Stowarzyszenie zgadza się z przesłaniem naszej akcji tj. że można skserować całą książkę, również tę wypożyczoną z biblioteki jednocześnie krytykuje naszą akcję.

SAiW ma kilka uwag dotyczących akcji. Pisze, że

Wykorzystywanie słabości polskiego prawa autorskiego do organizowania kampanii informacyjnych wzbogaconych o uproszczone materiały graficzne, takich jak akcja CC Projekt: Polska – „Kserowanie”, nie wydaje się więc ani uprawnione, ani rzetelne.

„Uproszczone materiały graficzne” są podstawą każdej kampanii informacyjnej i mają na celu skierowanie osób zainteresowanych do tekstu, który w sposób kompleksowy opisuje zagadnienie. Zresztą zarzut ten nie powinien być skierowany przeciwko naszej akcji o kserowaniu, w końcu na plakacie (uproszczonym materiale graficznym) znalazło się  hasło „Możesz skserować całą książkę” oraz odpowiedni artykuł z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a w cytowanym stanowisku Polska Książka stwierdza, że:

Jeśli zaś chodzi o zakres dozwolonego użytku, to nie ulega wątpliwości, że art. 23 pr.aut. pozwala na skopiowanie całej książki do własnego użytku osobistego, w tym także książki wypożyczonej z biblioteki.

W związku z tym jesteśmy pewni, że użycie sformułowania „Możesz skserować całą książkę” oraz „Możesz zeskanować całą książkę” były zarówno rzetelne, jak i uprawnione – zwłaszcza, że w pełnym tekście dostępnym pod adresem https://conasuwiera.centrumcyfrowe.pl/kserowanie dokładnie, z powołaniem na źródła, opisane zostały wszystkie wątpliwości.

Jest to drugie stanowisko krytyczne wobec akcji, na które odpowiadamy. Podobnie jak w wypadku odpowiedzi Polskiej Izbie Książki podkreślamy, że podstawowym celem akcji jest poinformowanie użytkowników o zakresie przysługującego im dozwolonego użytku. Kwestia ta była dotychczas pomijana przez kampanie skupiające się na edukowaniu o zagrożeniach czy prewencji naruszeń prawa. Nie rozumiemy, dlaczego wydawców tak oburza informowanie użytkowników treści, że w świetle prawa mają określoną swobodę korzystania z treści.

Od roku, uczestnicząc w procesie reformy prawa autorskiego postulowaliśmy jego zmianę – ale nigdy jego łamanie. Nie  głosimy tezy o możliwości kopiowania bez ograniczeń. W ramach akcji o kserowaniu precyzyjnie określiliśmy granice dozwolonego użytku i wskazaliśmy, które działania nie są już dopuszczalne. Informujemy wyraźnie, że nie wolno rozpowszechniać skserowanych treści poza kręgiem bliskich i znajomych (objętych dozwolonym użytkiem osobistym) ani też dla celów handlowych. Trudno doszukać się tutaj „nawoływania do łamania prawa”, które sugeruje PIK. Dlatego też jesteśmy bardzo zadowoleni ze stanowiska, które prezentuje SAiW „Polska Książka”. Głos tej organizacji jest bardzo istotny i rzetelny w trwającej dyskusji o prawie autorskim w Polsce.  Jest dla nas ważne, że SAiW „Polska Książka” zgodziła się z podstawowym przesłaniem naszej akcji edukacyjnej, a jej uwagi nie dotyczą bezpośrednio naszych działań – dotyczą one kierunku reformy prawa autorskiego lub niedokładnie odnoszą się do naszego stanowiska. Wskazuje to, że rozdźwięk pomiędzy zarządzającymi prawami autorskimi, a użytkownikami jest znacznie mniejszy, niż może się wydawać, a wszystkim zależy na rzetelnym informowaniu obywateli o przysługującym im prawach. Otwiera to również pole do dyskusji o tym, jak powinno wyglądać prawo autorskie w przyszłości.

