1507grafikk-ut4f9eJJFC

W ciągu pięciu lat norweski nieformalny obieg treści zmniejszył się nawet o 80%, a głównym powodem tej zmiany było stworzenie usług, które pozwalają w sposób wygodny korzystać z treści.

Firma Ipsos zbadała skalę nieautoryzowanego dzielenia się kulturą i wiedzą w Norwegii, przedmiotem badania była skala wymiany plików muzycznych, filmów oraz seriali. Największy spadek – z 1,2 miliarda plików do 210 milionów w 2012 odnotowała branża muzyczna. W wypadku materiałów audiowizualnych spadek wyniósł 50%, ale trend nie był jednorodny przez cały badany okres. W związku z uruchomieniem Netflixa – streamingowej usługi wideo – w Skandynawii można spodziewać się dalszego spadku zainteresowania nieautoryzowanymi kopiami filmów i seriali.

Co ciekawe – aż 47% Norwegów korzystających z internetu korzysta z muzycznych usług streamingowych, a połowa z tej liczby płaci za konto premium.

To dobry moment, aby zadać sobie pytanie o zasadność wprowadzania coraz ostrzejszych przepisów dotyczących prawa autorskiego – skoro kilka nowych usług (zresztą dość intensywnie zwalczanych przez przemysł praw autorskich, co pokazuje konflikt na linii Pandora-ASCAP) w cztery lata osiągnęło to, czego nie udało się osiągnąć poprzez kilkanaście lat walki przy pomocy policji, sądów i drakońskich kar wobec zwykłych obywateli, to czy warto jeszcze bardziej wzmacniać nieskuteczne narzędzia? Zwłaszcza, że bardzo często uderzają one również w sam przemysł muzyczny, co widać na przykładzie Francji czy Japonii, w których ostre prawo przeciw dzieleniu się kulturą i wiedzą szło w parze ze zmniejszeniem się sprzedaży muzyki.

Ale wraz ze wzmocnieniem pozycji serwisów streamingowych rodzą się kolejne problemy, w komentarzu do decyzji Thoma Yorke’a, który postanowił wycofać swoje projekty ze Spotify Alek Tarkowski zwrócił uwagę, że „legalność” niekoniecznie oznacza polepszenie się sytuacji twórców, a nowe metody dystrybucji jeszcze nie dają szansy na zapewnienie stabilnego i trwałego dochodu.

Ale nawet jeśli to jest racjonalne postawienie sprawy, to tylko mocniej dowodzi ono faktu, że model streamingowy nie sprawdza i nie sprawdzi się dla wielu twórców. (…) To dla mnie kolejny argument za tym, że nie można się skupiać wyłącznie na kwestiach „legalizacyjnych”. (…) Ogólnie rzecz biorąc, rozwiązania prawne zdają się nie rozwiązywać kwestii finansowych.

W Norwegii dość gwałtownie doszło do przejścia od modelu, w którym wytwórnie decydowały o tym, kto może uczestniczyć w podziale zysków gwarantując wybrańcom wysokie zarobki do modelu, w którym w podziale może uczestniczyć każdy. I chociaż w rok pojawił się prawie milion osób, które płacą kilka-kilkanaście dolarów miesięcznie za swobodny dostęp do muzyki, to może się okazać, że nikt nie będzie do końca zadowolony z tej sytuacji i to nie tylko z powodów finansowych.

Przede wszystkim – przemysł praw autorskich traci jeden ze swoich najważniejszych argumentów tj. walkę z nielegalnymi działaniami użytkowników. Ostrzejsze prawo ograniczające nieautoryzowany obieg miało służyć zwiększaniu dochodów wytwórni, ale nie będzie w stanie tego zrobić – nieformalny obieg spadł do marginalnych poziomów, a jego użytkownicy zostali przejęci przez w pełni autoryzowane usługi, które w dużej mierze łamią monopol podtrzymywany przez restrykcyjne przepisy. „Legalność” okazała się nie tym, na co liczono. A skoro nie można walczyć przy pomocy najazdów policji i prokuratury należy przejść do konkurencji na jakość usług, ale wytwórnie muzyczne czy producenci filmowi nie radzą sobie najlepiej na wolnym rynku, co pokazują nieudane próby stworzenia własnymi siłami internetowych sklepów, serwisów streamingowych czy technologii dystrybucji, które zawsze były o kilka kroków za pomysłami konkurencji „spoza” branży.

źródło: torrentfreak

wykres pochodzi z badania Ipsos MediaCT