Od czasu ogłoszenia przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji projektu założeń ustawy o otwartych zasobach publicznych trwa w Polsce ożywiona dyskusja na temat regulacja kwestii dostępności i możliwości ponownego wykorzystania wszelkich zasobów wytwarzanych lub finansowanych z pieniędzy publicznych. Niestety kompromis dla zapewnienia szans rozwoju społecznego jaki daje Otwarty Dostęp wydają się mało możliwy. W polskiej debacie coraz częściej pojawiają się głosy przestrzegające przed negatywnymi skutkami ekonomicznymi i społecznymi jakie przyniesie „niesprawdzone nigdzie na świecie rozwiązanie”[1]. Straszy się także otwartością jaką nową formą komunizmu, która doprowadzi do „podważenia ekonomicznych podstaw rozwoju”[2].

Natomiast kolejne dobre wieści dotyczące otwierania zasobów ogłosił 22 lutego Biały Dom publikując dyrektywę dotyczącą zwiększania dostępu do wyników badań finansowanych za publiczne pieniądze (PDF), zgodnie z którą agencje rządowe są zobligowane do opracowania polityki otwartego dostępu w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Opracowany dokument jest rezultatem konsultacji społecznych przeprowadzonych w 2010 i 2012 roku, które w przeważającej mierze wyrażały pełne poparcie dla wprowadzenia polityki Open Access. A kolejne dlatego, że również niedawno powstał projekt ponadpartyjnej ustawy FASTR (o którym pisaliśmy tutaj), którego celem jest zapewnienie otwartego dostępu do wyników badań finansowanych z podatków w USA. To dowodzi, że polityka Open Access jest kierunkiem w jakim zmierza administracja rządowa za oceanem, aby sprostać potrzebom swoich obywateli.

Badania naukowe wspierane przez rząd federalny są katalizatorem dla innowacyjnych przełomów, które napędzają naszą gospodarkę. Wyniki tych badań są siłą napędową dla postępu w dziedzinach takich jak zdrowie, energia, środowisko, rolnictwo i bezpieczeństwo narodowe. Dostęp do cyfrowych zbiorów danych wynikających z badań finansowanych ze środków federalnych pozwala firmom skupić swoje zasoby i wysiłki na zrozumienie i wykorzystanie tych odkryć.

MEMORANDUM FOR THE HEADS OF EXECUTIVE DEPARTMENTS AND AGENCIES, Office of Science and Technology Policy, John P. Holdren.

Obie inicjatywy idą w tym samym kierunku, ale nie są identyczne. Peter Suber, dyrektor Harvard Open Access Project porównuje je następująco:

 1. Obie dotyczą udostępniania wyników badań sponsorowanych przez agencje rządowe, których roczne wydatki badawcze przekraczają budżet 100 milionów $. Różnica jest taka, że inicjatywa Białego Domu pokrywa więcej podmiotów (19 zamiast 11 przy FASTR), gdyż dotyczy nie tylko finansowania badań, ale także rozwoju.

2. Okres embarga w przypadku FASTR jest krótszy o połowę (6 miesięcy) niż przewidziany w Dyrektywie (12 miesięcy), który za zgodą Białego Domu może zostać jeszcze przedłużony.

3. W obu przypadkach agencje są zobligowane do przedstawienia własnej polityki. W przypadku FASTR mają na to rok od momentu kiedy ustawa zostanie przyjęta, natomiast Dyrektywa daje im pół roku (od 22 lutego br.)

 Z tego wynika, że kiedy FASTR wejdzie w życie wszystkie agencje powinny mieć wdrożoną politykę Open Access. Ewentualnie czeka ich dostosowanie do niektórych wymogów FASTR np. skrócenie embargo do 6 miesięcy.

 4. FASTR wymaga dostępu do artykułów naukowych, natomiast Dyrektywa Białego Domu i rozszerza dostęp również o dane.

5. Oba projekty preferują zielony model Open Access, czyli umieszczenie tekstu w otwartym repozytorium (za przykładem Narodowego Instytutu Zdrowia) w modelu libre, czyli obejmującym nie tylko udostępnienie utworu, ale także dodatkową zgodę uprawnionego na korzystanie i ponowne wykorzystanie (re-use) w szerokim zakresie.

1. K. Lewandowski „Dureń garnizonowy, czyli jak uwalniać zasoby kultury”, Gazeta Wyborcza, 26/02/2013

2. W. Cellary „Otwartyzm. Uszczęśliwianie ludzkości kosztem rozwoju” Dziennik Gazeta Prawna 26/02/2013

fot. Jason A. Samfield, CC BY-NC-SA