Prawo autorskie, to skodyfikowane i pod państwową jurysdykcją, nadal tkwi na mieliznach dyskursu dura lex sed lex (łac. twarde prawo, ale prawo). Najlepszym dowodem na to są – tutaj anegdotyczne – dywagacje prof. Markiewicza i prof. Barty, jednych z najbardziej uznanych specjalistów (twardego) prawa autorskiego w Polsce, czy to prawo autorskie nie nadąża za sztuką współczesną, czy może nie należy aż tak pochopnie oceniać, i to po prostu sztuka współczesna jest nieprzystająca do (dobrych) obyczajów.

Dlaczego akurat pada tu hasło „sztuka współczesna”? Abstrahując od definicji przemysłu kreatywnego, o której jeszcze za chwilę, to właśnie sztuka współczesna, jakkolwiek wysublimowana i niezrozumiała, jest wyznacznikiem kondycji konceptualności i kreatywności danego momentu dziejowego. I jeśli zaraz też powiemy o własności intelektualnej, to warto zastanowić się czy prawo autorskie chce nadążać za postępem intelektualnym, czy jedynie kontrolować to zjawisko – co jest paradoksem.

Problem rozbija się o jedną zasadniczą kwestię: współczesny model twórcy w dobie przewrotu cyfrowego. Prawo autorskie oczywiście przewiduje sytuacje, kiedy twórców utworu może być więcej niż jeden, ale zazwyczaj odnosiło się to do innych osób, a nie tworów zapośredniczonych technologicznie. Chodzi o to, że coraz częściej sztuka staje się wypadkową kreatywności i technologii, rzeźby przestają być rzeźbione, a zaczynają być drukowane w 3D, a zamiast podkładu muzycznego na żywo wystarczy syntezator.

Odchodzi gdzieś w niepamięć utrwalona przez wieki – a konkretniej już od starożytności – wizja artysty – (s)twórcy, artysty – demiurga. Jak wygląda więc kult twórcy ery digitalnej?

Warto myśleć tu dwutorowo: po pierwsze, autor w sztukach nowomedialnych, tworzonych za pomocą komputera powinien być również postrzegany przez pryzmat użytkownika. Kreatywność, z której powstaje własność intelektualna, to oczywiście cecha przysposobiona, natomiast tworzenie odbywa się tu na zasadzie doboru i odpowiedniego wykorzystania dostępnych już możliwości. Eksperymentalne mieszanie kombinacji to podstawowy składnik, jakim posługuje się współczesny twórca. Zostało to bardzo trafnie opowiedziane w filmie Kultura remixu, który może stanowić klucz do zrozumienia estetyki remiksu, czyli nowej jakości, wypływającej nie tyle ze sprawnego manualnego posługiwania się instrumentami, ile z biegłości technologicznej. Oraz oczywiście dobrego smaku przy tym doborze.

Po drugie, coraz częściej odchodzi się od jednoosobowej instytucji twórcy. Ludzie zaczęli współpracować i kooperować tworząc jedno dzieło (utwór), ponieważ łącząc kompetencje – które obecnie można rozwijać i doskonalić bez przerwy – mają szansę osiągnąć więcej. Tutaj bardziej niż do walki jurysdykcyjnej, dochodzi do walki mentalnej, ponieważ zrozumienie tych zależności musi nastąpić w świadomości społecznej.

Obecne kategorie funkcjonowania sztuki wymykają się założeniom prawno autorskim, ponieważ są zwrotem tendencji i wyrazem zapożyczenia życia realnego w świat cyfrowy (cyborg), technologiczny. A nie ma jeszcze formalnych definicji na te mentalne przeobrażenia, uznawane więc za wynaturzenia.

fot.: New Media Art Exhibition Project – Intermedia Experiment at HKAS by on_the_wings (CC BY 2.0)