Zgodnie z popularną legendą powstanie kanapki wiąże się z Johnem Montagu, hrabią Sandwich, który żył w XVIII wieku. Prócz dowodzenia flotą Jego Królewskiej Mości oraz piastowania wysokich rządowych stanowisk brytyjski arystokrata nie stronił od jedzenia. W związku z natłokiem obowiązków nie miał czasu na godne swojej pozycji posiłki, dlatego pewnego dnia kazał przynieść sobie mięsa, które miało – ze względów higienicznych i dla wygody – zostać schowane pomiędzy dwoma kawałkami pieczywa. Pomysł został szybko zaadoptowany przez jego podwładnych i innych arystokratów, którzy zachwyceni nowym sposobem jedzenia włączyli do swoich diet pieczywo z dodatkami a la Sandwich.

Powyższa historia tylko pozornie nie ma nic wspólnego z prawem autorskim, w rzeczywistości jest doskonałą ilustracją procesów, które zachodzą w świecie, w którym nie ma represyjnego systemu pozornej ochrony twórczości. Jednym z głównych założeń, które stoją za bardzo silną ochroną każdego ludzkiego pomysłu przed innymi jest idea, że bez ochrony innowacja nie doszłaby do skutku, bo ludzie nie mieliby motywacji, żeby tworzyć coś nowego. Tymczasem są dziedziny życia, które wyraźnie pokazują, że wolność wymiany myśli, wolność inspirowania się innymi, poprawiania ich dzieł oraz zwykłego zżynania nie tylko nie zabija postępu, ale napędza go. Między pierwszym, legendarnym sandwiczem, a dzisiejszym wyborem setek, jeśli nie tysięcy rodzajów kanapek znajduje się historia zwykłych, nomen omen, zjadaczy chleba oraz kucharzy-innowatorów, którzy wymyślali nowe kompozycje, łączyli smaki i podglądali cudze kuchnie, żeby zaproponować światu coraz smaczniejsze dania. Wolność rozprzestrzeniania się sprawiła, że pomysł dotarł nad Łabę, a swoboda remiksu pozwoliła skorzystać z pieca i stworzyć hamburgera. Za nimi podążały inne gałęzie gospodarki. Powstały zakłady produkujące specjalne pieczywo, hodowano specjalne odmiany warzyw, a w miastach pojawiły się miejsca, które do tej pory były niespotykane – sklepy i restauracje, w których można było zaopatrzyć się w szybki posiłek w drodze do pracy albo zjeść coś w trakcie przerwy. Dzięki swobodnemu przepływowi pomysłu na pionowe ułożenie pospolitych składników ludzkiej diety pomiędzy dwoma kawałkami chleba oraz modyfikacjom, którym uległ na przestrzeni wieków mamy do czynienia z rynkiem spożywczym, jakiego świat nie widział. Wielcy szefowie elitarnych restauracji wymyślający coraz to nowe bukiety smakowe dla swoich klientów byli podglądani przez tych mniejszych, którzy serwowali nowe dania masom.

Zupełnie jak projektanci firmy Faviana, która specjalizuje się w kopiowaniu wieczorowych kreacji najdroższych marek świata.

Dziesięć minut po jakiejkolwiek transmisji wielkiej gali zespół projektantów Faviany już pracuje nad naszymi najnowszymi „inspirowanymi gwiazdami” strojami

To opis sposobu, w jaki pracuje firma. Dzięki takiemu zachowaniu styl Hollywood może trafić do Międzyzdrojów rozjaśniając lokalne gwiazdy i gwiazdeczki. Bez oczekiwania na zgodę autora, bez kosztów, które trzeba ponieść w wypadku dzieł chronionych prawem autorskim. Warto zauważyć, że ze świata mody nie słychać okrzyków, że zabija to nowe projekty – wręcz przeciwnie. Każdy rok przynosi tysiące nowych pokazów na całym świecie, sklepy odzieżowe nie nadążają z wymianami kolekcji. Dzięki zmianom na rynku pojawia się miejsce dla tysięcy młodych projektantów, którzy widzą sposób, w jaki można ulepszyć istniejące już pomysły. Wolność wymiany, wolność podglądania, a także wolność kopiowania powoduje ferment, który napędza zmiany. W przeciwieństwie do wojen patentowych, którymi próbuje się zatrzymać konkurencję projektanci mody na wyścigi wyrywają się do przodu, żeby znaleźć się w miejscach, o których jeszcze nie pomyślała konkurencja.

Okazuje się, że chęć obrony swojego pomysłu przez lata po jego upublicznieniu wcale nie musi stanowić najważniejszej motywacji do tworzenia czegoś nowego, a wyprzedzić innych można nie tylko rzucając im pod nogi kłody, ale po prostu biegnąc szybciej – zwłaszcza, że zbyt wiele kłód rzucanych przez zbyt wielu uczestników sprawia, że zamiast maratonu wszyscy muszą przebijać się przez las.

W popularnej bajce Wacky Races główny antagonista, Dick Dastardly, zawsze próbuje wygrać przeszkadzając pozostałym kierowcom, a przygotowanie każdej zastawionej przez niego pułapki wymaga dotarcia na miejsce przed resztą. Gdyby zamiast zatrzymywać się za każdym razem, żeby spowolnić innych po prostu parł do przodu prawdopodobnie wygrałby któryś z wyścigów zanim skończyła się seria.

fot. aut marnanel, na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa