Największe nazwiska amerykańskiej muzyki zgarniają prawie wszystkie dochody z koncertów, 5% artystów kontroluje 85% rynku występów na żywo, to wnioski z pracy Alana Kruegera, który opisywał dysproporcje w zarobkach twórców, aby pokazać, w jaki sposób działają szersze procesy społeczne. To tzw. Rockekonomia.

Dyskutując o nowych modelach finansowania  często zwraca się uwagę na przeniesienie wartości ze sprzedaży treści na występy na żywo i inne formy komunikacji z odbiorcami. Wynika to z wielu czynników, jedną z przesłanek jest fakt, że rynek występów na żywo rośnie znacznie szybciej od sprzedaży muzyki, innym może być fakt, że niszowi artyści polegają na dochodach z koncertów w większym stopniu od gwiazd.

I chociaż powyższe dane na pewno są prawdziwe, to kiedy przyjrzymy się strukturze rynku koncertów okaże się, że jest on zdominowany przez najbardziej popularne nazwiska i sytuacja ta nie zmieniła się od 10 lat. Alan Krueger przyjrzał się amerykańskiej scenie występów na żywo po raz pierwszy w 2003 roku, obecnie powtórzył badania.

Wykres z badania Alana Kruegera

Okazuje się, że zarówno 10 lat temu, jak i teraz 56% wszystkich zysków z występów na żywo trafia do 1% najpopularniejszych muzyków (w 1982 było to tylko 26%). Dla 95% mniej popularnych twórców zostaje do podzielenia trochę ponad 15%

Wraz z umocnieniem się dominacji wielkich nazwisk rosły ceny biletów – od 1980 roku zanotowano pięciokrotne zwiększenie się ich kosztów (ceny pozostałych artykułów wzrosły dwa i pół raza).

Badacz podkreśla, że dane te mogą przedstawiać niepełny obraz rzeczywistości. Wszelkie informacje pochodzą ze statystyk firmy Pollstar, która nie zbiera pełnych informacji o wydarzeniach w klubach poniżej 2000 miejsc, co powoduje, że w rzeczywistości może istnieć pewne przesunięcie w stronę mniej znanych wykonawców. Problemem są również festiwale, które nie podają wiarygodnych danych. Badanie bierze pod uwagę tylko muzykę rockową i pomija np. klubową czy klasyczną.

Okazuje się, że koncerty są ostatnim dobrze trzymającym się bastionem dysproporcji w zarobkach muzyków. O ile dominacja nazwisk promowanych przez wielkie wytwórnie została złamana (albo przynajmniej ograniczona) przez nowe metody dystrybucji w internecie, to dalej ciężko jest przebić się w rzeczywistości koncertowej.

Taką sytuację potęgują te same mechanizmy, które pozwalają niszowym artystom na wybicie się – globalny zasięg twórczości sprawia, że na całym świecie można zapoznać się z twórczością Madonny (która dominuje na rynku koncertów), a kiedy w pobliżu będzie odbywał się jej koncert, to zdobędzie on priorytet nad występem lokalnego artysty. Przy okazji wysoka cena biletu pierwszego koncertu sprawi, że odbiorca nie będzie dysponował środkami na zakup kolejnych, nawet tańszych, wejściówek.

Należy pamiętać, że dane dotyczą rynku amerykańskiego, na którym znaczenie wielkich wytwórni oraz wielkich nazwisk jest większe, niż na rynku europejskim czy w Polsce.

fot. Martin Fisch, CC BY-SA

źródło: Wystąpienie Alana Kruegera, komentarz Wired