Jak donosi serwis ZDNet Apple opatentowało technologię pozwalającą na zdalne wyłączenie funkcji nagrywania materiału audio i wideo w urządzeniach bezprzewodowych (w tym telefonach i w tabletach). Chociaż w wytłumaczeniu firmy z Cupertino czytamy, że ma służyć w salach kinowych i na koncertach, aby chronić prawa autorskie filmowców i muzyków, to technologia pozwala na „obezwładnienie” urządzenia np. podczas demonstracji.

Ostatnie miesiące i lata pokazały, jak ważnym elementem kontroli władzy jest tzw. dziennikarstwo obywatelskie – filmy z protestów, czy demonstracji błyskawicznie obiegały świat wyciągając na światło dzienne np. przypadki łamania praw człowieka.

Należy zadać sobie pytanie – jak daleko można posunąć się z prawem chroniącym monopole intelektualne i z technicznymi środkami wymuszającymi ich respektowanie? Czy powinniśmy godzić się na ingerencję w wolności obywatelskie i prawa człowieka w imię posiadaczy praw autorskich? A może należy podejść do problemu od innej strony i zastanowić się, czy własność intelektualna nie służy wyłącznie za pretekst do ograniczania swobód.

Prawo do informacji zostało uznane przez ONZ za jedno z Praw Człowieka. W 2011 specjalny raport ONZ rekomendował wprowadzenie prawa do dostępu do sieci oraz prawa do swobody wypowiedzi w internecie do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka