Na samym początku zaznaczę, że nie jest to wyczerpująca relacja, a raczej komentarz do konferencji. Formuła zakładała krótki i szybkie wystąpienia bez możliwości dyskusji o wypowiedzi prelegenta w związku z czym chęć skomentowania kilku kwestii jest nie do opanowania.

Formuła spotkania

Co do samej formuły – chociaż jadąc do Warszawy mieliśmy sceptyczne nastawienie do pozostawienia najciekawszym osobowościom 10 minut na wyrażenie swojego zdania bez możliwości komentarza ze strony sali, to wracając pośród podróżnych panowała zgoda, że pomysł się sprawdził. Rzeczywiście – było to coś świeżego w porównaniu do tradycyjnego modelu rozmów o prawie autorskim.

Jedyny zarzut można sformułować wobec podziału prelegentów na sale – dało się odczuć, że w większości wypadków stosowano klucz rozpoznawalności nazwiska. W związku z tym doszło do sytuacji, w której bardzo ciekawe prezentacje na małej sali miały tylko kilku widzów, a na dużej ludzie intensywnie wgapiali się w telefony i tablety podczas średniego wystąpienia wepchniętego pomiędzy dwa, na które warto było czekać. Przy organizacji następnego wydarzenia lepiej będzie zastosować klucz tematyczny, campy sprawdzają się świetnie, kiedy do sal idzie się dla konkretnego zagadnienia, a nie prelegenta.

Pojedynki na scenie

Na scenie pojawiały się bardzo ciekawe zestawienia. Tym bardziej interesujące, że występujący nie mieli czasu na odniesienie się nawzajem do swoich wypowiedzi i kontekst każdy musiał dorobić sam dla siebie. Bardzo podobało mi się zestawienie Hirka Wrony z Radkiem Czajką i Alkiem Tarkowskim – ten pierwszy opowiadał, że zależy mu tylko na edukacji młodzieży i zapewnieniu kulturze trwania poprzez kupowanie płyt i promowanie tego modelu wspierania artystów. Oczywiście mówiąc ‚edukacja’ nie ma na myśli zachodniego modelu, w którym próbuje się przekazać młodzieży wiadomości o świecie i fakty oraz narzędzia do zrozumienia otaczającej ją rzeczywistości. W wypadku Hirka chodzi raczej o sprzedawanie prawnoautorskich zabobonów i szerzenie dezinformacji (twierdzenie, że istnieje coś takiego jak nielegalne ściągnięcie, błędna nota kopirajtowa prezentacji sugerująca, że nie mamy prawa jej kopiować). Świetną puentą było wystąpienie Radka, który podpierając się stratą Kazika pokazał, że mówienie o stratach finansowych w obiegu kultury staje się po prostu groteskowe, kiedy ktoś próbuje nałożyć pojęcie egzemplarza na bity. Błędy merytoryczne wytknął również Alek Tarkowski, który podkreślał, że niezbędne jest przekazywanie rzetelnej wiedzy w celu wypracowania nowych rozwiązań, a nie wmawianie ludziom, że ich naturalne działania są czymś złym. Na skutek akcji lobbingowej i tak nie zmienią swoich zachowań, ale może pojawić się w nich destrukcyjne dla więzi społecznych poczucie anomii i paniki moralnej.

Innym oczywistym konfliktem były wystąpienie Jarka Lipszyca oraz dyrektora Instytutu Książki Grzegorza Gaudena. Na skutek kilku błędów administracyjnych po wojnie dzieła Korczaka mogą wejść do domeny publicznej znacznie później niż powinny. Właśnie w tym kontekście wypowiedź Grzegorza Gaudena była dla mnie po prostu oburzająca. Chociaż można było znaleźć elementy komiczne. Kiedy podkreślał wagę Instytutu Książki w rozpowszechnianiu dzieł autora wspomniał, że jego organizacja jest niezbędna, ponieważ do tej pory nie wyszedł żaden zbiór wszystkich dzieł Korczaka. Bardzo przepraszam, a w jaki sposób taka antologia ma się pojawić skoro IK zachłannie i kurczowo pilnuje możliwości publikacji? Zresztą to właśnie ta kontrola była kolejnym bulwersującym wątkiem. Grzegorz Gauden pokazywał ilu licencji udzieliła jego organizacja – płatnych i nieodpłatnych – rozporządzając w imię własnej organizacji dziełami, do których prawa przeszły na rzecz Skarbu Państwa i powinny stanowić dobro wspólne.

Internet to nie osobny świat

Ciekawy wątek poruszył Piotr Hałasiewicz z chomikuj.pl. Często postrzegamy internet jako dziwny i tajemniczy świat istniejący w oderwaniu od rzeczywistości. Ale tak naprawdę to tylko kolejne narzędzie komunikacji i dzielenia się treściami, w swojej istocie niczym nie różni się od kasety VHS, telefonu czy listu. Jest to myśl, nad którą trzeba się głęboko zastanowić – często mówimy o dostosowaniu analogowego prawa do rzeczywistości cyfrowej, ale zapominamy, że w internecie nie respektuje się tych z naszych praw, które gwarantują nam obecne przepisy. Wyczerpanie praw, możliwość odsprzedaży, dozwolony użytek – wszystkie te kwestie zostały uszczuplone wobec nowych technologii. Prócz dostosowania regulacji do nowych potrzeb należy również walczyć na rzecz przywrócenia równowagi istniejącego prawa.

Dziennikarz rzetelny to dziennikarz najedzony

Moim absolutnym faworytem został jednak Michał Gwiazdowski, koordynator Piano w Agorze. Chociaż sam mam krytyczne zdanie o systemie Piano w polskich warunkach, uważam, że w wielu wypadkach może to być przemyślany model biznesowy, za którym może stać szereg bardzo poważnych argumentów i nad którym można rzeczowo debatować. Ale nie da się tego robić, jeśli w otwierających slajdach znajdziemy informację o fizjologicznych potrzebach dziennikarzy („informacja rzetelna = sprawdzona. Nigdy nie będzie za darmo, bo wymaga dziennikarza, który musi coś jeść”). Nie pomaga również mówienie o tym, że wprowadzenie ograniczeń dostępu było niezbędne z powodu wysokich zarobków i standardów pracy fotoreporterów, skoro większość sali pamięta aferę z wiosny br., kiedy to Agora straciła kilku fotografów na skutek prób wprowadzenia paskudnych aneksów do umów. Wisienką na torcie było twierdzenie, że Piano i konieczność płacenia za treści chroni nas przed wielkimi korporacjami i ich monopolem informacyjnym oraz jest fundamentem demokracji. Taki bon mot można śmiało zostawić bez komentarza.

Cudowne filmy Niny Paley

Nina Paley, główny gość konferencji, podkreśliła znaczenie nieposłuszeństwa wobec systemu, kiedy rozmawiamy o kulturze. Autorka filmów mówi, że są pewne wartości, które powinny stać ponad prawem autorskim i nie można cenzurować siebie oraz innych z powodu obawy o czyjś monopol intelektualny. „Copying is an act of love” i nie możemy dać sobie wmówić, że jest inaczej. Przy okazji wspomniała, że uwolnienie dzieł było dla niej genialną finansową decyzją i nigdy nie zarabiała tyle, ile otrzymuje z alternatywnych modeli biznesowych opartych o otwartość.

Podczas swojej prezentacji wyświetliła kilka filmów swojego autorstwa, poniżej jeden z nich. Resztę znajdziecie na questioncopyright.org

Link do strony konferencji: copycamp.pl