Ira Rothken i Robert Amsterdam, prawnicy zamkniętego w styczniu 2012 serwisu Megaupload i Kima Dotcoma, opublikowali w ubiegłym tygodniu raport opisujący nadużycia, które ich zdaniem zostały popełnione przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych od rozpoczęcia postępowania przeciwko twórcom serwisu do chwili obecnej. 38-stronicowy dokument zawiera szereg przykładów naginania, łamania i mylnej interpretacji obowiązujących zapisów amerykańskiego prawa – rzekomo w imię ochrony praw autorskich.

Autorzy raportu, zatytułowanego „The United States vs You (and Kim Dotcom)”, bez ogródek stwierdzają, że postępowanie przeciwko Megaupload, mające bardzo słabe podstawy prawne, obrazuje przede wszystkim zależność Białego Domu od wielkich korporacji i „gotowość, by udobruchać przemysł filmowy w zamian za wsparcie finansowe i polityczne”.

Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych

Na początku padają dwa cytaty: z jednej strony przywołany zostaje były wiceprezydent Al Gore: „Kongres Stanów Zjednoczonych nie jest dziś zdolny do stanowienia prawa bez pozwolenia korporacyjnych lobby i innych grup finansujących kampanie wyborcze”. Z drugiej autorzy cytują wypowiedź Chrisa Dodda, przewodniczącego stowarzyszeniu MPAA (Motion Picture Association of America): „Nie proście mnie, bym wypisał Wam czek, gdy idzie o waszą pracę, jeśli chcecie ignorować mnie i moją pracę”.

Zdaniem Rothkena i Amsterdama Megaupload nie powinien odpowiadać za naruszające prawo autorskie działania swoich użytkowników („naruszenie prawa autorskiego drugiego stopnia nie jest w Stanach Zjednoczonych przestępstwem”). Prawnicy wskazują na liczne przekłamania aktu oskarżenia, między innymi stwierdzenie, że twórcy serwisu aktywnie zachęcali użytkowników do działań niezgodnych z prawem, np. poprzez program lojalnościowy: „program lojalnościowy serwisu Megaupload zachęcał do naruszania prawa tak samo, jak oferta dla stałych klientów linii lotniczych zachęca do przemytu narkotyków” – piszą.

Autorzy przypominają, że serwis spełniał wszystkie nałożone przez ustawodawcę warunki prowadzenia tego typu działalności. Użytkownicy musieli wyrazić zgodę na warunki korzystania z serwisu, zawierające zakaz nielegalnego udostępniania materiałów; byli objęci obowiązkiem rejestracji. Nielegalnie udostępnione filmy były usuwane po otrzymaniu powiadomienia ze strony właścicieli praw autorskich – usunięto ponad 15 milionów plików (!) Dodatkowo, Megaupload podpisał umowy z korporacjami (m.in. Warner Bros, RIAA, Microsoftem i innymi) posiadającymi prawa do utworów, umożliwiające im usuwać je z serwisu samodzielnie. Odpowiedzialność za zidentyfikowanie nielegalnie udostępnionych treści leży po stronie właściciela praw autorskich – podkreślają autorzy dokumentu, przytaczając na poparcie tej tezy sprawę YouTube vs. Viacom.

Pokazowej akcji aresztowania Dotcoma (na podstawie pozwu uznanego później przez nowozelandzki sąd za nieważny) – piszą dalej – towarzyszyło niczym nieuprawnione odcięcie milionom użytkowników z całego świata dostępu do kont w serwisie i znajdujących się na nich plików. Dostęp do własnych kont straciło m.in. 15 tys. amerykańskich żołnierzy, którzy korzystali z usług Megaupload, by dzielić się zdjęciami z najbliższymi w kraju. Kyle Goodwin, właściciel firmy oferującej rodzicom nagrania wyczynów sportowych ich dzieci, przesyłał je za pośrednictwem Megaupload – teraz wkracza na drogę sądową, by uzyskać zadośćuczynienie szkód poniesionych po jego zamknięciu. Sam Megaupload także nie ma dostępu do własnych serwerów ani zezwolenia na ich ponowne uruchomienie, choćby w celu zebrania dowodów do obrony przed sądem. Raport krytykuje też wyolbrzymianie stawianych usługodawcy zarzutów w akcie oskarżenia („Mega konspiracja”) i tryb postępowania przeciwko Dotcomowi i reszcie ekipy Megaupload, dotąd zarezerwowany dla niebezpiecznych przestępców.

Raport Rothkena i Amsterdama czyta się jak szczegółowe studium przypadku ilustrujące problem, o którym Lawrence Lessig pisał już w 2004 roku:

Zamiast zrozumieć zmiany, które dzięki internetowi stają się możliwe; zamiast pozwolić, by z upływem czasu «zdrowy rozsądek» zadecydował, jak najlepiej zareagować, pozwalamy tym, którym zmiany najbardziej zagrażają, aby wykorzystywali posiadaną władzę i zmieniali prawo. (..) zgadzamy się na to nie dlatego, że jest to słuszne, a także nie dlatego, że większość z nas popiera zachodzące zmiany. Zgadzamy się na nie, gdyż najbardziej zagrożony jest interes najpotężniejszych graczy uczestniczących w dojmująco skompromitowanym procesie tworzenia prawa.

Interesujące będzie śledzenie dalszego rozwoju sporu o Megaupload, a przede wszystkim sprawy rzeszy jego użytkowników, którzy jak dotąd nie uzyskali dostępu do swoich danych, całkiem legalnie umieszczonych na serwerach. Wydaje się jednak, że w tej chwili amerykański wymiar sprawiedliwości jest po pierwsze nieprzygotowany, by zająć się tą sprawą, a po drugie – stawia ją na ostatnim miejscu.

 

Fot.: Główna siedziba Departamentu Sprawiedliwości USA w Waszyngtonie, fot. Coolcaesar, CC BY-SA 3.0)