W Dzienniku Gazeta Prawna z 23 stycznia znajdziemy bardzo ciekawy artykuł, w którym Sławomir Wikariak przygląda się opublikowanym przez organizacje zbiorowego zarządzania sprawozdaniom finansowym za rok 2011. Był to pierwszy rok, za który należało upublicznić kulisy księgowości – wcześniej zbiorowy zarząd był praktycznie poza wszelką kontrolą.

Autor zauważa, że prawie 20% wszystkich opłat pobranych przez OZZ pozostało na ich kontach i nie przekazano ich dalej. Z 537 milionów złotych do uprawnionych trafiły wyłącznie 402 miliony.

OZZ tłumaczą to tym, że nie są w stanie dotrzeć do wszystkich uprawnionych i czekają, aż ci zgłoszą się do organizacji po swoje należności. Z drugiej strony wysokie kwoty potrąceń (tzn. pieniądze, które pozostają w organizacji w zamian za zarządzanie prawami) wynikają z kosztów administracji i ściągania należności. Wyniki kilku organizacji mogą budzić szczególne zdziwienie – np. Kopipol wypłacił twórcom 78 tysięcy złotych, ale zainkasował 1,5 mln zł potrąceń.

W celu zapoznania się z obszerną analizą polecamy przeczytać artykuł Bogusława Wieczorka na serwisie „Własność intelektualna w praktyce”

Komentarz

Nieprawidłowości w zarządzaniu pieniędzmi są tematem, który bardzo często przewijał się w dyskusji o funkcjonowaniu ozz. Ale aż do tej pory nie było wiarygodnych danych, którymi można było podeprzeć te twierdzenia. Polski system zbiorowego zarządzania jest nieefektywny i przestarzały, niechęć do zmian i udoskonalenia systemów informatycznych do standardów Zachodu były argumentami przeciwko dyrektywie Komisji Europejskiej o reformie ozz (zapraszamy również do zapoznania się ze stanowiskiem Centrum Cyfrowego). Ilość pieniędzy, która zalega na kontach pokazuje, że brakuje sprawnego modelu redystrybucji środków. Zastrzeżenia budzą również kryteria rozdzielania, które ustalane są wewnętrznie, bez jakiejkolwiek kontroli społecznej nad procesem.