Gracze, którzy zakupili najnowszą odsłonę SimCity mogą być rozczarowani zakupem – nie są w stanie w nią grać. Wszystkiemu winny jest system antypiracki, który wymaga nieustannego połączenia z siecią, aby móc prowadzić rozgrywkę. Zaraz po premierze gry doszło do przeciążenia serwerów producenta – Electronic Arts – co sprawiło, że gracze nie byli w stanie rozpocząć rozgrywki.

Kłopoty były sygnalizowane od dawna – już podczas beta-testów i prezentacji gry dla recenzentów miały miejsce problemy uniemożliwiające grę, EA obiecało, że zbada i naprawi sytuację.

Chociaż ci, którzy mieli ochotę przyjrzeć się produktowi z bliska oceniają go bardzo wysoko, to od dwóch dni ma miejsce burza w świecie serwisów zajmujących się grami. Portal Polygon obniżył ocenę gry z 9.5 do 8 punktów w związku z problemami technicznymi, a wpływowy IGN wstrzymał się z publikacją recenzji zamiast tego prowadząc artykuł o problemach z grą. Dan Stapleton, jego autor, prosi graczy, aby wstrzymali się z zakupem gry do czasu, kiedy będzie można być pewnym, że będą oni w stanie skorzystać z zakupionego przez siebie produktu. Solidarność z graczami pokazał również serwis Eurogamer – jego redaktorzy obiecali, że nie umieszczą recenzji oraz nie będą grali w grę, dopóki nie zostaną rozwiązane wszystkie problemy.

Warto zauważyć, że SimCity jest z założenia grą dla jednej osoby – polega na budowaniu oraz zarządzaniu miastem, a nie wymaga to interakcji z innymi graczami, konieczność nieustannego połączenia z internetem jest niepotrzebna.

Co ciekawe – najbardziej poszkodowani zostali ci gracze, którzy zapłacili za grę miesiące przed premierą – mieli oni najwięcej problemów z weryfikacją instalacji. W związku z tym wielu z nich zdecydowało się kupić produkt po raz kolejny w sklepie, ponieważ wersje popremierowe były trapione przez mniejsze problemy. Przede wszystkim ukarani zostali najwierniejsi gracze – ci którzy byli gotowi zapłacić za grę wyższą cenę na długo przed jej premierą.

EA została w 2012 roku ogłoszona najgorszą firmą w Stanach Zjednoczonych, stało się to na skutek absolutnego braku szacunku do klienta i wypuszczania pozycji, w których ignorowano jakość oraz wygodę płacących klientów aby zapewnić krótkoterminowy zysk oraz zabezpieczenie przez kopiowaniem gier. Wynikiem takiego działania było zwiększenie się atrakcyjności gier „pirackich” – nie cierpiały one na większość z bolączek, które dotykały oryginalne egzemplarze. Nawet argument o tym, że korzystając z gry nieautoryzowanej traci się możliwość pomocy technicznej wydaje się nietrafiony. W wypadku SimCity gracze musieli czekać po 10 godzin, aby uzyskać możliwość rozmowy z konsultantem EA na internetowym czacie.

W kontekście powyższych wiadomości warto wspomnieć innej akcji o zupełnie innym charakterze. Na Kickstarterze rozpoczęto zbieranie pieniędzy na stworzenie kolejnej gry z serii Torment. W 24 godziny twórcy zebrali 1 700 000 dolarów od 30 tysięcy ludzi (z czego 5000 z nich wpłaciło ponad $100, a 50 osób przeznaczyło więcej niż $1000), co daje średnio ponad 50 dolarów na gracza. Trzeba zauważyć, że twórcy obiecują grę bez żadnych zabezpieczeń, co oznacza, że nawet osoby, które nie wpłaciły ani dolara będą mogły swobodnie pobrać ją po premierze, kiedy trafi na półki sklepów. Pomimo tego po 24 godzinach średnia dobrowolnych wpłat jest bliska detalicznej cenie gry, która chroniona jest tak bardzo, że nie da się w nią grać nawet, jeśli się ją kupiło. Żeby zarabiać na grach wystarczy szanować graczy i traktować ich jak partnerów, a nie potencjalnych złodziei.

fot. kadr z poprzedniej wersji gry, SimCity4, haljackey, CC BY-SA