Ruch Kreatywna Polska za zadanie stawia sobie walkę z pośrednikami, którzy nie dzielą się swoimi dochodami z twórcami oraz lobbowanie na rzecz polepszenia sytuacji w zakresie świadczeń socjalnych dla środowisk związanych z przemysłem kreatywnym, które na skutek specyfiki swojej pracy nie mają gwarancji ubezpieczenia zdrowotnego czy emerytury.

Wiesław Podkański w tłumacząc problemy, z którymi zmagają się twórcy zwraca uwagę na pośredników, którzy czerpią korzyści z cudzej twórczości, ale nie dzielą się zyskami z twórcami

Jednak coraz częściej mamy do czynienia z organizacjami czy firmami-widmo, zarejestrowanymi w rajach podatkowych. Ich serwery stoją poza granicami naszego kraju. Te firmy niczego nie wytwarzają, są tylko dystrybutorami treści, do których nie mają praw. Pieniądze wypływają poza kraj, a państwo nie ma z tego żadnych korzyści, podobnie jak twórcy

I ciężko nie zgodzić się z jego argumentacją. Sytuacja, w której pieniądze są transferowane poza sektor kreatywny przez nieautoryzowaną dystrybucję powinna budzić oburzenie.

Niestety – obawiam się, że o ile analiza problemu wydaje się być prawidłowa, to pomysły na jego rozwiązanie są fatalne. Jerzy Kornowicz stwierdza, że winą należy obarczyć instytucje publiczne, które skłaniają internautów do szukania „drogi na skróty” poprzez brak przeciwdziałania nieformalnemu obiegowi treści. Zdanie to stoi w ostrej sprzeczności z wypowiedzią Podkańskiego, który sam podkreślił, że serwisy pozwalające na nieautoryzowaną dystrybucję znajdują się poza polską jurysdykcją. Nieformalny obieg treści nie został wywołany i nie jest promowany przez działania Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (co zdaje się sugerować Jacek Bromski), jest odpowiedzią na nowe potrzeby użytkowników, którzy nie otrzymali możliwości korzystania z tych treści dzięki kanałom autoryzowanym.

Jedyną skuteczną formą konkurencji z obiegiem nieformalnym jest zaproponowanie użytkownikom równie wygodnego dostępu do treści, a nie walka z wiatrakami w imię przywrócenia starego idealnego świata, który nigdy nie istniał. Raport „Cyfrowa przyszłość kreatywnej Polski” wyraźnie pokazuje, że problemy branży wynikały z jej własnych błędów w zakresie rozpoznania potrzeb użytkowników, a cały wzrost oparty był właśnie o stosowanie nowych technologii i modeli dystrybucji. Mało tego, to użytkownicy nieformalnych kanałów dystrybucji są najlepszymi klientami, a wydatki na kulturę są najwyższe pośród grupy najbardziej aktywnych piratów (według badań brytyjskich 3.2% najbardziej aktywnych użytkowników nieformalnych kanałów dystrybucji jest odpowiedzialne za 11% dochodów całego przemysłu rozrywkowego).

Rozdzielić pomieszane problemy

Osobnym zagadnieniem jest kwestia zabezpieczenia socjalnego. Rzeczywiście – specyfika pracy środowiska twórczego sprawia, że stałe zatrudnienie bywa niemożliwe, a zapewnienie sobie ubezpieczenia zdrowotnego czy odłożenie na emeryturę może być problematyczne. Są to poważne problemy, w rozwiązywaniu których potrzebne jest zdanie twórców i organizacje jak Kreatywna Polska powinny aktywnie zabierać głos w debacie.

Niekorzystna jest jednak sytuacja, w której problemy systemowe i związane z funkcjonowaniem rynku pracy próbuje się rozwiązać przy pomocy narzędzi, które nie zostały stworzone do tego celu. Wplecenie zagadnienia prawa autorskiego w opisane bolączki nie zbliża nas do polepszenia sytuacji twórców, nie można traktować go jako źle dopasowanej protezy, ponieważ ruch ten i tak nie spełni pokładanych w nim nadziei.

Pomimo powyższej szczegółowej krytyki darzę inicjatywę sympatią – dobrze zidentyfikowano podstawowy problem, jakim może być konkurencja ze strony nieformalnych kanałów dystrybucji treści. Jest to najważniejszy krok, który pozwoli odpowiednio zareagować na wyzwania, zresztą można brać przykład z innych, którzy odnieśli sukces. Dystrybucja cyfrowej muzyki w Stanach Zjednoczonych ruszyła gwałtownie, kiedy zrezygnowano z zabezpieczania plików .mp3 (kopiując rozwiązania znane z sieci p2p), Spotify pozwala przejąć część dochodów reklamowych i abonamentowych nieautoryzowanych pośredników poprzez oferowanie darmowej muzyki, Netflix rośnie dzięki skopiowaniu rozwiązań nielegalnych serwisów streamingowych. Jeśli rozpoznajemy nieautoryzowaną dystrybucję jako konkurencję dla własnego modelu biznesowego – konkurujmy z nią na pomysły i jakość, a nie nieskuteczne zakazy.

Pozostaje mieć nadzieję, że powołany ruch będzie dążył właśnie do skopiowania sukcesu innych, a nie próby przywrócenia starych modeli biznesowych, które (o tym warto pamiętać) i tak nigdy nie działały tak dobrze, jak przedstawia się to teraz tęskniąc za mitycznym „złotym wiekiem”.

źródło: TVN24

fot. fot. milos milosevicCC BY