W połowie lutego cały świat obserwował niesamowite nagrania meteorytu, który eksplodował nad Czelabińskiem. Wybuch ranił setki osób oraz dokonał spustoszenia w mieście wybijając setki tysięcy metrów kwadratowych okien, a nawet doprowadzając do zawalenia się hali fabrycznej.

Niestety – nagrania zjawiska na portalu YouTube są niedostępne dla osób przebywających w Niemczech. A wszystko przez konflikt z organizacją zbiorowego zarządzania GEMA, która jest odpowiednikiem polskiego ZAiKSu. Większość z filmów została nagrana przez kamery zamieszczone w samochodach i to (pośrednio) stanowiło podstawę roszczeń – w wielu nagraniach w tle słychać było radio, w którym leciały utwory chronione prawem autorskim.

GEMA broni się przed zarzutami twierdząc, że zawsze była chętna do współpracy, a YouTube sam z siebie zablokował filmy bez żadnych zgłoszeń ze strony organizacji. W końcu jedynym warunkiem organizacji jest uiszczanie od każdego wyświetlenia filmu, w którym może występować chroniona muzyka opłaty w wysokości €0.00375.

Komentarz

Opisana sytuacja doskonale pokazuje dwa zjawiska, które zawsze towarzyszą nadmiernej ochronie prawa autorskiego. Z jednej strony ma miejsce „efekt schłodzenia” (chilling effect) – osoby prywatne oraz firmy rezygnują z podejmowania legalnych działań tylko dlatego, że obawiają się możliwych konsekwencji prawnych lub procesów. Z drugiej widzimy w jaki sposób prawo autorskie może służyć jako narzędzie ograniczania wolności słowa oraz prasy.

Osoby przebywające na terytorium Niemiec miały (i mają) ograniczony dostęp do informacji o zasadniczym znaczeniu dla całej ludzkości. Zderzenie naszej planety z innym ciałem niebieskim nie jest niczym wyjątkowym, ale sytuacja, w której ranne zostaje półtora tysiąca osób, a straty sięgają 33 milionów dolarów to wydarzenie bez precedensu. Tym bardziej szokuje powód, dla którego zablokowano nagrania – ledwo słyszalna muzyka w tle z samochodowego radia. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której podobna argumentacja zostałaby użyta w sprawach o kluczowym dla życia społecznego znaczeniu – np. muzyka mogłaby lecieć w tle na nagraniu skorumpowanego polityka, co mogłoby stanowić podstawę odebrania obywatelom możliwości zapoznania się z nagraniem (albo zmusiło ich do płacenia za dostęp do tego typu treści).

Przykład wydaje się być ekstremalny, a zagrożenie marginalne, ale jest to tylko złudzenie. Statystyka pokazuje, że problem jest powszechny. Z 1000 najpopularniejszych filmów na YouTube aż 60% jest niedostępne dla osób przebywających w Niemczech – obawiając się oskarżeń ze strony GEMA serwis dla bezpieczeństwa i spokoju odbiera możliwość dotarcia do treści. A jeśli prawnych kłopotów obawia się gigant posiadający całe działy prawne zajmujące się wyłącznie kwestiami naruszeń monopoli intelektualnych, to jak mają się czuć obywatele albo małe tytuły prasowe chcący rozpowszechniać ważne dla obywateli informacje?

źródło: arstechnica

fot. alexeya, CC BY-SA