W 2009 roku Kazik Staszewski był centrum niemałego zamieszania w internecie po tym, jak nazwał wszystkich ściągających jego płytę z internetu ku*wami. Była to reakcja na wycieknięcie jego nowej płyty „Hurra!” przed premierą. Spowodowało to ogromny odzew, jego najlepszym przejawem była strona stratakazika.pl, która punktowała absurdy szacowania „strat” na podstawie ściągnięć.

Ale wraz z premierą kolejnego albumu zmieniło się podejście muzyka do nieformalnego obiegu treści. Zapytany o to, czy zdenerwowałby się na umieszczenie nowej płyty w sieci przed premierą odpowiedział:

Zdenerwowałbym się pewnie, gdyby źródłem był ktoś bliski, ktoś, komu w zaufaniu tę płytę dałem. Natomiast tak bardzo jak wtedy pewnie bym się nie przejął. Nauczyłem się, że realnie na sprzedaż ma to niewielki wpływ. Wiesz, płyty kompaktowe i tak pewnie w najbliższym czasie zanikną w ogóle.

Osobiście z radością przyjmuję zmianę postawy, szczególnie uwagę, że nieformalny obieg treści nie ma negatywnego wpływu na sprzedaż płyt – zwłaszcza, że pada ona z ust osoby, która do tej pory prezentowała twardą linię wobec użytkowników dzielących się dobrami kultury. Pozostaje mieć nadzieję, że inni twórcy pójdą w ślady (nomen omen) kultowego muzyka i zamiast walczyć o zachowanie starego modelu poszukają możliwości w nowych rozwiązaniach.

fot. zbyszko666, CC BY-NC-SA