Zakup Tumblra przez Yahoo! wpisuje się w tendencję przejmowania, niezależnych platform służących wymianie treści przez gigantów. Chociaż większe zainteresowanie budzi biznesowa strona transakcji, to warto zastanowić się, jaki będzie miała wpływ na kwestię praw do utworów.

W dużym skrócie można powiedzieć, że z punktu widzenia użytkownika nic się nie zmieni w najbliższej przyszłości. Yahoo! podkreśla, że zachowa autonomię Tumblra, nie zmieni jego szefa i w tytule notki prasowej obiecuje „nic nie spieprzyć”.

Jednak pomimo tego ma miejsce odpływ użytkowników na inne, niezależne serwisy – przede wszystkim WordPressa. Zmiana właściciela i strach przed działaniami wielkiej korporacji (a raczej: jeszcze większej) sprawiła, że ludzie zaczęli obawiać się utraty kontroli nad tworzonymi przez siebie treściami i z większą uwagą przyjrzeli się warunkom, na które zgodzili się zakładając konto. A udzielana serwisowi licencja jest bardzo szeroka i pozwalała m.in. na tworzenie dzieł zależnych i dalsze licencjonowanie podmiotom trzecim. Oznacza to, że w momencie podpisania umowy z Tumblrem Yahoo! efektywnie będzie mogło dowolnie dysponować każdym zamieszczonym przez użytkownika utworem.

Chociaż nie powinno to wpłynąć bezpośrednio na osoby korzystające z sieci (w końcu od lat udzielają dziesiątkom serwisów bardzo szerokich licencji), to pokazuje jak złudna może być kontrola nad treścią w internecie – firmy mogą dowolnie łączyć się, dzielić i sprzedawać prawa do cudzej twórczości, a przez to kontrolować, w jaki sposób zostanie ona użyta. Jedyną gwarancją, że zaufanie korzystających z usługi nie zostanie nadużyte są deklaracje kierownictwa, a to może się zmienić wraz z kolejną zmianą właściciela.

Niestety – użytkownicy nie są świadomi tego, na co pozwalają innym w stosunku do własnych treści, sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, kiedy weźmiemy pod uwagę treści zamieszczone bez zgody ich autora przez osoby trzecie. Centralizacja praw i licencji rodzi problemy związane z prywatnością i daje ogromną władzę dostawcom internetowych usług oraz ogranicza prawa użytkowników.

Kontrowersje związane z przejęciem są dobrym momentem, aby zastanowić się nad własnymi przyzwyczajeniami i działaniami w sieci, pomocny może okazać się serwis Terms of Service: TL;DR, który w przystępny sposób opisuje podstawowe warunki licencyjne popularnych serwisów.

fot. ekran logowania, (c) Tumblr