Jest to bardzo ważne m.in. w kontekście publikacji książkowych, które pojawiają się na rynku. W wielu tytułach książek, zwłaszcza naukowych można znaleźć informacje, na pierwszej lub ostatniej stronie, straszącą nielegalnością kserowania lub kopiowania  książek. Często noty te grają uproszczaniami i łączeniem w jednym zdaniu rzekomej nielegalności kopiowania w ramach rozwolonego użytku z faktycznie zabronionym rozpowszechnianiem tych kopii. Większość not nie posiada również żadnego wyjaśnienia czy odniesienia do stron edukacyjnych jak nasza akcja. Mamy nadzieję, że wyniku wywołanej debaty uda się zarówno zwiększyć poziom wiedzy na temat dozwolonego użytku jak i poprawić sposób informowania o nim.

Szczegółowa odpowiedź

Zastrzeżenia Barbary Jóźwiak, prezes Stowarzyszenia Autorów i Wydawców „Polska Książka” budził również ogólny wydźwięk tekstu:

Wymowa tego tekstu jest taka, jakby dozwolony użytek treści objętych ochroną prawa autorskiego – w Polsce faktycznie bardzo szeroki – powinien stać się normą, a nie wyjątkiem od ochrony gwarantowanej przez prawo autorskie.

Z czym się zgadzamy. Możliwość swobodnego dostępu do wiedzy oraz kultury powinna być podstawą funkcjonowania reżimu prawa autorskiego, ponieważ został on stworzony aby promować rozwój kultury oraz nauki, a nie jedynie by chronić interes autorów oraz posiadaczy praw – ten jest tylko środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie. Cała idea prawa autorskiego opiera się na założeniu, że twórca może otrzymać od społeczeństwa przywilej ograniczonego czasowo monopolu na wykorzystanie stworzonego przez siebie dzieła. Niestety – przez ostatnie kilkadziesiąt lat ochrona ta została de facto wydłużona do okresu nawet dwukrotnie dłuższego niż ludzkie życie i należy przywrócić zdrową równowagę, w której priorytetem jest dobro publiczne, a ochrona praw autora jest środkiem prowadzącym do niego.

„Polska Książka” uważa również, że nasza interpretacja artykułu 35 oparta jest nie o istniejące przepisy, a życzenie ich zmiany.

Autorzy artykułu wspominają wprawdzie o tym przepisie, ale raczej podważając jego zasadność jako nadmiernie ograniczającego dozwolony użytek – są to jednak argumenty za postulowaną przez CC Projekt: Polska zmianą prawa, gdy tymczasem z zapisu art. 35 wynika wprost, że „dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy”.

Centrum Cyfrowe Projekt:Polska stoi na stanowisku, że opłaty reprograficzne stanowią odpowiednią i słuszną rekompensatę za możliwość swobodnego korzystania z dozwolonego użytku. Gdyby było inaczej, to podstawy nie miałby np. art. 20, w którym wprost zwraca się uwagę m.in., że można prowadzić działalność gospodarczą polegającą na wykonywaniu kopii dla użytkowników korzystających z dozwolonego użytku.

Ponadto stosowanie art. 35, który jest próbą przełożenia artykułu 9 konwencji berneńskiej na polskie prawodawstwo może być, w świetle wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, naruszeniem praw człowieka, jeśli nie weźmie się pod uwagę nie tylko interesu twórcy, ale również np. prawa do swobody wypowiedzi. W związku z tym z całą stanowczością pozostajemy przy naszym stanowisku o stosowaniu art. 35, ponieważ stoi on w konflikcie nie tylko z innymi artykułami ustawy, ale może również godzić w prawa człowieka.

W stanowisku SAiW przeczytamy zresztą, że

Z kolei godzenie w słuszne interesy twórcy to nieuzasadniony uszczerbek wywołany podjętymi działaniami. Zakłada się, że z uszczerbkiem takim nie mamy do czynienia, jeśli posiadacze praw autorskich (twórcy i wydawcy) otrzymują jakiś rodzaj rekompensaty (1).

Polska Książka zaznacza jednak, że w Polsce system pobierania opłat mających stanowić rekompensatę wymaga reformy – nie pobiera się opłat od wypożyczania książek przez biblioteki, a system opłat reprograficznych jest bardziej liberalny niż w innych krajach Europy. Argument ten nie odnosi się bezpośrednio do naszej akcji edukacyjnej, a stanowi wyłącznie życzenie reformy. Uważamy jednak, że potrzebne jest nie wprowadzenie nowych opłat, a reforma systemu redystrybucji opłat reprograficznych. „Polska Książka” zwraca uwagę, że jest odpowiedzialna (razem ze stowarzyszeniem Kopipol) za odprowadzanie opłat dla podmiotów uprawnionych. Warto jednak zwrócić uwagę, że w roku 2011 Kopipol zebrał 4,5 miliona złotych, ale podmiotom uprawnionym wypłacił niecałe 80 tysięcy. Fakt, że twórcy i wydawcy nie otrzymują rekompensaty wcale nie wynika ze zbyt małej ilości pieniędzy trafiających do systemu redystrybucji, a z wad samego systemu.

