Prawo Kultury szybko zareagowało na jeszcze szybciej usuniętą publikację think-tanku konserwatywnego skrzydła amerykańskiej Partii Republikańskiej – Republican Study Committe – w której autorzy bezwzględnie rozprawiają się z mitami, które narosły dookoła zagadnienia prawa autorskiego.

Na cel wzięto trzy bardzo powszechne przyjmowane twierdzenia, a następnie wytłumaczono w jaki sposób kłócą się z faktami. Wiele z poruszonych wątków jest regularnie podnoszonych przez środowiska walczące o głęboką reformę opresyjnych i kontrproduktywnych przepisów. Do tej pory przypominanie, że monopole intelektualne mają służyć interesowi publicznemu, a nie indywidualnym artystom i posiadaczom praw autorskich było domeną aktywistów, osób nazywanych przez przemysł radykałami i bolszewikami (również autor tekstu chciałby pochwalić się, że usłyszał ten zarzut niejednokrotnie – podczas publicznych debat, kuluarowych rozmów oraz z drugiej, trzeciej i czwartej ręki – w plotkach). Okazuje się, że podobne zdanie ma ponad stu konserwatywnych i libertariańskich zasiadających w Izbie Reprezentantów członków Partii Republikańskiej.

1. Twórcy należeć się będzie 12-letni okres ochrony praw autorskich, jeśli zarejestruje swoje dzieło i zgłosi chęć chronienia tworzonych przez siebie treści.

2. Ochronę każdego dzieła będzie można przedłużyć o kolejne 12 lat, ale będzie wiązać się to z opłatą wynoszącą 1% zysków ze sprzedaży dzieła przez ostatnie 12 lat.

3. Kolejne 6 lat ochrony będzie można uzyskać w zamian za uiszczenie opłaty w wysokości 3% wszystkich zysków z ostatnich 12 lat.

4. Dalsze 6 lat będzie kosztować 5% zysków z poprzedniego okresu ochronnego.

5. A całość będzie można zwieńczyć kolejnym 10-letnim okresem ochronnym, o ile zapłaci się 10% WSZYSTKICH dochodów z całego okresu ochrony.

Sumując – twórca będzie mógł skorzystać z maksymalnie 46 lat monopolu intelektualnego, ale – w imię interesu publicznego – tylko pierwsze 12 lat będzie należało mu się za darmo. Za ograniczenie dostępu do informacji przez kolejne 34 lata będzie musiał dzielić się zyskami.

Monopole intelektualne nie powstały, aby zapewnić twórcom dochód.

Pierwszym mitem, za który zabrał się republikański think-tank jest przeświadczenie, że prawo autorskie powstało, aby zapewnić twórcom możliwość zarobku. Tymczasem członkowie komitetu przypominają, że amerykańska ustawa zasadnicza, która jest źródłem dzisiejszych regulacji nie wspomina o tym ani jednym słowem, wręcz przeciwnie – na pierwszym planie stawia rozwój sztuki i nauki, który może być wspierany poprzez czasowe nadawanie monopoli intelektualnych.

Autorzy publikacji bardzo mocno naciskają na konstytucyjny zapis o ograniczeniu czasowym, ponieważ mają poczucie, że pierwotny konstytucyjny kształt monopoli – czternaście lat z możliwością przedłużenia o kolejne czternaście, jeśli autor będzie żył po upłynięciu pierwszego okresu ochrony – jest zagrożony. Obecny system, który gwarantuje monopol przez 70 lat po śmierci oraz dyskusje, które toczą się dookoła pomysłu przedłużenia ochrony w oczach RSC zagrażają zapisom amerykańskiej konstytucji, ponieważ sugerują de facto zniesienie ograniczenia czasowego.

Prawo autorskie to nie wolnorynkowy kapitalizm w działaniu

Republikanie chcą rozprawić się z mitem, że prawo autorskie jest elementem wolnego rynku stosowanego wobec obiegu treści.  Podkreślają, że stanowi ono zaprzeczenie każdej z fundamentalnych zasad leseferyzmu – stanowią automatyczny, gwarantowany i utrzymywany przez rząd monopol. Do tego zasady oceny szkód są skrajnie nieproporcjonalne – na tapetę trafia sprawa serwisu Limewire, który w pierwotnej formie został pozwany o zrekompensowanie szkód sięgających 75 trylionów dolarów. W publikacji podkreśla się, że jest to więcej, niż przemysł fonograficzny zarobił odkąd powstał. Ale warto zaznaczyć, że to nie wszystko – w 2011 roku PKB Ziemi wyniósł 70 trylionów (na marginesie można dodać, że ostatecznie sprawa skończyła się na kwocie 105 milionów, z której artyści nie dostali ani centa, a wszystko przejęła RIAA). Autorzy publikacji podkreślają, że wyliczenia szkód wobec dóbr niematerialnych są zupełnie oderwane od rzeczywistości i w sposób niezrozumiały przekraczają jakiekolwiek kary, jakie mogą zostać zasądzone nawet wobec naruszenia czyjejś fizycznej własności.

