Konferencja „Prawo autorskie, a interes publiczny” odbyła się 30 października w Krakowie, w MOCAKu. Została zorganizowana przez Komisję Europejską oraz Centrum Cyfrowe Projekt:Polska w ramach Tygodnia Jednolitego Rynku. Przy pełnej sali nad reformą prawa autorskiego debatowali czołowi prawnicy zajmujący się prawem autorskim, przedstawiciele krakowskich instytucji publicznych, działacze społeczni i przedstawiciele biznesu.

Przesunięcie się akcentów dyskusji z interesów poszczególnych stron na myślenie o dobrze publicznym wymaga zmiany podejścia do zagadnienia. We wstępie Alek Tarkowski podkreślił, że przybierając inną optykę musimy zacząć mówić o nowym modelu zarządzania prawami, a nie jedynie o ich ochronie. Bez tego stracimy z oczu podstawowy cel, jakim jest umożliwienie społecznego zaangażowania oraz ponownego wykorzystania informacji. Taka zmiana perspektywy jest ważna szczególnie w wypadku instytucji publicznych.

W pierwszym panelu głos na ten temat zabrali przedstawiciele instytucji kultury i nauki: Maria Anna Potocka (dyrektorka MOCAK-u), Joanna Orlik (dyrektorka MIK-u) oraz – w imieniu prof. Marii Flis (prorektor ds. rozwoju UJ) – Konrad Gliściński.

Maria Anna Potocka zwróciła uwagę na fakt, że prawo potrafi przeszkadzać instytucjom w spełnianiu ich roli z bardzo prozaicznych powodów – język sformułowań używanych w umowach z twórcami wzbudza w nich strach oraz przekonanie, że ktoś chce ich ograbić – przez to podchodzą do współpracy bardzo ostrożnie utrudniając proces pozyskiwania, a następnie zarządzania dziełami. W tych kwestiach zgodziła się z nią Joanna Orlik wspominając, że wiele zagadnień nie miało znaczenia jeszcze kilka lat temu, ale zmiany technologiczne oraz większa waga, którą przywiązuje się do praw autorskich sprawiła, że instytucje tracą możliwość udostępniania dzieł i treści, które posiadają. Paradoksalnie – technologie pozwalające na nieograniczone rozpowszechnianie treści zbiegły się w czasie z ograniczaniem dostępnych zasobów instytucji.

Joanna Orlik z MIKu zauważyła ponadto, że nie można mówić o kwestiach zysku, kiedy rozmawia się o instytucjach kultury, ponieważ ich misją nie jest zarabianie pieniędzy, a służenie interesowi publicznemu – wszystkie pieniądze i tak muszą przeznaczyć na cele statutowe.

O misji uczelni, w imieniu prorektor UJ prof. Marii Flis, wypowiadał się również Konrad Gliściński. Podkreślał, że w statucie Uniwersytetu nie ma ani słowa o zarabianiu pieniędzy, za to już na samym początku można znaleźć informacje, że celem jest rozprzestrzenianie wiedzy. W związku z tym należy wprowadzić takie modele działania, które pozwolą spełniać ten cel jak najlepiej, m.in. poprzez promowanie idei Open Access. Powszechny dostęp do wiedzy pozwala przejść do etapu akademickiej dyskusji oraz eliminuje to, co do tej pory niepotrzebnie zajmowało czas uczonego – próby zdobycia informacji, często w groteskowej formie jak np. wyjazdy za granicę w celu pozyskania książek.

