Badania Centrum Cyfrowego zdają się mieć niesamowitą właściwość – publikacja ma miejsce, kiedy na świecie dochodzi do wydarzeń w pewnym stopniu opisujących przedmiot analizy. W zeszłym roku, zgrywając się z protestami przeciwko ACTA, światło dziennie ujrzał raport Obiegi Kultury. „Tajni kulturalni” pojawili się w znacznie bardziej przygnębiających okolicznościach, kilka dni po samobójstwie Aarona Swartza.

Nie chcę rościć sobie prawa do daleko idących porównań, ale nasycenie informacjami o śmierci młodego aktywisty sprawia, że wiele rzeczy widzi się przez pryzmat jego działań.

I w tym kontekście „Tajni kulturalni” stanowią bardzo ciekawe rozwinięcie tragicznej historii zza oceanu, ponieważ pokazują, że sytuacja z Ameryki ma bardzo praktyczne przełożenie na nasze własne podwórko.

Pomiędzy Swartzem, a tajnymi kulturalnymi jest więcej różnic niż podobieństw. Zarówno w warstwie ideologicznej, jak i wymiarze działań. Aaron działał dla idei rozpowszechnianie wiedzy w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa zdając sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Działania tajnych kulturalnych mają swój początek w przypadku, nie charakteryzuje ich głęboka refleksja.

Ale można dopatrzeć się pewnego wspólnego mianownika: jest to próba podzielenia się z innymi swoimi pasjami, zapał do bardzo specyficznego rodzaju kolekcjonowania oraz brak jakichkolwiek oczekiwań finansowych. Wszystko to w ramach restrykcyjnego prawa, które nie potrafi poradzić sobie z regulowaniem rzeczywistości w zgodzie z interesem publicznym. Od kilku dni gazety żyją faktem, że za uzyskanie materiałów z bazy JSTOR Swartzowi groziło 35 lat więzienia, więcej niż za gwałt czy morderstwo. Budzi to w pełni zrozumiały sprzeciw – kara jest absolutnie nieproporcjonalna do czynu, a zachowanie organów ścigania, które za wszelką cenę próbowały go skazać – skandaliczne. Ale sprawa ciągnęła się już od 2011 roku, do tej pory nikt nie reagował. Trzeba było tragedii, żeby do świadomości społecznej przebiła się myśl, że w pewnym momencie coś musiało pójść źle. Trzeba natychmiast przystąpić do reformy obecnie obowiązujących przepisów, żeby uniknąć kolejnych tego typu tragedii.

Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak ostrzeżenie „tajni kulturalni są następni”, jestem daleki od tego typu myśli. Badanie pokazuje jednak, że zachowanie Swartza nie jest przykładem jednostkowym – jakkolwiek ciężko będzie dorównać mu w skali działania. Jest pełno jemu podobnych, wobec których mogą zostać wyciągnięcie poważne konsekwencje. I nie mówimy tylko o aktywistach ryzykujących w imię idei, ale również o osobach dzielących się w dobrej wierze oraz w zgodzie ze swoją pasją. Bez świadomości roli, jaką dla kultury odgrywają tego typu zapaleńcy oraz bez zmian prawa będziemy obserwowali coraz więcej bulwersujących przypadków nieadekwatnego karania ważnych (a bardzo często również kontrowersyjnych) ogniw obiegu treści.