4552901422_d5401b4b9e_b

Reforma prawa autorskiego to nie szukanie równowagi pomiędzy twórcami (do której to grupy zalicza się producentów, wydawców, dystrybutorów i pośredników), a firmami reprezentującymi nowe technologie. Prawo autorskie ma służyć przede wszystkim społeczeństwu niezależnie od indywidualnego interesu którejkolwiek ze stron.

To uwagi Mike’a Masnicka z portalu techdirt – przyglądając się dyskusji na temat reformy zapoczątkowanej przez Marię Pallante, dyrektor Copyright Office w Kongresie USA zauważył, że dyskusja toczy się na poziomie, który nie dotyka sedna problemu. Wielu Kongresmenów oraz lobbbystów przedstawia sytuację, w której wynikiem rozmów ma być jakaś forma kompromisu pomiędzy firmami technologicznymi, a posiadaczami praw. Oznaczałoby to, że zysk jednej ze stron musiałby wiązać się ze stratą drugiej. Nie jest to prawda, bo rozwój technologiczny i społeczny oraz reforma to nie gra o sumie zerowej, a technologia nie jest „anty-twórcza”.

Jest zupełnie na odwrót. Masnick przypomina, że już cztery lata po słynnym wystąpieniu Jacka Valenti – prezesa MPAA, który groził, że kasety wideo i magnetowidy będą dla przemysłu filmowego tym, czym dusiciel z Bostonu dla samotnej kobiety – okazało się, że sprzedaż filmów na nowym nośniku przebiła zyski z kinowych kas. Nie jest to wyjątek, a każdy postęp technologiczny wiązał się z większymi szansami dla twórców. Dlatego dyskusja nie powinna skupiać się dookoła tego, jak znaleźć złoty środek pomiędzy interesami różnych podmiotów, a raczej powinna się koncentrować na tym, w jaki sposób stworzyć takie warunki, w których zwiększa się szanse, że wygrają wszyscy.

To uwagi, które warto mieć na uwadze dyskutując o reformie prawa autorskiego w Polsce – postęp technologiczny nie jest w swojej naturze „anty” wobec prawa autorskiego, jest wobec niego neutralny. Może on natomiast zaburzać istniejące już modele biznesowe, które oparte są o inne zasady działania i poprzednie generacje technologii. Ważne jest, aby nie mylić tych dwóch kategorii – jeśli przyjmiemy, że prawo autorskie i ochrona twórców są tożsame z modelami biznesowymi opartymi o fizyczne kopie, a technologie cyfrowe muszą wprowadzić chaos i odebrać twórcom ich prawa, to stawiamy się w sytuacji, w której niemożliwe będzie wykorzystanie możliwości, które daje rozwój oparty o nowoczesne modele biznesowe. Nie oznacza to jednak, że ów postęp da się cofnąć – po prostu będzie on funkcjonował w szarej strefie, poza prawem, nie pozwalając twórcom czerpać z niego korzyści.

źródło: techdirt

fot. Alan Foster, CC BY-NC-ND