Dr Arkadiusz Michalak nadał powyższym rozważaniom szersze tło w swoim referacie. Zgodnie z jego wypowiedzią konflikt o prawo autorskie jest obecnie tak ostry, ponieważ za daleko postawiono granicę przedmiotu prawa autorskiego oraz sankcji za jego złamanie. Automatyzacja nadawania praw oraz uznanie praktycznie każdego przejawu ludzkiej działalności – nie zawsze twórczej – za przedmiot ochrony otwiera coraz to nowsze pola konfliktu. Wyprowadziło to wszystkich na skrajne pozycje, przez co trudniej zauważyć główny problem – twórcom zależy głównie na zarobku, a nie na kontroli i prawach wyłącznych. Do tego dyskusja o własności intelektualnej zagarnia coraz więcej dziedzin – jako przykład podał licencje przymusowe, które wynikają z praw antymonopolowych i nie powinny stanowić tak dużego zainteresowania osób debatujących o prawie autorskim. Żeby przywrócić możliwość debatowania o sednie problemu należy przywrócić równowagę sił i wyeliminować dysproporcje, obecna sytuacja na to nie pozwala.

Róża Thun kontynuowała rozważania nad szerokim kontekstem zagadnienia nawiązując tematem swojej wypowiedzi do słów dr Michalaka. Przypomniała, że Unia Europejska patrzy na zagadnienie prawa autorskiego również przez perspektywę jednolitego rynku oraz konkurencyjności – pojawiają się nowi aktorzy i nowe strony, które należy brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji i nie są nimi wyłącznie podmioty prawa autorskiego.

Należy ustalić priorytetowe wartości, którymi będziemy kierowali się przy decydowaniu o kształcie prawa autorskiego – to teza mec. Igora Ostrowskiego, byłego wiceministra Administracji i Cyfryzacji. Prywatność powinna stać na pierwszym miejscu, prawo do wiedzy stanowi kolejny szczebel na drabinie, za nim prawo do wynagrodzenia, a prawa pośredników zarządzających własnością intelektualną powinny znaleźć się na samym końcu. Ale zmiany prawa będą trwały długo, dlatego instytucje powinny już teraz same zacząć promować otwartość i wskazywać drogę, którą należy podążać – zgodnie ze swoją misją. Metoda faktów dokonanych może okazać się najlepszą drogą do osiągnięcia wskazanych wartości.

W drugim panelu prof. Lucie Guibault, prof. Ryszard Markiewicz, dr Krzysztof Siewicz oraz dr Tomasz Targosz rozmawiali o tym, jak uregulować dostęp do treści w sieci skupiając się zwłaszcza na kwestii dozwolonego użytku.

Prof. Lucie Guibault opowiadając o wyjątkach i ograniczeniach, które pojawiają się w dyrektywach unijnych tłumaczyła, że za mało z nich jest obowiązkowych dla poszczególnych krajów członkowskich, a to stanowi ogromny problem dla harmonizacji prawa wewnątrz UE. Innym czynnikiem, który utrudniał ujednolicenie jest sposób, w jaki dokonuje się rozstrzygnięć dotyczących prawa autorskiego. Prof. Guibault przypomina wyrok niemieckiego Sądu Najwyższego, który rozstrzygając o legalności miniatur (thumbnails) odwrócił doktrynę prawa autorskiego przerzucając odpowiedzialność za ochronę na posiadacza praw, który musiałby dodać dodatkowe atrybuty pliku, żeby powstrzymać automatyczne tworzenie miniatur. Zgodnie z jej słowami takie działanie jest szkodliwe, ponieważ sprawia, że prawo i doktryna tworzone są nie przez legislatorów w toku debaty, a poprzez precedensy i opinię sądów. W tym kontekście pochwaliła rozwiązania hiszpańskie i francuskie, które znalazły rozwiązania wewnątrz obowiązującej doktryny. Proces harmonizacji można wzmocnić poprzez wprowadzenie obowiązkowych wyjątków i ograniczeń, które nie pozostawią szerokiego pola do interpretacji dla państw członkowskich, a elastyczność w dostosowywaniu prawa do lokalnych warunków można osiągnąć poprzez zastosowanie otwartych norm, które będą stanowiły podstawę dla lokalnej legislacji. Przy okazji każdej decyzji należy jednak brać pod uwagę wymagania społeczeństwa informacyjnego, któremu powinny służyć rozwiązania z zakresu prawa.