Obecny system ochrony prawa autorskiego nie prowadzi do szybkiego rozwoju i innowacji

Przy zagadnieniu innowacji autorzy znowu przywołują pierwszą konstytucję USA oraz powołują się na Ojców Założycieli. Chociaż rozumieją, że waga nauki i innowacji w obecnym społeczeństwie jest o wiele większa niż pod koniec XVIII wieku, to autorzy konstytucji zdawali sobie sprawę z potrzeby ochrony monopoli intelektualnych – walka Wielkiej Brytanii o szanowanie jej dóbr niematerialnych zarówno w polemice jak i metodach działania była bardzo podobna do dzisiejszego zachowania USA. Członkowie RSC zwracają uwagę na fakt, że trzymanie publikacji naukowych w zamknięciu lata po tym, jak stracą one jakiekolwiek potencjał zarobkowy (a uznają, że 14 lat jest wystarczającym okresem) jest kontrproduktywne i nie służy rozwojowi – wręcz przeciwnie, może go tłumić! Ponadto obawiają się zjawiska pogoni za rentą, które stanowi podstawę działania systemu prawa autorskiego o długim okresie obowiązywania monopolu i jest jednym z największych zagrożeń dla innowacji i rozwoju.

Prawo autorskie sprawia, że USA nie będą w stanie dogonić świata w awangardowych gałęziach kultury

W dalszej części raportu członkowie Izby Reprezentantów zwracają uwagę na inne zagrożenia, które niesie ze sobą obecnie obowiązujący reżim prawny. Jako ekonomiczni liberałowie uważają, że istniejące regulacje stanowią formę finansowanego przez państwo systemu socjalnego dla korporacji, który grozi rozwojowi oraz interesom konsumenta. System sięga tak daleko w codzienne funkcjonowanie gospodarki, że nawet nie podejmują się oceny tego, jakie szanse na rozwój zostały zmarnowane – po prostu nie są w stanie ocenić co nie zostało stworzone na skutek miażdżenia nowych inicjatyw przez stary system.

Ale wskazują na kilka obszarów, które rozwijają się, ale na skutek ograniczeń robią to z ogromnym trudem.

W kwestii kultury dostrzegają fakt, że Stany Zjednoczone nie posiadają rozwiniętego rynku didżejów i innych tworzących wartość dodaną remiksując twórczość innych osób. Wskazują na Turcję jako rynek, gdzie kultura didżejska jest żywa, a popularność zyskuje się wyłącznie dzięki własnemu talentowi (i można swobodnie spełnić amerykański sen – od muzycznego pucybuta do milionera). Autorzy publikacji wymieniają problemy, które napotyka amerykański młody twórca – koszty nabycia praw do skorzystania z drobnego fragmentu utworu sięgają kilkuset tysięcy dolarów, co uniemożliwia najbardziej kreatywnym jednostkom sięgnięcie po sławę i pieniądze, które mogliby zarobić na wolnym rynku. Oczywiście – ludzie nadal tworzą, ale robią to w sposób nieautoryzowany, wszystko kręci się na czarnym rynku, a gospodarka oraz społeczeństwo nie są w stanie zyskać na działalności kreatywnych jednostek (tutaj warto dodać, że jednostki te są często karane za swoje działania – również więzieniem). Republikańscy reprezentanci podkreślają również, że utwory didżejów wcale nie muszą zagrażać tradycyjnym piosenkarzom – wręcz przeciwnie. Remiksy często pozwalają zwiększyć popularność i przychody autorów oryginałów.

Nauka cierpi przez długi okres obowiązywania praw autorskich. RSC rozumie, że podstawowym celem naukowców jest bycie cytowanym, stanowi to podstawę oceny ich intelektualnego dorobku oraz rozwoju nauki w ogóle. Wiedza musi krążyć, co uniemożliwia okres ochrony, który może sięgnąć ponad stu lat. Jaką wartość naukową dla współczesnego badacza mają prace napisane w latach 20? Komitet nie widzi przesłanek, dla których powinno się trzymać wiedzę naukową w zamkniętej szufladzie przez tak długi okres. Podkreśla, że nie ma żadnego powodu, dla którego powinniśmy wprowadzać sztuczne ograniczenia dla wiedzy, przecież już niedługo dysk twardy przeciętnego domowego komputera będzie w stanie przechować wszystkie książki, jakie zostały kiedykolwiek napisane, czemu nie zapewnić obywatelom faktycznego dostępu do dorobku cywilizacji? Czy powinniśmy ograniczać te możliwości regulacjami prawnymi? Reprezentanci uważają, że nie – są pewne wartości nadrzędne i są nimi właśnie rozwój i edukacja.

