3268394391_e71d77d9dd_o

Prawo autorskie sprawia, że utwory znikają, a spośród wszystkich nowych pozycji dostępnych w sprzedaży na Amazonie książki wydane po raz pierwszy przed 1923 rokiem stanowią 72% wszystkich pozycji. Podobne zależności występują w wypadku muzyki oraz filmów. W skrócie – prawo autorskie sprawia, że utwory nie są dostępne, nie są wydawane i nie mają wartości komercyjnej. Sytuację ratuje nieformalny obieg treści, który pozwala na dostęp do dzieł, które w innym wypadku nie byłyby w ogóle dostępne, przy okazji zwiększa to ich wartość komercyjną.

Paul Heald, profesor na University of Illnois oraz Bournemouth University opublikował badanie, w którym przygląda się dostępności nowych utworów w komercyjnym obiegu. Brał pod uwagę kilka kategorii utworów (książki z podziałem na gatunki, muzykę), które zostały opublikowane na nowo, pozycje „zalegające na półkach” nie stanowiły przedmiotu badania. Oznacza to, że dane mówią przede wszystkim o wartości komercyjnej dzieł.

Przyglądając się książkom badacz zauważył, że:

  • W obiegu dostępnych jest trzy razy więcej książek z 1850 roku niż z 1950, chociaż w połowie wieku XIX wydawano sześć razy mniej książek niż sto lat później. Książki objęte prawem autorskim są dostępne osiemnaście razy mniej od tych w domenie publicznej.
  • Wydawcy rezygnują z wydawania książek po 5-10 latach od ich pierwszej edycji i nie są zainteresowani wznowieniami. Równocześnie prawo autorskie chroni pozycje przez kolejne kilkadziesiąt lat uniemożliwiając skuteczną eksploatację rynku – wartość komercyjna utworów utrzymuje się na bardzo niskim poziomie aż do momentu, w którym przejdą one do domeny publicznej. Po wygaśnięciu praw majątkowych dzieła na powrót uzyskują wartość komercyjną i wracają do obiegu.

W wypadku muzyki zauważono podobne trendy, ale badanie było utrudnione – tylko 14% utworów z lat 1890-1965 zostało zdigitalizowanych, co doprowadziłoby do wyraźnego przekłamania wyników badań, gdyby badać wyłącznie dostępność w sklepach internetowych. Zamiast tego zwrócono uwagę na wykorzystanie muzyki w filmach uznając, że w każdym wypadku o wartości dzieła zadecyduje reżyser, a format nagrania nie gra roli. Wnioski są następujące:

  • W wypadku muzyki trend jest podobny do tego obserwowanego na rynku książki, ale nie jest on zarysowany z podobną siłą. Aż 29% piosenek użytych w filmach ma ten sam rok publikacji co produkcja, w której się znajdują. Wynika to z faktu, że muzyka jest pisana specjalnie dla poszczególnych filmów. 22% utworów muzycznych użytych w filmach zostało wydanych do dziesięciu lat przed premierą, co tłumaczy fakt, że są one osadzone w czasach sobie współczesnych.
  • Różnice widać dzięki ustawom przedłużającym prawo autorskie z 56 do 75 lat. W filmach użyto trzy razy więcej muzyki mającej 60-80 lat, która znajdowała się w domenie publicznej (przed przedłużeniem trwania ochrony) niż muzyki mającej 60-80 lat objętej prawem autorskim (po przedłużeniu trwania ochrony).
  • Różnica pojawia się, kiedy przyjrzymy się filmom z listy top100 tj. tym, które najlepiej zarabiały. W ich wypadku udział utworów z domeny publicznej wzrasta ze średnio 8% do 25%. Taki wzrost jest zagadkowy – w końcu filmy o najwyższych dochodach na ogół dysponują największymi budżetami – zakup licencji nie jest dla nich problemem. Po zweryfikowaniu danych okazało się, że na taki wynik wpływa kombinacja trwania prawa autorskiego i daty wydania muzyki – reżyserowie preferują współczesne utwory, im krótsza ochrona, tym „bliżej” mogą szukać.

Pewnym rozwiązaniem problemu znikających dzieł jest istnienie nieformalnego obiegu treści, który zwiększa dostępność utworu i nadaje mu na powrót wartość komercyjną. Paul Heald zwraca uwagę na pozytywny wpływ mechanizmów stosowanych przez portal YouTube

  • Kiedy YouTube otrzyma informację o naruszeniu praw do jakiegoś utworu zamiast usuwać treść zadaje posiadaczowi pytanie, czy woli usunąć plik czy zarabiać na nim poprzez wyświetlanie reklam przy treściach, które zostały wrzucone na serwis w sposób nieautoryzowany.
  • Badanie dotyczące muzyki objętej prawem autorskim wydanej w Brazylii, Francji i Stanach Zjednoczonych przed 1960 rokiem pokazuje, że w 95% przypadków treści na YouTube zostały zamieszczone przez osoby nie posiadające do nich praw. Zdigitalizowały one więcej muzyki, niż posiadacze praw.
  • W USA 73% naruszających prawa filmów zostało zmonetyzowanych przez posiadaczy praw, 27% to tolerowane nielegalne uploady.
  • Najrzadziej monetyzowane są klipy z programów telewizyjnych. Jednym z wytłumaczeń może być fakt, że koszt skoordynowania działań posiadaczy praw do warstwy wizualnej i dźwiękowej mogą być wyższe od sum, które można zarobić na danym utworze.
  • Bardzo często amatorskie nagrania na YouTube są jedynymi istniejącymi kopiami danego dzieła. Telewizje nie nagrywały wszystkich programów na żywo i nie dysponują materiałami z nich, domowe nagrania są jedynymi śladami.
Komentarz

Badania pokazują, że jeden z głównych argumentów stojących za dalszym przedłużaniem ochrony praw majątkowych tj. twierdzenie, że bez kontroli posiadacza praw dane dzieło nie będzie efektywnie eksploatowane jest fałszywy. Kontrola jednego podmiotu nad utworem sprawia, że prawie natychmiast traci on wartość komercyjną i przestaje w ogóle być dostępny.

Mamy do czynienia z sytuacją, w której twórca i tak nie ma szans na wynagrodzenie – dopóki obowiązuje ochrona nikt nie jest zainteresowany publikacją. Dzieło zaczyna żyć i przynosić zyski dopiero w momencie, w którym nie ma to już żadnego znaczenia dla osoby, która je stworzyła – kilkadziesiąt lat po jej śmierci.

Patrząc na te dane należy zastanowić się, czy rozwiązaniem nie byłoby skrócenie czasu obowiązywania praw majątkowych? Gdyby prawa wygasały jeszcze za życia twórcy miałby on szansę na uzyskanie wykazanych w opisywanym badaniu korzyści. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której odbiera się innym możliwość wykorzystania dzieła i zarabiania na nim, ale tym samym pozbawia się siebie samego szansy na zarobek i dotarcie do odbiorców. Kultura i kreatywna praca to nie gra o sumie zerowej, a szansa na symbiozę. Niestety – obecne regulacje i mentalność ludzi dążących do zaostrzenia ochrony praw majątkowych próbują na siłę umieścić twórczość w świecie, w którym korzyść jednej osoby musi wiązać się ze stratą drugiej. I tracą wszyscy, a przede wszystkim – twórcy. Użytkownicy mogą po prostu znaleźć inne treści lub dotrzeć do nich w sposób nieautoryzowany.

źródło: How copyright makes books and music disappear

fot. Mark ZastrowCC BY-NC

wykresy pochodzą z cytowanego badania.