Profesor Markiewicz zaczął od rozprawienia się z anegdotą, która mówi, że obecne prawo autorskie jest doskonałym kompromisem, bo żadna ze stron nie jest z niego zadowolona. To niejasność przepisów powoduje konflikty, a w omawianym zagadnieniu prawo nie może pozostawiać tak dużych pól do interpretacji. Uznał, że obie strony mają rację i tak naprawdę nie ma pomiędzy nimi takiego konfliktu, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, bo dyskusja prowadzona jest na różnych poziomach. Użytkownicy mają rację, ponieważ skandalem jest sytuacja, w której nie mogą być pewni, czy działają legalnie z powodu nieprecyzyjnych przepisów o dozwolonym użytku. Z ich perspektywy ograniczenie zakresu prawa autorskiego będzie naturalnym krokiem przywracającym zaufanie do przepisów. Podmioty prawa autorskiego widzą jednak niepowetowane straty w rozszerzeniu dozwolonego użytku i próbują się przed nimi bronić. Prof. Markiewicz przychylił się do tezy prof. Guibault, która powiedziała, że jednym z rozwiązań mogłoby być wprowadzenie zrównoważonego trzystopniowego testu, który zakładałby również uwzględnienie interesu publicznego w decydowaniu o legalności. (Przy okazji warto wspomnieć, że profesor Markiewicz podkreślił, że jego zdaniem ściąganie plików z internetu jest zgodnie z polskim prawem zawsze legalne. Bardzo cieszymy się z takiej opinii autorytetu.)

Dr Krzysztof Siewicz wskazał na potrzebę zmian na innym gruncie, niż ten, na którym skupiali się uczestnicy konferencji – mówiąc o dozwolonym użytku oraz wyjątkach i ograniczeniach należy zmienić sposób myślenia o tym, kogo dotyczą. Podstawą stosowania przepisów nie powinien być typ podmiotu, a działalność, którą prowadzi. Legalność i możliwość zastosowania dozwolonego użytku należy badać nie przez pryzmat formy organizacji i statutu, a wypełniania zadań interesu publicznego.

Dr Tomasz Targosz zalecał, żeby dyskusje o nauce, kulturze i artystach rozpatrywać na tle całej gospodarki. Nowoczesne państwa coraz bardziej opierają się na gałęziach, które zaliczamy do zależnych od praw autorskich i należy brać pod uwagę perspektywę rozwoju. Wytłumaczył również ukuty przez siebie termin „faktycznej domeny publicznej” – użytkownicy mają tak szeroki i nieograniczony dostęp do treści, że de facto krążą one na podobnych zasadach, jak działa domena publiczna. Problem stanowi jednak to, jak bardzo prawo oddala się od rzeczywistości – większość użytkowników w ogóle nie bierze pod uwagę kwestii prawa, kiedy dokonuje naturalnych dla siebie działań w sieci. Dopiero afera dookoła ACTA uświadomiła wielu, że ich zachowanie nie jest prawnie obojętne. Przy okazji przestrzegł, że zamknięcie internetu wcale nie jest tak niemożliwe, jak może się wydawać. Jako przykład podał proces grodzenia w Anglii – tam również nikomu w głowach nie mieściło się, że w imię małej liczby potężnych podmiotów można ograniczać prawa do korzystania z ziemi, ale doszło do tego pomimo protestów. Odnosząc się do trzech modeli zachowania: pozostawienia status quo, rewolucyjnych zmian oraz małych kroków nadających odpowiedni kierunek ewolucji prawa autorskiego powiedział, że najbardziej składnia się ku temu ostatniemu.

Na zamknięcie konferencji padła warta przytoczenia myśl prof. Markiewicza – rozmawiając o prawie, jego przestrzeganiu i koniecznych w nim zmianach ludzie za bardzo skupiają się na analizie społeczno-ekonomicznej zagadnienia, a czasami należy zatrzymać się i za podstawę rozumowania przyjąć myśl: „czy swoimi działaniami nie robię nikomu świństwa?”

Już wkrótce dostępny będzie zapis audio i wideo z konferencji.