„Polska Książka” miała również uwagi dotyczące naszego wykorzystania słowa „podatek” w tekście w kontekście opisu charakteru opłat reprograficznych. Słownikowa definicja tego słowa to „bezzwrotne, przymusowe, powszechne, nieodpłatne świadczenie o charakterze pieniężnym na rzecz państwa lub innej osoby publiczno-prawnej” (za: sjp.pl). Opłata reprograficzna spełnia wszystkie kryteria tej definicji.

Publikując odpowiedź należy dokładnie zapoznać się z oryginałem

W swoim stanowisku SAiW wielokrotnie używa wyrażeń jak „nierzetelny” czy „nieuprawniony”. Absolutnie nie godzimy się z tymi przymiotnikami – zwłaszcza w kontekście zgłaszanych uwag, które bardzo często nie odnoszą się bezpośrednio do treści naszej akcji. Chcąc być złośliwym można powiedzieć, że SAiW bardzo nierzetelnie przygotował swoją odpowiedź.

W stanowisku SAiW przeczytamy na przykład, że:

Sprostowania jako nierzetelne i wprowadzające w błąd wymagają także zawarte w artykule informacje na temat zaporowych cen i wyłącznie papierowych wersji publikacji naukowych wydawanych przez polskich wydawców

Z czym w pełni się zgadzamy. Rzeczywiście, w Polsce nie wydaje się publikacji wyłącznie na papierze. Napisaliśmy to wyraźnie w tekście dostępnym pod linkiem https://conasuwiera.centrumcyfrowe.pl/kserowanie:

Niestety, w Polsce większość publikacji naukowych zostaje wydana wyłącznie na papierze, często w niewystarczającej ilości egzemplarzy i w zaporowo wysokiej cenie

Podobnie nietrafiony jest zarzut dotyczący naszej interpretacji art. 27. SAiW pisze, że:

Z kolei art. 27 pr.aut. wprowadzający wyjątek dla instytucji naukowych i oświatowych wyraźnie ograniczony jest do fragmentów utworów rozpowszechnionych. Tak więc wykładowca nie może w ramach tego przepisu wykonać dla studentów kopii całej książki, co nie wynika jasno z komentowanego tekstu CC Projekt: Polska.

W naszym tekście przeczytać można, że:

Czy wykładowca może zgodnie z prawem udostępnić nam tekst wymagany do egzaminu lub zajęć? Tak. Prócz „zwykłego” dozwolonego użytku mamy artykuł 27, który mówi, że instytucje naukowe i oświatowe mogą w celach dydaktycznych sporządzać egzemplarze fragmentów utworów.

Wyraźnie zaznaczyliśmy, że wykładowca może powielać wyłącznie fragmenty cytując treść ustawy.

Podobnie nietrafiony zarzut możemy znaleźć w stosunku do naszej definicji „związku osobistego”. Barbara Jóźwiak, prezes „Polskiej Książki” pisze, że

Warto także dodać, że granica „związku osobistego”, którą zakreśla przepis art. 23 pr.aut., faktycznie jest nieostra, ale nie ulega wątpliwości, że nie mieści się w niej automatycznie przyporządkowanie administracyjne, np. na uczelni do jednej grupy ćwiczeniowej.

Z czym w pełni się zgadzamy. Automatyczne, administracyjne przyporządkowanie do grupy zajęciowej nie tworzy stosunku osobistego. Ale przyporządkowanie takie może być przesłanką do zawiązania się więzi towarzyskich, dlatego w naszym tekście wyraźnie zaznaczyliśmy, że jest to kategoria, którą każdy musi interpretować zgodnie ze swoim zdaniem o relacjach z innymi członkami grupy, bo nie ma jednoznacznych określonych przez prawo granic.