Federalny sąd w USA uznał, że doktryna pierwszej sprzedaży nie dotyczy dóbr cyfrowych a sprzedaż „używanych” plików .mp3 jest naruszeniem prawa autorskiego. W sprawie wytoczonej serwisowi ReDigi, który zajmował się pośredniczeniem pomiędzy użytkownikami chcącymi sprzedawać i kupować pliki „z drugiej ręki” zapadł wyrok, który może oznaczać zablokowanie możliwości dysponowania kupionymi przez siebie plikami w USA.

Sąd uznał, że w wypadku drugiego obiegu dóbr o charakterze cyfrowym nie można mówić o zastosowaniu doktryny „pierwszej sprzedaży”, ponieważ nie mamy do czynienia z fizycznym egzemplarzem utworu – obrót „używanym” plikiem zakłada wielokrotne kopiowanie i usuwanie. Sąd nie widziałby problemu, gdyby plik odsprzedawano razem z nośnikiem – odtwarzaczem mp3 czy dyskiem twardym.

Wyrok nie jest niczym niespodziewanym, a ReDigi może apelować w wyższych instancjach, ale warto zastanowić się nad konsekwencjami decyzji sądu. Kilka tygodni temu zakończyła się ważna sprawa, która mogła zadecydować o tym, czy Amerykanie mają prawo dysponować posiadanymi przez siebie przedmiotami, jeśli przedmioty te zawierają treści objęte prawem autorskim (w skrócie: czy mogą sprzedać swoją pralkę, jeśli posiada ona program nadzorujący jej pracę). Obecnie mamy do czynienia z problemem znacznie głębszym – czy można zabronić użytkownikowi korzystania z dóbr, które legalnie zakupił w formie cyfrowej? Usługi sprzedaży plików muzycznych, filmowych czy ebooków coraz mocniej konkurują z tradycyjnym modelem i zaczynają go wypierać na wielu polach. Sprawa ReDigi pokazuje, że może odbywać się to kosztem praw użytkownika oraz możliwości decydowania o własności.

Prawo nie powinno być tworzone w sądach

Przy okazji warto również zwrócić uwagę na sposób, w jaki stanowi się prawo – dzieje się to poprzez precedensowe decyzje sądów, a nie dzięki jasnym i łatwym do stosowania przepisom. Chociaż najwyższe instancje bardzo często podejmują korzystne dla społeczeństwa decyzje biorąc pod uwagę dobro publiczne, to i tak jest to zjawisko negatywne, ponieważ przenosi ciężar stanowienia prawa ze społeczeństwa i jego przedstawicieli na wymiar sprawiedliwości. Widać to zwłaszcza na przykładzie USA, gdzie stosuje się precedensy. Prawo autorskie musi zostać zreformowane dzięki poprawnie przeprowadzonemu procesowi legislacyjnemu, a nie poprzez kolejne interpretacje sądów – inaczej grozi nam załamanie systemu trójpodziału władzy – niereformowane prawo będzie coraz bardziej odbiegało od rzeczywistości, a kolejne sądy będą naciągały jego interpretacje tak, żeby nie doprowadziło ono do paraliżu społeczeństwa. Z innej strony – w jaki sposób obywatele mają przestrzegać przepisów, skoro będą one zależały coraz bardziej od decyzji sędziego?

źródło: eff

fot. nrkbeta, CC BY-SA