7376839564_6082af6523_b

W serwisie polyphonia pojawił się bardzo ciekawy wpis LAL-a (Andrzeja Kasprzyka), który zastanawia się nad wpływem, jaki streaming oraz inne nowe formy dystrybucji treści miały na rynek muzyczny i jakie będą konsekwencje zmian. Kasprzyk nie widzi sytuacji w jasnych barwach, wskazuje na negatywne procesy, które miały miejsce – zmniejszenie się różnorodności muzyki w mediach głównego nurtu, niskie wynagrodzenia z serwisów streamingowych itp.

Ale jego wypowiedź wydaje się momentami przeczyć samej sobie, z jednej strony wskazuje się, jaką wartość dla rozwoju mają twórcy alternatywny, ale z drugiej z niechęcią odnosi się do nowych form dystrybucji, które umożliwiają im łatwiejsze wejście na rynek. Nie jest to chyba nic dziwnego, w końcu dążenie do artystycznej spójności swoich dzieł na ogół ciężko pogodzić z komercyjnym sukcesem, więc sprzeczność jest wbudowana w system, ale momentami ciężko nie dyskutować z diagnozą LALa. Przede wszystkim dlatego, że chociaż bardzo słusznie zauważa oznaki upadku w mediach głównego nurtu, to nie zauważa, że jest to tylko oznaka głębszych zmian, a osłabienie jednego kanału życia kulturalnego nie oznacza kryzysu całości.

W 1986 na pierwszym miejscu listy przebojów (zapewne Billboard) znalazło się 31 utworów, autorstwa 29 różnych artystów. Tymczasem od 2008 roku mieliśmy 66 utworów zajmujących pierwsze miejsce, z czego ponad połowa została stworzona przez zaledwie 6 wykonawców (Rihanna, Katy Perry, Adele, Lady Gaga, The Black Eyed Peas, Flo Rida).
W jakim kierunku prowadzą rynek muzyczny powyższe tendencje, nietrudno zgadnąć. Brak świeżej krwi, świeżych pomysłów i energii, nieuchronnie prowadzić musi do ograniczenia oferty, spadku jakości, braku rozwoju i w konsekwencji do obumierania. Względnie sztucznego utrzymywania komercyjnego rynku-zombie.

Przede wszystkim – prawdą jest, że światowi celebryci są coraz więksi i dominują w przekazie, ciężko nie zgodzić się również, że ich przekaz jest nudny oraz wtórny. I rzeczywiście – oferta dużych stacji radiowych, telewizji, wielkich wytwórni może stawać się coraz gorsza. Ale ten aspekt kryzysu ma drugie dno – użytkownicy uciekają od medialnych gigantów na inne platformy, gdzie alternatywne życie kulturalne kwitnie. Upadek, który opisuje Kasprzyk idzie w parze z wybuchem twórczości gdzie indziej, czego nie opisuje. Z drugiej strony – w obliczu niekontrolowanej konkurencji giganci muszą jeszcze bardziej poszerzać grono swoich odbiorców, co prowadzi do dalszego spłaszczenia się oferty. Jeśli utożsamimy wciąż dominujące tradycyjne media z życiem kulturalnym jako takim, to rzeczywiście nie zobaczymy zbyt świetlanej przyszłości. Jeśli uznamy, że ich kryzys jest świadectwem głębszych zmian, to zauważymy, że obok tworzy się nowe, znacznie ciekawsze życie kulturalne.

W Polsce jest podobnie, zarówno kombinaty festiwalowe jak Lady Punk i Kombi, czy projekty ambitniejsze typu Kult z Kazikiem lub Hey z Nosowską, to zespoły z poprzedniej epoki. I mimo że pojawiają się
ciekawi młodzi twórcy, to nie pojawiają się gwiazdy, zdolne do kreacji własnych, masowo rozpoznawalnych, niezależnych światów muzycznych.

