W zeszłym tygodniu byłem w Skopje, stolicy Macedonii na konferencji „Open Education for an open society – let’s share the knowledge!”, organizowanej przez Fundację Metamorphosis. W jej ramach prezentowałem rozwój polityk publicznych opartych na zasadzie otwartości zasobów edukacyjnych, ze szczególnym naciskiem na nasze polskie doświadczenia z e-podręcznikami i programem „Cyfrowa szkoła”.

Szybko jednak okazało się – w trakcie rozmów na konferencji i podczas wizyty w tamtejszym Ministerstwie Edukacji – że Macedończykom wielu kwestii tłumaczyć nie trzeba. Otworzyli bowiem już swoje podręczniki.

Macedonia przyjęła model, w którym rząd w przetargach podpisuje umowy z autorami podręczników i na ich podstawie zakupują prawa do podręczników. Początkowo tworzono w ten sposób trzy podręczniki dla każdego przedmiotu, z czasem zredukowano liczbę do jednego – rzekomo ze względu na konflikty pomiędzy autorami poszczególnych podręczników, zarzucających sobie nawzajem błędy i nierzetelność. Podręczniki są następnie drukowane ze środków publicznych i rozdawane za darmo uczniom, którzy płacą jedynie wtedy, jeśli zniszczą podręcznik. Co więcej, wszystkie podręczniki są publikowane w otwartym dostępie w internecie w serwisie e-Ucebnici, w postaci PDFów będących wiernymi elektronicznymi wersjami papierowych książek. E-podręczniki są wykorzystywane w klasach wyposażonych w indywidualne laptopy dla uczniów. Wyraźną wadą macedońskiego modelu jest brak otwartych licencji – podręczniki są dostępne w podstawowym modelu Otwartego dostępu, w ramach dozwolonego użytku.

Dwumilionowa Macedonia jest oczywiście krajem dużo mniejszym niż Polska – co oznacza inne warunki dla potencjalnego rynku podręczników i inny kontekst wdrażania polityki darmowych podręczników. Doświadczenia tego kraju niekoniecznie przekładają się na realia polskie. Nie wiem też, jaka jest jakość tych podręczników – w Sieci można znaleźć anegdotyczne doniesienia, że nie jest wysoka – ale dotyczą one wcześniejszego okresu, gdy istniała konkurencja między wydawcami.

Oczywiście pobieżne spojrzenie z zewnątrz pozostawia wiele wątpliwości i nie daje możliwości oceny skuteczności macedońskiego modelu. Pozwala jednak uświadomić sobie szereg spraw. Przede wszystkim, że elektroniczny podręcznik w najprostszej wersji jest czymś prostym i oczywistym. Czekając na decyzję, czym ostatecznie ma być e-podręcznik moglibyśmy w Polsce zmierzać do udostępniania (w jakiejś formule, darmowej lub płatnej), elektronicznych wersji certyfikowanych przez Ministerstwo podręczników.

Zdajmy sobie sprawę, że nie musimy być skazani na model, w którym co roku rodzic musi zakupić podręcznik. Niezależnie, czy jest to podręcznik kupowany na rynku, czy rozdawany przez system edukacji, może on być podręcznikiem do użytku wieloletniego. Swoisty dyktat wydawców, by podręczniki były kupowane co roku, można traktować jako jeden z wielu przypadków ataku na prawo użytkowników własności intelektualnej do korzystania z niej w ramach swojego dozwolonego użytku.

Dyskusja o otwartych e-podręcznikach jest przedstawiana często jako atak na obecny model tworzenia i wydawania podręczników – przyjmowany bezkrytycznie, jako jedyny słuszny. Brakuje w Polsce debaty zakładającej, że potencjalnie istnieje szereg różnych modeli spośród których można wybierać. „Pocztówka z Macedonii” przypomina, że nie jest prawdą, że „There is no alternative”. There are plenty alternatives.