Jednym z głównych argumentów za zwiększaniem ochrony monopoli intelektualnych jest przekonanie, że pozwalają one na tworzenie i utrzymywanie miejsc pracy. Dokumentem, na który często powołują się zwolennicy rozszerzania ochrony monopoli intelektualnych jest raport United States Patent and Trademark Office z 2012 roku, w którym można znaleźć informacje, że gałęzie gospodarki „intensywnie opierające się o ochronę własności intelektualnej” odpowiedzialne są za więcej niż jedną trzecią amerykańskiego PKB w roku 2010. Wynik rzeczywiście robi wrażenie i nie dziwi fakt, że organizacje reprezentujące posiadaczy praw powołują się na niego przy każdej okazji.

Warto jednak zwrócić uwagę na metodologię badania. W tabeli prezentującej ilość miejsc pracy utworzonych dzięki własności intelektualnej znajdziemy m.in. 2,5 miliona osób zatrudnionych w sklepach spożywczych, prawie 700 tysięcy osób zatrudnionych w ambulatoriach, ponad milion pracowników sklepów z odzieżą. Na liście znaleźli się również pracownicy papierni, sklepy z wyposażeniem sportowym czy budowlańcy. Wynika to z faktu, że do koszyka razem z patentami i prawem autorskim wrzucono znaki towarowe. Zrobiono to raczej bez głębszej refleksji, w końcu ciężko bronić tezy, że miejsca pracy w sklepach spożywczych czy na budowach powstają i utrzymują się dzięki monopolom intelektualnym. Ratownik w karetce korzysta z defibrylatora, którego nazwa jest znakiem towarowym, ale nie oznacza to, że jego praca zależy od ochrony monopoli intelektualnych.

Wiele mówią inne liczby, które dotyczą tych gałęzi gospodarki, w których monopole intelektualne mogłyby mieć rzeczywiste przełożenie na ich funkcjonowanie. W wytwórniach muzycznych w USA zatrudnienie znajduje tylko 36 tysięcy ludzi, producenci oprogramowania zatrudniają 260 tysięcy osób. Trzeba zauważyć jednak, że ci drudzy są bardzo często grupą lobbującą na rzecz reformy prawa autorskiego.

Z badania wynika również, że w dziedzinach rzeczywiście opierających się o monopole intelektualne wzrost zatrudnienia jest trzy razy wolniejszy niż w tych, które działają w oderwaniu od niego.

W kontekście raportu USPTO warto przypomnieć badania CCIA, które pokazują, że dozwolony użytek odpowiedzialny jest za znacznie większe segment gospodarki, niż prawo autorskie.

Zapoznaj się z krytyką raportu na stronie KEI online oraz z pełną wersją badania (polecamy tabelkę 10).

fot. christian.senger, CC BY