Pierwszego października w Warszawie miała miejsce konferencja CopyCamp, na której kilkudziesięciu prelegentów i prelegentek prezentowało wystąpienia z pogranicza prawa autorskiego, ekonomii i innych nieskończenie ciekawych dziedzin. Czas na relację!

Niestety – nie zostaną w niej zawarte wrażenia ze wszystkich prezentacji, wydarzenie miało miejsce na dwóch salach na raz, a uczestnictwo w konferencji przez internet sprawiło, że po drodze pojawiały się również problemy natury technicznej. Ślady relacji na żywo można prześledzić na fanpejdżu.

Twórca chroniony-twórca aktywny

Nie załapałem się na wystąpienie prof. Ebena Moglena, zacząłem CopyCamp od wystąpienia Krzysztofa Lewandowskiego z ZAiKS. Próbował on argumentować, że ruch otwartych i wolnych licencji, który wyrósł ze świata komputerów nie może mieć zastosowania w świecie kultury, ponieważ inne są reguły gry – programiści walczyli z wielkimi korporacjami, które chcą zawłaszczyć pewne rozwiązania, a sytuacja ta nie ma miejsca w działalności artystycznej. Zaraz potem powiedział, że autor powinien posiadać niezbywalne i niezrzekalne prawo do wynagrodzenia, które nie ma być oceniane na podstawie rzeczywistych wyników finansowych, a dzięki wskaźnikom zapotrzebowania na treści i korzystania z nich. W rzeczywistości oznacza to rozszerzenie znaczenia organizacji zbiorowego zarządzania kosztem wolności autora – w końcu może on nie chcieć podbierać opłat, ale prawo będzie niezrzekalne i niezbywalne, więc ktoś (na wszelki wypadek!) powinien te pieniądze zbierać. Najlepiej na podstawie własnych wskaźników i wyliczeń. Jeśli Krzysztof Lewandowski uważa, że w świecie kultury nie ma konfliktu na linii krwiożercze korporacje-twórcy, to właśnie wymyślił świetny sposób, żeby go rozpocząć.

Z zupełnie innej perspektywy problem przedstawiała Paula Bialski z Paula i Karol. Zamiast opowiadać o tym jak chronić i kontrolować obieg treści, opowiedziała, jak zdobyć popularność, zarobić i zorganizować życie twórcze. Na własnym przykładzie pokazała, w jaki sposób fani poświęcają mnóstwo czasu, pieniędzy i pracy tylko po to, żeby promować swoich ulubionych wykonawców. Przy okazji opowiedziała, w jaki sposób można ograniczyć rolę pośredników – koncerty jej zespołu organizowane są przez fanów, którzy proponują miejsca, organizują nagłośnienie, promocję czy sprzedaż biletów nie dlatego, że liczą na jakąkolwiek rekompensatę, a dlatego, że chcieliby posłuchać na żywo dobrej muzyki. A że czasami na tym zarobią? To ok, podała przykład Zielony Bus Band, kapeli która jeździła po Europie i grała na ulicach, również covery piosenek Pauli i Karola. Czy ich działalność w jakikolwiek sposób szkodziła wykonawcom? Mogła najwyżej zachęcić mieszkańców do zorganizowania koncertu na własną rękę.

Zestawienie tych dwóch wystąpień powinno dać do myślenia – z jednej strony organizacja, która mówi o niezbywalnym prawie do wynagrodzenia, a z drugiej przedsiębiorczy młodzi artyści robiący karierę w oparciu o nowe możliwości, a nie stare prawo.

Dlaczego i jak kopiujemy?

Natalia Mileszyk z INPRIS zwróciła uwagę na ważne zagadnienie, jakim jest zwiększanie się roli praw człowieka w orzecznictwie dotyczącym dzielenia się kulturą i wiedzą. W ostatnich latach można zaobserwować, że sądy, a zwłaszcza Trybunał w Strasburgu, coraz większą wagę kładą na fakt, że aktywne uczestnictwo w kulturze jest podstawą życia społecznego i wolności wypowiedzi, Mileszyk wyraziła nadzieję, że kierunek ten będzie kontynuowany i w dyskusji o monopolach intelektualnych istnieć będzie nie tylko optyka ekonomiczna, ale również ta związana z prawami człowieka, prywatnością czy uczestnictwem w życiu społecznym.

Sebastian Kawczyński z plagiat.pl na koniec swojej wypowiedzi stwierdził, że wprowadzenie e-podręcznika doprowadzi do zwiększenia się ilości patologii związanych z plagiatami. Nie bardzo rozumiem ten tok rozumowania – w końcu firma zajmująca się walką z plagiatem powinna rozumieć, że to właśnie dostępność treści do porównania stanowi najlepszy sposób na wykrywanie naruszeń. Łatwo jest splagiatować książkę, do której nikt nie ma dostępu, a trudno – tę zamieszczoną w sieci. Z drugiej strony w swojej wypowiedzi podkreślał, że twórcze korzystanie z cudzych materiałów, aby stworzyć coś nowego jest podstawą życia naukowego. Z tą opinią ciężko się nie zgodzić i właśnie dlatego warto podkreślić, że e-podręcznik będzie świetnym narzędziem, aby młodzi ludzie nauczyli się kreatywnego ponownego użycia, poprzez modyfikowanie i dostosowywanie nowoczesnych materiałów dydaktycznych.