Można powtórzyć uwagę z poprzedniego akapitu – w miejscach wykreowanych przez i przeznaczonych dla artystów poprzedniej epoki z definicji nie znajdziemy tych, którzy rosną w innych kanałach dystrybucji – podobnie jak nie znajdziemy gwiazd niemego kina we współczesnych multipleksach. Masowa rozpoznawalność nowych twórców jest czymś innym niż masowa rozpoznawalność gwiazd wytwórni płytowych. Oczywiście – wielkie pieniądze dalej są w starym systemie i każdy chce po nie sięgnąć, ale między innymi dlatego to wyczerpujące się źródło. Ilość chętnych rośnie szybciej niż rynek. Kiedy w latach ’20 i ’30 popularyzowało się radio pieniądze dalej leżały głównie po stronie występów na żywo i próbowano podobny do biletowego system wdrożyć do eteru wraz z jego stawkami i regułami. Pomysł nie wypalił i powstała zupełnie nowa, nieźle radząca sobie kategoria twórców niezależna od przeszłości – muzycy radiowi. Wydaje się, że obecnie obserwujemy podobne zjawisko, ale to „muzycy radiowi” są tymi, którzy swoje zasady chcą zastosować do nowego medium.

Obecna sytuacja artystów, szczególnie młodych i poszukujących staje się nieciekawa, a wręcz groźna z punktu widzenia możliwości ich funkcjonowania w społeczeństwie. A skoro jest groźna dla nich, to bez dwóch zdań jest też groźna dla całego rynku muzycznego.

Rzeczywiście – w obliczu tak wielkiej konkurencji sytuacja twórców nie jest ciekawa. Ale z drugiej strony – nigdy nie była, nagrodę dla każdego, kto wskaże jedną epokę, w której muzykom było łatwo, zarabiali na swojej twórczości dokładnie tak jak chcieli i nie musieli pracować po knajpach, żeby wieczorami móc grać na gitarze. Na pewno nie był to czas dominacji płyt CD i kaset, ale może ktoś odgrzebie coś głębiej w przeszłości. Dużo głębiej, bo narzekania na dolę artystów znamy już ze starożytnych greckich tekstów.

Stawiam zupełnie odwrotną do LALa tezę – obecny system o wiele lepiej służy tym młodym muzykom, którzy chcą wykorzystać jego możliwości, a nie ostatnim rzutem i wysiłkiem dostać się do świata wytwórni muzycznych i wielkich kontraktów. Chociaż media głównego nurtu zostały zdominowane przez byle jakich, ale wielkich celebrytów, którzy dzięki globalizacji otrzymali możliwość zbierania kasy z całego świata, to równocześnie obserwujemy odwrotną tendencję w sieci – tworzą się nisze, o których nie dało się nawet pomyśleć 20 lat temu, społeczności skupione dookoła twórców (warto przeczytać, co na ten temat do powiedzenia miała Paula Bialski na konferencji CopyCamp) i coś, co najlepiej będzie nazwać „twórczą klasą średnią”. I, paradoksalnie, to właśnie szalona ilość nowych nisz sprawia, że możemy mieć poczucie upadku – w nadmiarze informacji i wyboru nie jesteśmy w stanie zobaczyć nawet wycinka rzeczywistości.

Przeczytaj: Dlaczego nie można porównywać Spotify do radia?

Dlatego obserwując zmniejszenie się różnorodności i jakości przekazu starych mediów powinniśmy rozumieć, że obserwujemy wyłącznie zmniejszenie się różnorodności i jakości przekazu starych mediów. Różnorodność, jakość i kreatywność nie znika, a ucieka w znacznie wygodniejsze dla niej obszary – do sieci, gdzie nie obowiązują restrykcyjne zasady. Jasne, może to prowadzić do zmiany modeli finansowania, poziomu zarobków i innych różnorodnych i nieprzewidywalnych fluktuacji, ale taki już los pionierów – tam, gdzie nowe szansę, tam nowe zagrożenia.

fot. Phil Aaronson, CC BY