Maria Pallante, dyrektor amerykańskiego Copyright Office wygłosi przed Izbą Reprezentantów przemówienie, w którym będzie zachęcała do reformy prawa autorskiego. Treść wystąpienia została już umieszczona na stronie jej urzędu.

Pallante widzi potrzebę głębokiej reformy amerykańskiego prawa autorskiego, które powstało w 1976 roku i jest „dobrym prawem na miarę 1950 roku”.

Prawo przejawia objawy starości i wymaga waszej uwagi. Autorzy nie mają skutecznej ochrony, przedsiębiorcy działający w dobrej wierze nie mają jasnych ram działania, sądy nie mają odpowiednich wyznaczników prawa a konsumenci i obywatele są coraz bardziej sfrustrowani.

Dyrektor Copyright Office zwraca uwagę, że Kongres będzie musiał przedstawić nową wielką reformę prawa, które będzie zrozumiałe dla jego użytkowników i mniej skupione na technicznych aspektach przestrzegania go. Obecna sytuacja, w której do zrozumienia przepisów konieczne jest zatrudnienie armii prawników nie może być zdrowa.

W swoim wystąpieniu zauważa, że kontrola posiadaczy praw nad utworem powinna być znacząca, ale nie absolutna i być może należy odwrócić paradygmat prawa – do tej pory udzielali oni zgody na każdorazowe użycie ich dzieła. Ale zasada powinna być inna – swoboda działania bibliotek czy archiwów w zakresie kopiowania i udostępniania powinna być podstawą, a prawa autorów nie powinny bezwzględnie jej ograniczać.

Proponuje również skrócenie okresu ochrony do 50 lat po śmierci autora, uwzględnienie praw osób niepełnosprawnych (zwłaszcza niewidomych), zajęcie się problemem dzieł osieroconych, masową digitalizacją książek i innymi kwestiami, które rodzą kontrowersje.

Powyższe propozycje nie wydają się rewolucyjne, postulowane zmiany są tylko odpowiedzią na najbardziej palące problemy, które powodują ogromne społeczne frustracje. W propozycji Marii Pallante nie widać pomysłu na głęboką reformę systemu, która dostosuje go do wymagań XXI wieku. Z drugiej strony warto zauważyć, że od kilkudziesięciu lat zmiany szły wyłącznie w kierunku zwiększenia ochrony posiadaczy praw, a odwrócenie trendu może być bardzo ciężkie. Pozostaje mieć nadzieję, że w najbliższych latach debata będzie kierowała się w stronę szanowania praw użytkowników i interesu publicznego, a nie znalezieniu kompromisu pomiędzy stanowiskiem zwolenników maksymalnej ochrony i minimalistycznymi propozycjami zmian Copyright Office.

Aktualizacja:

Podczas wystąpienia Maria Pallante powiedziała, że „nastolatki ściągające muzykę w domu to nie piractwo” i należy skupić się na „dużych piratach”, serwis techdirt mocno akcentuje ten fakt podkreślając, że jest to wyraźny ukłon w stronę depenalizacji niekomercyjnego dzielenia się.

Całość posiedzenia pokazała, że chociaż pojawiło się kilka dobrych pomysłów na naprawienie prawa autorskiego, to cała idea oparta jest o fałszywe przesłanki. Dyrektor Copyright Office podkreślała, że prawo autorskie powinno służyć przede wszystkim autorom, a nie społeczeństwu, co stoi w jawnej sprzeczności z całą ideą ochrony monopoli intelektualnych. Pośród jej propozycji znalazła się również zmiana niektórych zapisów w taki sposób, że działania do tej pory uznawane za wykroczenia stałyby się przestępstwem.

Pomysły te pokazują, że w rzeczywistości możemy nie mieć do czynienia z chęcią głębokiej reformy systemu, a jedynie zrezygnowania z tych jego elementów, które i tak nie działają przy równoczesnym zaostrzeniu prawa tam, gdzie próbowano to zrobić m.in. w trakcie prac nad ustawą SOPA. W końcu RIAA już w połowie poprzedniej dekady zrezygnowała z masowego ścigania końcowych użytkowników, a wydawcy co do zasady nie podejmują walki z archiwami czy bibliotekami, których działalność w większości wypadków spełnia warunki fair use.