Komentarz Mirka Filiciaka:

W połowie października sąd w Delhi wydał wyrok zakazujący kserowania książek przez studentów. To efekt pozwu, jaki wydawnictwa Oxford University Press, Cambridge University Press oraz Taylor & Francis złożyły w sierpniu przeciwko działającemu na terenie campusu Uniwersytetu Delhi punktowi ksero Singha Rameshwariego. Cała sprawa stała się impulsem do wielkiej dyskusji o dostępie studentów do książek – nie tylko w Indiach.

Prawo autorskie nie powinno przeszkadzać w edukacji

Decyzja sądu w Delhi wywołała gorące protesty środowiska akademickiego, które zorganizowało m.in. spektakularną akcję podpisywania kserówek książek przez ich autorów. Akademicy chcą w ten sposób zwrócić uwagę na kiepskie wyposażenie bibliotek i dotacje (głównie w postaci grantów) dla publikacji akademickich jako okoliczności usprawiedliwiające kserowanie książek przez studentów. Przede wszystkim jednak wskazują na wątpliwości prawne – w indyjskim prawie, podobnie zresztą jak w polskim, istnieje kategoria dozwolonego użytku prywatnego i edukacyjnego. To echa tzw. poprawki sztokholmskiej, którą w roku 1967 wprowadzono do Konwencji Berneńskiej. Umożliwiła ona krajom rozwijającym się wprowadzenie wyjątków związanych z użyciem tekstów do celów edukacyjnych.

Wątpliwość budzi też skuteczność takich zakazów czy prób ograniczania skali kopiowania. W wielu krajach Ameryki Łacińskiej istnieje np. ograniczenie liczby stron, które można kserować jednorazowo (w większości przypadków do trzydziestu). W odpowiedzi na tę regulację w campusach Argentyny, Brazylii czy Kolumbii powstały centra ksero, składające się z kilkunastu sąsiadujących ze sobą punktów. Każdy z nich kseruje przepisowych trzydzieści stron, w efekcie jednak nie ograniczono kopiowania całych książek, lecz jedynie spowodowano drobną uciążliwość w korzystaniu z usług punktów ksero.

Równocześnie na całym świecie rośnie popularność „shadow libraries” – internetowych repozytoriów skanów książek, stanowiących alternatywę dla punktów ksero. Także w Polsce, gdzie przecież zarówno popularność „kserówek”, jak i ściągania tekstów z sieci jest ogromna. To nie tylko efekt „lenistwa” studentów, lecz także – a może przede wszystkim – następstwo faktu, że o ile rynek wydawniczy w ostatnich latach przechodzi cyfrową rewolucję, to wciąż omija ona biblioteki, głównie ze względów prawnych. Sytuacja z Indii, czy głośne protesty amerykańskiego środowiska akademickiego przeciwko wydawcom pokazują, że nie jest to problem, który ma szansę rozwiązać się sam.

fot. Imajica AmadoroCC BY-NC-ND