RSC chciałby również zadbać o interes tych, którzy lubią dzielić się z innymi. Widzi korzyści dla gospodarki i kultury, które mogą płynąć z zaangażowania w akcje crowdsourcingowe i fanowskie. Autorzy chcieliby, żeby każdy mógł ulepszyć treści mające już kilkadziesiąt lat. No, bo kto z nas nie ma podobnych marzeń? Obejrzeć „Gwiezdne Wojny” razem ze stworzonym przez zagorzałych fanów komentarzem i analizą? Gratka dla każdego.

Autorzy raportu zwracają również uwagę na poważne zagrożenia dla wolności słowa, które niesie ze sobą prawo autorskie. Zadaniem dziennikarzy jest tropienie nieprawidłowości i ukazywanie ich opinii publicznej. Ale co jeśli ktoś będzie próbował uniemożliwić to korzystając z narzędzi, jakie daje mu prawo autorskie? Prawie każde dzieło ludzkich rąk objęte jest ochroną – oznacza to, że próba opublikowania raportu zawierającego krytycznie ważne dla społeczeństwa informacje może zostać storpedowana przez tych, którzy nie chcą, aby dane ujrzały światło dzienne. Prawo autorskie może służyć do kryminalizowania legalnego i potrzebnego demokracji dziennikarstwa.

Jak zreformować system?

Autorzy publikacji podają kilka palących kwestii wymagających zmiany i proponują rozwiązania. Na pierwszy ogień poszły ustawowe kwoty, których można domagać się w postępowaniu zamiast konieczności udowodnienia rzeczywistych straty. RSC postuluje takie zreformowanie prawa, aby muzyka zebrana na jednym iPodzie nie upoważniała do żądania miliardów dolarów za „poniesione straty” od zwykłego użytkownika. Chociaż można domagać się do 150 000 dolarów za jedno naruszenie, to większość osób godzi się na porozumienia nie przekraczające trzech tysięcy dolarów za całość sprawy. Prawo autorskie nie może być systemem, który skłania potencjalnie niewinnych, przestraszonych użytkowników do płacenia ugód kancelariom i wydawcom. Odszkodowania miały służyć naprawieniu szkód posiadacza praw, a nie stanowić karę dla naruszającego, jak ma to miejsce obecnie. Postulowaną zmianą jest również rozszerzenie zakresu dozwolonego użytku oraz karanie za bezpodstawne zgłoszenia naruszenia praw autorskich.

Najciekawszą zmianą jest jednak to, w jaki sposób ma wyglądać system i okres ochrony praw autorskich. Składa się na niego kilka kroków:

1. Twórcy należeć się będzie 12-letni okres ochrony praw autorskich, jeśli zarejestruje swoje dzieło i zgłosi chęć chronienia tworzonych przez siebie treści.

2. Ochronę każdego dzieła będzie można przedłużyć o kolejne 12 lat, ale będzie wiązać się to z opłatą wynoszącą 1% zysków ze sprzedaży dzieła przez ostatnie 12 lat.

3. Kolejne 6 lat ochrony będzie można uzyskać w zamian za uiszczenie opłaty w wysokości 3% wszystkich zysków z ostatnich 12 lat.

4. Dalsze 6 lat będzie kosztować 5% zysków z poprzedniego okresu ochronnego.

5. A całość będzie można zwieńczyć kolejnym 10-letnim okresem ochronnym, o ile zapłaci się 10% WSZYSTKICH dochodów z całego okresu ochrony.

Sumując – twórca będzie mógł skorzystać z maksymalnie 46 lat monopolu intelektualnego, ale – w imię interesu publicznego – tylko pierwsze 12 lat będzie należało mu się za darmo. Za ograniczenie dostępu do informacji przez kolejne 34 lata będzie musiał dzielić się zyskami.

Komentarz

Jesteśmy pod wielkim wrażeniem dalekowzroczności autorów publikacji oraz zakresu słusznych zmian. Pozostaje tylko pytanie – na ile odpowiada on poglądom republikańskiego think-tanku? Niestety – po 24 godzinach został zdjęty z ich strony internetowej. Na szczęście w internecie nic nie ginie.

fot. 1 DonkeyHotey, CC BY

fot. 2 Jason A. Samfield, CC BY-NC-SA

https://conasuwiera.centrumcyfrowe.pl/wp-content/uploads/2012/11/rsc_policy_brief_-_three_myths_about_copyright_law_and_where_to_start_to_fix_it_-_november_16_2012.pdf