Ostatnimi czasy możemy obserwować prawdziwą wojnę ze stronami kierującymi do plików .torrent. Wikipedia podaje, że już 15 krajów wprowadziło przepisy, które nakazują dostawcom internetu odbierać użytkownikom możliwość dotarcia do strony ThePirateBay, ale zakazy dosięgnęły wiele innych podmiotów w różnych częściach świata

Działania te są wyrazem heroicznej walki przemysłu praw autorskich o uznanie ich racji. Przy pomocy sprawdzonych metod opracowanych dziesięciolecia przed Erą Informacyjną szeregi prawników i lobbystów biją na często na oślep szukając kozłów ofiarnych w postaci pojedyńczych serwisów. Każdy mały sukces okupiony milionami dolarów wydanymi na tysiące godzin pracy prawników działających pod nieustanną presją ogłaszany jest jako godny naśladowania sukces. Sytuacja jest jednak o tyle ciekawa, że jedynym widocznym efektem ich działań jest wzrost popularności serwisów oferujących dostęp do plików torrent oraz coraz szersze propagowanie idei światowego ruchu Partii Piratów.

http://www.flickr.com/photos/jakobinac/3607072730/Jak „walkę z piractwem” może wspierać działanie, które brytyjski sąd podjął pod koniec kwietnia? Blokowanie jednej z tysięcy stron oferujących dostęp do p2p podpada bardziej pod formę nieuczciwej konkurencji i zwykłą, ludzką niesprawiedliwość, niż próbę ratowania posiadaczy praw autorskich. TPB nie tworzy trendów w życiu sieci, a jedynie na nie odpowiada. Oznacza to, że jeśli zostanie ocenzurowane, to użytkownicy najzwyczajniej na Ziemi przeniosą się do innego źródła torrentów i magnetów. Równocześnie stworzenie technicznych środków dostępu bezpośrednio do TPB w postaci serwerów proxy jest dziecinnie łatwe i już w dniu wejścia w życie blokady wiadomo było, że zakaz nie spełnił swojej roli i będzie odbijał się czkawką tym, którzy tak o niego walczyli. Ale nie ma co spodziewać się, że wyciągną z tego nauczkę. W końcu raczej nie chodziło o powstrzymanie nielegalnego dostępu do treści i ochronę artystów, a o uzyskanie kolejnych środków do mocno krytykowanej walki o odszkodowania (w kilku odsłonach).

Zresztą, jeśli już mowa o ochronie artystów. Szwedzki serwis to bardzo szerokie przedsięwzięcie. Prócz wyszukiwarki plików .torrent znajdziemy tam serwis do hostowania zdjęć, tekstów i plików, ciekawy blog oraz sekcję prawną przedstawioną z mocnym przymrużeniem oka. Ale doszukamy się na nim jeszcze jednej funkcji: The Promo Bay. Jest to serwis promujący twórców, którzy postanowią udostępnić swoje dzieła za darmo, a w zamian otrzymują możliwość pokazania swojej twórczości społeczności p2p zgromadzonej dookoła TPB. Możliwości doboru grupy docelowej są bardzo szerokie, można wybrać m.in. kraj, do którego kierowany jest przekaz promocyjny. Wprowadzona przez kolejne kraje cenzura odbiera artystom, którzy chcą swobodnie dzielić się swoimi treściami jedną z największych sieci, przez które mogą dotrzeć do swoich fanów. Zresztą blokada już budzi protesty pośród artystów, a część z nich instruuje swoich fanów, jak łamać nakładane ograniczenia. Sprawa jest o tyle ciekawa, że głowa zbuntowanego zespołu to reżyser kultowego już przed premierą, a legendarnego po Iron Sky – filmu, który powstał jako projekt crowdsourcingowy i crowdfundingowy (w którym to zbieraniu funduszy autor niniejszego tekstu dumnie uczestniczył!).

Po co w takim razie próbować forsować kolejne martwe prawo i domagać się nieskutecznej, punktowej cenzury w internecie (zresztą, niepunktowa byłaby równie nieskuteczna)? Cenzury, która faktycznie nie uderza w ściągających pliki, za to ogranicza możliwość promocji legalnie działającym artystom. Chyba nie ma po co doszukiwać się w tych działaniach sensu, jak pisaliśmy na początku – to wyłącznie nieskoordynowane nieprzemyślane ruchu środowiska, które nie rozumie współczesności i woli wydawać miliony próbując cofnąć czas, zamiast przeznaczyć je na stworzenie nowych, atrakcyjnych treści i sposobów ich dystrybucji. Z drugiej strony środowisko p2p chyba nie powinno narzekać na powtarzające się zarzuty i pozwy, jeśli pozwalają one na skokowe zwiększenie zainteresowania swoimi stronami oraz przekazem.

Zdjęcie aut. Jakov Vilović na licencji CC BY.