Tekst ukazał się na portalu EFF pod tytułem „All Nations Lose with TPP’s Expansion of Copyrigh Terms„, autorki: Carolina Rossini i Yana Welinder, CC BY; tłum. Kuba Danecki, CC BY.

EFF już wcześniej pisała o różnych niepokojących klauzulach negocjowanej w ukryciu umowy TPP (Trans-Pacyficznego Partnerstwa – Trans-Pacific Partnership Agreement). Jedną z większych obaw jest fakt, że TPP może próbować rozszerzyć już zbyt restrykcyjne warunki prawa autorskiego, które już są obecne w amerykańskim ustawodawstwie. Umowa może stać się narzędziem procesu „drugiego grodzenia”: zamykania niematerialnych wspólnych dóbr stworzonych przez umysły.

Postulowane warunki są szkodliwe dla kreatywności oraz innowacyjności i służą wyłącznie interesom wielkich wydawców muzyki i filmów, którzy w Stanach Zjednoczonych lobbowali za korzystnymi dla siebie warunkami. Teraz – zaczynając od Pacyfiku poprzez TPP – te niewspółmierne i kontrproduktywne zasady mogą zostać wymuszone na państwach, które mają znacznie bardziej nowoczesne prawo autorskie. Umieszczanie tych warunków wewnątrz umów handlowych to część szerszego ruchu w stronę zmiany forum debaty oraz „prania brudnych decyzji politycznych” poprzez usuwanie rozmów o prawie własności intelektualnej z miejsc, w których wymaga się transparentności oraz debaty publicznej – np. z Kongresu.

Dookoła włączania przedłużonych okresów ochrony praw autorskich do umów międzynarodowych wyrosło bardzo wiele problemów. Przede wszystkim zmuszałoby to wszystkich żyjących w granicach państw-sygnatariuszy TPP do dłuższego płacenia tantiem za treści. Zostało wyliczone, że przedłużanie obowiązywania praw autorskich kosztuje Australię dodatkowe 88 milionów dolarów rocznie. To szczególnie niepokojące, kiedy prawo międzynarodowe jest wykorzystywane do rozszerzania zakresu ochrony własności intelektualnej. W takich wypadkach włączanie międzypaństwowych ustaleń dotyczących prawa autorskiego do lokalnego prawodawstwa nie ma miejsca na podstawie badań czy takie działania są „ekonomicznie, kulturalnie oraz społecznie pożądane”. Zamiast tego odbywa się poprzez lobbing przemysłu rozrywkowego, który wspiera się na postanowieniach międzynarodowych, aby wymusić jeszcze większe obostrzenia.

W przeciwieństwie do ekonomicznych oraz prawnicznych badań podkreślających wagę bogatych zasobów dóbr wspólnych dla innowacyjności i kreatywności oraz w opozycji do rekomendacji Stowarzyszenia Communia  TPP zmierza w stronę poszerzenia ustalonych globalnie warunków ochrony praw autorskich daleko poza obowiązujące standardy, konwencję berneńską  oraz umowę TRIPS. W uzyskanym z wycieku rozdziale dotyczącym własności intelektualnej  widać, że propozycja Stanów Zjednoczonych wymagałaby od większości sygnatariuszy przedłużenia obowiązywania praw autorskich.

Wedle opisywanej propozycji jeśli posiadaczem praw autorskich byłaby osoba fizyczna, to prawa autorskie trwałyby do śmierci twórcy i minimalnie dodatkowe 70 lat. Oznacza to, że dzieło wkraczałoby do domeny publicznej średnio po 140 latach. Szczególnie ten warunek wychodzi daleko poza Ustawę o Prawie Autorskim USA, która określa 70 lat po śmierci twórcy jako wartość maksymalną, a nie minimalną. W wypadku utworów, do których prawa autorskie mają korporacje ochrona zostałaby wydłużona do 95 lat od pierwszej publikacji. Ponadto dzieła należące do korporacji, które nie zostały upublicznione przez 25 lat od stworzenia są chronione 120-letnim okresem od momentu powstania.

Powyższe ustalenia rozszerzają warunki kontrowersyjnej ustawy Sonny Bono Copyright Term Extension Act (zwanej również ustawą Myszki Mickey w związku z potężnym lobbingiem Disneya) na państwa Pacyfiku. Nowa Zelandia, jedna ze stron uczestniczących w negocjacjach, obecnie stosuje ochronę praw autorskich kończącą się 50 lat po śmierci autora. Malezja, kolejny członek TPP, chroni prawami autorskimi dzieła „literackie, muzyczne oraz artystyczne” do 50 lat po śmierci twórcy. Kanada, która właśnie dołączyła do negocjacji, ma jeszcze krótszy termin ochrony – 50 lat dla nagrań audio od momentu ich powstania. Aby spełnić warunki TPP wszystkie te państwa zostałyby zmuszone do nadania firmom długich praw wyłącznych bez żadnego merytorycznie uzasadnionego powodu.

Powszechnym usprawiedliwieniem nadawania restrykcyjnych praw monopolu jest dostarczenie „zachęty” dla ludzi, aby tworzyli treści, z których będzie mogło korzystać społeczeństwo. Ale ekonomiści i inni uczeni, którzy prowadzili badania nad tą tezą stwierdzili, że optymalną długością obowiązywania ochrony prawno-autorskiej jest najwyżej 7 lat. Długie prawa autorskie są słabym sposobem na wynagradzanie twórców, którzy generalnie otrzymują niskie tantiemy. Jednak silne lobby praw autorskich powstrzymuje wszelkie propozycje, żeby obniżyć obecnie obowiązujące warunki i atakuje wszelkie próby wystąpień w obronie domeny publicznej i użytkowników. Przy okazji zasypuje polityków bzdurną „matematyką praw autorskich”.

Prawa autorskie dają ich posiadaczom wyłączne prawa, żeby decydować o użyciu dzieł oraz – w teorii – zabezpieczyć prawa ekonomiczne twórców za ich wysiłek. W większości wypadków prawo to było nadużywane w sposób, który pozbawia społeczeństwo wartościowych elementów kultury i wiedzy. Długa ochrona praw po prostu nie jest potrzebna, żeby pobudzać ludzi do kreatywności. Jest to najbardziej oczywiste w sytuacji, w której ochrona trwa po śmierci twórcy, ale trzeba sobie uświadomić, że domena publiczna jest niezbędnym źródłem, z którego autorzy mogą się uczyć i na podstawie którego tworzą. Napędza naszą wspólną kulturę i jest wyrazem tego, że zawsze budujemy na przeszłości. Co znamienne:

im bardziej wiążemy dawne dzieła własnością, która nie przedstawia społecznego pożytku poprzez zachęcanie do kreatywności, tym bardziej ograniczamy obecnych twórców w rozszerzaniu kulturalnych wkładów swoich poprzedników.

Dennis Karjala

Jak zaproponował Boyle „nasz system własności intelektualnej powinien zostać zbadany jak każdy inny rządowy projekt, żeby upewnić się, że dostajemy to, czego ponosimy koszty, a nie ponosimy koszty tego, co mamy”.

fot. Norman B. Leventhal Map Center at the BPL; CC BY