Anna Gruhn z WNSUW wskazała na bardzo ciekawe zagadnienie z zakresu technicznych zabezpieczeń dostępu do treści – DRM stanowi nie tylko udrękę użytkowników, na co na ogół zwraca się uwagę w dyskusjach, to również mechanizm monopolizacji rynku, który może być szkodliwy dla samych wydawców i wytwórni. Wskazała na przykład iTunesa, który sprzedawał muzykę z zabezpieczeniami, aż wydawcy nie zauważyli, że ogranicza to ich rynek i możliwość dotarcia do użytkowników – ten typ zabezpieczeń de facto skazywał ich oraz ich odbiorców na korzystanie tylko z jednego sklepu internetowego.

Ben Zevenbergen, doktorant na Oxford Internet Institute zarysował ilość skomplikowanych powiązań, umów i konwencji, które obejmują kwestię ochrony monopoli intelektualnych i podsumował to stwierdzeniem, że już nawet politycy zauważają, że system jest po prostu szalony. Wynika to m.in. z tego, że prawo autorskie reguluje pewien liniowy system, w którym na jednym końcu był autor, na drugim odbiorca, a pomiędzy nimi dobrze zorganizowany system pośredników. W internecie tak proste zależności po prostu nie istnieją, ale dalej próbuje się je regulować prawem idealnie skrojonym na przeszłość.

I na koniec – jak żyć?

Michał Krawczyk z Universiteit van Amsterdam pokazał wyniki badań dotyczące tego, dlaczego ściąganie z sieci i kradzież nie są postrzegane przez użytkowników jako czyny o tej samej wadze. Wskazał on, że najważniejszy jest aspekt fizyczności przedmiotu i braku fizycznej formy treści w sieci. W związku z tym zasugerował, aby kampanie antypirackie opierały się przede wszystkim na uświadamianiu użytkownikom, że ta różnica jest wyłącznie estetyczna, a nie faktyczna. Nie brzmi to jak dobra rada, w końcu właśnie ten wątek jest podstawą przekazu od lat ’80 i doświadczenie pokazuje, że jest on bardzo, bardzo nieskuteczny. Wyniki badań zapowiadają się jednak bardzo obiecująco, zwłaszcza, że wydają się zadawać kłam twierdzeniu, że motywacją do uczestniczenia w nieformalnym obiegu treści jest brak legalnej oferty.

Osoby, które słuchały wypowiedzi Konrada Gliścińskiego z WPiA UJ nie powinny być zdziwione, że ludzie inaczej postrzegają kopiowanie, a inaczej kradzież. Respondenci z badania Krawczyka słusznie zdiagnozowali różnicę pomiędzy tymi dwoma zachowaniami, ponieważ własność rzeczy jest czymś fundamentalnie innym od monopolu na wykorzystanie treści. Gliściński podkreślał, że dobra prywatne i dobra publiczne to zupełnie osobne kategorie, np. zbudowanie latarni, która dawałaby światło tylko płacącym statkom jest pomysłem absurdalnym i nierealnym. Jest to sytuacja w pewnym stopniu analogiczna do obiegu informacji i należy zrozumieć,  że nie zawsze da się zastosować model wyłączności, jako jedyny sposób wynagradzania twórców.

Świetną puentą do tych wypowiedzi była prezentacja Michała Danielewicza, którą uważam za jedno z najlepszych wystąpień (spośród kilkunastu obejrzanych) konferencji. Cytował on wyniki badań, które pokazują, że normy społeczne i etyczne oraz pewne wyobrażenia o świecie nie odpowiadają praktyce i nowej rzeczywistości. Chociaż większość respondentów traktuje własność intelektualną tak samo jak własność przedmiotów, to aż 91% z nich uważa, że ważne jest, aby można było dzielić się filmami czy muzyką. Nie jest to, jak mówił Danielewicz, przejaw hipokryzji, to raczej symptom zagubienia w zmieniającym się świecie i anomii, stanu niepewności prawnej obiegu treści. Zacytował słowa Durkheima, który opisywał podobne zjawiska, kiedy na przełomie XIX i XX wieku społeczeństwo tradycyjne stawało się społeczeństwem przemysłowym i chociaż żyło w nowej rzeczywistości, to dalej wyznawało wartości znane z przeszłości. Obecnie widzimy podobne zjawisko – chociaż stosujemy się do zasad świata cyfrowego, sieciowego, to dalej naszymi wzorcami są te wypracowane w epoce przemysłowej.